Jak wprowadzić dzieci w świat muzyki, aby ja pokochały... Połączenie muzyki z obrazem postaci, które nieustannie zmieniają swój kształt i ruch, ułatwi dziecku zrozumienie inspiracji oraz intencji twórczej kompozytora. Przez skojarzenia obrazowe łatwiej...

Czytaj dalej

Kolorowanka Pokoloruj Świat Ta innowacyjna kolorowanka, stworzona specjalnie na potrzeby projektu, ma również na celu edukowanie najmłodszych poprzez język muzyki, który rozumieją wszyscy milusińscy, niezależnie od zakątka...

Czytaj dalej

  • Poprzedni
  • Następny

Uśmiech za kilka słów – druga odsłona!

1

Dziś, 9 lutego 2012 roku, odbyła się druga odsłona Akcji „Uśmiech za kilka słów”. Tym razem list-niespodziankę dostały dzieci z Oddziału III Kliniki Onkologii i Hematologii przy ul. Bujwida we Wrocławiu.

Trzy wolontariuszki z Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu: Kasia Żłobińska, Magda Stykała oraz Iza Sierny obdarowały dzieci pięknym listem z kolorowanką. Pojawiły się też kreatywnie wymyślone rzeczy, np. piękne zdjęcia z kotkami, które dostała mała Olga czy też ręcznie zrobione puzzle dla 3-letniego Wojtusia.

Na twarzach dzieci pojawił się uśmiech, a to znaczy, że niespodzianka się udała. Cieszymy się razem z nimi!

 

Oto kilka zdjęć z dzisiejszego wydarzenia:

od lewej: Dorota Wodzińska, Iza Sierny, Magda Stykała i Kasia Złobińska

Magda i Wojtuś

Iza i Olga

 

Dorota Wodzińska

„Pokoloruj Świat” w Lubieniu Kujawskim

0

Napisany : 08-02-2012 | Przez : Fecwis | W : projekt pokoloruj świat, wolontariat, wykluczenie społeczne

Już po raz szósty skazani z Zakładu Karnego we Włocławku oraz Fundacja  Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych wspólnie zorganizowali warsztaty artystyczne dla dzieci i młodzieży przebywających na terenie placówki opiekuńczo-wychowawczej. Były one częścią słynnego już projektu „Pokoloruj Świat”.

Akcja miała miejsce w dniach 3-5 lutego 2012 r. na terenie Domu Dziecka w Lubieniu Kujawskim a było to już drugie spotkanie mieszkańców tej placówki ze skazanymi i wolontariuszami.

W programie tradycyjnie znalazły się kolorowanki wielkoformatowe, konkursy z nagrodami, gry i zabawy, występy karaoke oraz malowanie twarzy.
Do współpracy w imprezie edukacyjnej zaprosiliśmy uczniów z II Liceum  Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika we Włocławku oraz uczniów ostatnich klas Gimnazjum Publicznego w Chodczu. Pierwszy raz zdarzyło się nam gościć powtórnie w miejscu, w którym wcześniej organizowaliśmy warsztaty. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, gdyż dzieci mieszkające w placówce doskonale nas pamiętały i były bardzo zadowolone z kolejnego festynu przygotowanego specjalnie z myślą o nich.

Bariery i dystans, który można zaobserwować na początku każdych warsztatów ustąpił miejsca słowom „będziemy za wami tęsknić”. Pojawiła się też wielka satysfakcja spowodowana uśmiechem i radością  dzieci.

ZAPRASZAMY DO OBEJRZENIA GALERII ZDJĘĆ Z TEGO WYDARZENIA: LINK

Joanna Nowicka

Kazimierz Twardowski – autorytet intelektualny i moralny, człowiek instytucja w nauce polskiej pierwszej połowy XX wieku.

0

Napisany : 04-02-2012 | Przez : Fecwis | W : Lidia Bajkowska, patronat, projekt pokoloruj świat, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Patronem Fundacji Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych jest Kazimierz Twardowski – wybitny polski filozof i psycholog, twórca lwowsko-warszawskiej szkoły, która była najbardziej znaczącą szkołą w historii filozofii polskiej.

Uczony ten zajął naczelne miejsce pod względem ugruntowania metodologii badawczej i definicyjnej w naukach filozoficznych i psychologii eksperymentalnej oraz nowej teorii podziału nauk na aprioryczne i empiryczne. Szkoła Twardowskiego we Lwowie stała się zaraz po odzyskaniu niepodległości pierwowzorem dla ośrodków filozoficznych na polskich uniwersytetach w Warszawie, Wilnie, Poznaniu i Krakowie. Kazimierz Twardowski był autorytetem intelektualnym i moralnym, był człowiekiem – instytucją w nauce polskiej pierwszej połowy XX wieku.

Kazimierz Twardowski urodził się w polskiej rodzinie wysokiego urzędnika administracji austriackiej zamieszkałej w Wiedniu 20 października 1866 roku. Był kuzynem lwowskiego arcybiskupa Bolesława Twardowskiego. Przez osiem lat kształcił się w słynnym wiedeńskim gimnazjum Theresianum, gdzie zdał egzamin maturalny z najwyższą oceną. Następnie rozpoczął studia pod kierunkiem Franza Brentano na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu wiedeńskiego. Studiował także filologię klasyczną, matematykę i fizykę. Doktorat z filozofii obronił w 1891. Jego praca habilitacyjna „O treści i przedmiocie przedstawień” okazała wzorem koncepcji filozoficznych XIX i XX w i miała znaczący wpływ na na poglądy czołowych filozofów europejskich w tym Husserla.

Studia uzupełniał w Lipsku i Monachium w laboratoriach psychologicznych Wilhelma Wundta i Carla Stumpfa. W 1894 roku habilitował się na Uniwersytecie Wiedeńskim ale jako Polak nie mógł liczyć na karierę naukową w Austrii. Chcąc wykładać filozofię po polsku i dla Polaków, w 1895 przeniósł się na Uniwersytet Lwowski. W 1895 roku został mianowany profesorem filozofii na Uniwersytecie Lwowskim, gdzie pracował do końca życia. Nie skorzystał z dwukrotnego zaproszenia do pracy na Uniwersytecie Warszawskim, chociaż był współorganizatorem uniwersytetu polskiego w 1915.

Zmarł 11 lutego 1938 roku, w Milanówku. Żył 72 lata.

Kazimierz Twardowski był wybitnym, charyzmatycznym wykładowcą i dydaktykiem, był przeciwnikiem zarówno metafizyki powiązanej z religią i poezją, jak i pozytywizmu, relatywizmu i sceptycyzmu.

Wprowadził do filozofii rozróżnienie między treścią i przedmiotem wyobrażenia, a także między wyobrażeniem i aktem wyobrażenia, dzięki czemu przyczynił się do rozwoju fenomenologii.

Na jego wykłady obowiązkowe dla wszystkich studentów Wydziału Humanistycznego i Wydziału Prawa, takie jak: „Zarys historii filozofii”, „Zarys logiki”, „Wstęp do psychologii”, „Życie psychiczne a układ nerwowy”, „Rozwój filozofii nowożytnej”, przychodziło ponad dwa tysiące osób. Wielu studentów przyjeżdżało z innych miast. Władze uczelni zmuszone były wynajmować największe sale we Lwowie.Wykłady zaczynały się o wczesnej porze, punktualnie o godzinie 8.00.

Tak wykłady wspomina jeden z jego słuchaczy, Kazimierz Michałowski:

cytuję.” Punktualnie o godz. ósmej rano Kazimierz Twardowski przy świetle palników gazowych rozpoczynał swe wykłady z logiki, w największym podówczas audytorium, w starym budynku uniwersyteckim przy ulicy św. Mikołaja, na drugim piętrze. Sala – jak zawsze – była pełna. Biada studentowi, choćby nawet nosił mundur kapitana lub majora, gdyby spóźnił się bodaj o minutę na wykład. Profesor wówczas przerywał wykład i lustrował swoim przenikliwym spojrzeniem nieszczęśnika, który jak niepyszny wślizgiwał się do ławek lub stawał pod ścianą. Było naprawdę rzeczą zastanawiającą, jak ci ludzie, którzy rozkazywali plutonom, kompaniom czy nawet batalionom, których uczono z pogardą patrzeć na cywilów, tracili przed obliczem profesorów swoją butną postawę, pewność siebie i pomimo Virtuti Militari czy Krzyżów Walecznych zdobiących niejednokrotnie ich piersi, zachowywali się z uszanowaniem, a nawet pokornie. Zrozumiałem wówczas dobrze potęgę autorytetu prawdziwej wiedzy. Wykłady Kazimierza Twardowskiego były chyba najlepszymi, jakich kiedykolwiek w życiu słuchałem. Miał on przedziwny dar przedstawiania najtrudniejszych zagadnień w sposób tak prosty i oczywisty, że każdemu uważnie słuchającemu wydawało się, ze słucha rzeczy łatwych” koniec cytatu „Ze wspomnień” Kazimierza Michałowskiego

Kazimierz Twardowski stworzył we Lwowie Instytut Psychologiczny i laboratorium psychologiczne i jednocześnie zakładał Lwowskie Towarzystwo Pedagogiczne. W roku 1904 był inicjatorem powstania Polskiego Towarzystawa Filozoficznego, które istnieje do dnia dzisiejszego. Współtworzył „Studia Philosophica” oraz czasopisma „Przegląd Filozoficzny” (1897) i „Ruch Filozoficzny” (1911), ukazujące się z przerwami do dziś, organizował zjazdy filozoficzne, w tym trzy w okresie międzywojennym,

Na Uniwersytecie pełnił funkcje prodziekana, dziekana i rektora ( w czasie I wojny światowej Kazimierz Twardowski jako rektor Uniwersytetu Lwowskiego walczył o zachowanie polskiego charakteru uczelni przeciwstawiając się nieprzychylnemu Polakom, austriackiemu ministrowi oświaty, Hussarkowi). Przewodniczył Towarzystwu Nauczycieli Szkół Wyższych (1905-1911) i Radzie Naukowej Kasy imienia Mianowskiego (1922-1932). Przyczynił się do utworzenia we Lwowie gimnazjum żeńskiego i kursów akademickich dla kobiet, przewodniczył komisji egzaminacyjnej dla kandydatów na nauczycieli szkół średnich. A nie są to wszystkie przejawy działalności Twardowskiego. Był „nauczycielem nauczycieli”, jego uczniowie pracowali na wszystkich polskich uniwersytetach i w wielu liceach. Kazimierz Twardowski wykształcił plejadę (ponad 30) wybitnych profesorów filozofii i psychologii. Do wielkich autorytetów, byłych wychowanków profesora Kazimierza Twardowskiego należą min..Tadeusz Czeżowski, Kazimierz Sośnicki, Kazimierz Ajdukiewicz, Roman Ingarden, Izydora Dąmbska, Tadeusz Kotarbiński, Władysław Witwicki, Jan Łukasiewicz, Leopold Blaustein a w dziedzinie humanistyki znaczące nazwiska to: Juliusz Kleiner, Manfred Kridl, Jerzy Kuryłowicz, Zygmunt Łempicki, Ryszard Gansiniec, Mieczysław Gębarowicz.

Prywatnie Kazimierz Twardowski – współtwórca nowoczesnego życia naukowego w Polsce był ciepłym i bardzo towarzyskim człowiekiem. Często spędzał wolny czas w kawiarni Szkockiej w gronie zaprzyjaźnionych filozofów i matematyków. Mimo kosmicznej wiedzy jaką posiadał nie należał do uczonych przykutych do katedr. Temu wybitnemu uczonemu i wykładowcy towarzyszyła równie intensywna działalność organizacyjna.

Najważniejsze naukowe dzieła Kazimierza Twardowskiego to kolejno publikowane:

Wyobrażenia i pojęcia, Zasadnicze pojęcia dydaktyki i logiki, O psychologii, jej przedmiocie, zadaniach, metodzie, stosunku do innych nauk i o jej rozwoju, O patriotyzmie, O istocie pojęć, Rozprawy i artykuły filozoficzne, które ukazały się w rozszerzonym wydaniu jako Wybrane pisma filozoficzne.

Źródła:.

* Tadeusz Czerny: Kazimierz Twardowski i jego szkoła filozoficzna [1].Linki zewnętrzne[edytuj]

* Prace Kazimierza Twardowskiego dostępne w Sieci (Katalog HINT)

* Kulturologia polska XX wieku – Kazimierz Twardowski

* Wielka Encyklopedia PWN

* Wikipedia

Portretowe zdjęcie Kazimierza Twardowskiego

link

 

Nieistniejąca już dziś, lwowska, przedwojenna kawiarnia Szkocka, znajdująca się w centrum na Placu Akademickim, w której  tak lubił przebywać Kazimierz Twardowski.

link

 

Skromny grób Kazimierza Twardowskiego – wielkiego filozofa i psychologa.

link

 

Lidia Bajkowska

Patronat Honorowy FECWIS – Filharmonia Sudecka (Agnieszka Kochler)

0

Napisany : 25-01-2012 | Przez : Fecwis | W : patronat, projekt pokoloruj świat, wykluczenie społeczne
Pragniemy przedstawić Państwu jedną z instytucji kultury, która objęła patronatem honorowym nasz projekt „Pokoloruj Świat” – Filharmonię Sudecką.

link do zdjęcia

Słowa, którymi Dyrektor Filharmonii Pan Jerzy Kosek umotywował objęcie patronatem nasz projekt skruszą najtwardsze serca: „niesienie pomocy tym, którzy najbardziej jej potrzebują – dzieciom„.
Jerzy Kosek - obecny Dyrektor Filharmonii Sudeckiej (link)

Sylwetki Dyrektorów Filharmonii Sudeckiej: Pana Józefa Wiłkomirskiego – założyciela i dyrektora honorowego oraz obecnego dyrektora – Pana Jerzego Koska przedstawimy Państwu w kolejnych artykułach.
Józef Wiłkomirski - założyciel i Dyrektor Honorowy Filharmonii Sudeckiej (link)

A oto historia Filharmonii Sudeckiej.

Filharmonia Sudecka (pierwsza nazwa Filharmonia Wałbrzyska) powstała w roku 1978 z inicjatywy lokalnych władz i środowiska muzycznego. O utworzenie nowej instytucji muzycznej poproszono dyrektora Józefa Wiłkomirskiego, który w bardzo krótkim czasie zdołał pozyskać muzyków i 1 – go września 1978r. orkiestra w składzie 69 osób rozpoczęła próby, a już 5-go października dała pierwszy koncert w Hradec Kralove (w byłej Czechosłowacji). Oficjalna inauguracja odbyła się w Wałbrzychu 25-go listopada tegoż roku.

Obecnie Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej liczy około 80 muzyków. Od czasów powstania brała udział w wielu festiwalach i konkursach krajowych oraz zagranicznych akompaniując nie tylko wielu znanym, ale także początkującym artystom. Występowała w byłej Czechosłowacji, Francji, Niemczech, Szwajcarii i Włoszech. Zespoły kameralne Filharmonii występowały także w byłym ZSRR, Szwajcarii, Niemczech i Francji.

Na estradzie Filharmonii Sudeckiej mieli okazję wystąpić dyrygenci i soliści z całej niemal Europy, a także z tak odległych i egzotycznych krajów, jak Argentyna, Brazylia, Chile, Chiny, Japonia, Korea, Kuba, Liban, Meksyk, Nowa Zelandia i inne.

Szczególny nacisk Filharmonia Sudecka kładzie na działalność edukacyjną dzieci i młodzieży. Audycje szkolne i przedszkolne odbywają się w Wałbrzychu oraz w małych miasteczkach i wsiach Dolnego Śląska pod nazwą „Podróże z Nutką“ oraz „Muzyczne podróże Koszałka Opałka”, „Muza z klasą“ i in. Dzieci i młodzież zapoznawane są z brzmieniem instrumentów, poznają historię i kulturę różnych narodów, a poprzez zabawę poznają twórczość kompozytorów z krajów Unii Europejskiej. Dzięki tym działaniom na koncertach symfonicznych gościmy coraz liczniejszą grupę młodzieży, która odczuwa potrzebę bezpośredniego obcowania z kulturą.

W ciągu 30 – letniej działalności Filharmonia Sudecka (druga nazwa na potrzeby koncertów zagranicznych brzmi Sudeten Philharmonie) wypracowała bardzo szeroki repertuar w oparciu o muzyczne tradycje polskie, a także czeskie i niemieckie.

Na Dolnym Śląsku przez długie lata krzyżowały się wpływy właśnie tych trzech kultur, dzięki czemu utwory prezentowane przez orkiestrę Filharmonii Sudeckiej są gorąco przyjmowane w każdym z tych krajów. Sudeten Philharmonie współpracuje z takimi artystami, jak V. Ojstrach, W. Wiłkomirska, A. Makowicz, R. Vlatkowic, L. Możdżer, czy K. Dębski.

Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Sudeckiej prezentuje dzieła symfoniczne, oratoryjno-kantatowe i popularne począwszy od muzyki dawnej, poprzez największe kompozycje klasyczne i romantyczne, aż po muzykę współczesną. Zespół ma na swoim koncie także kilka prawykonań utworów współczesnych kompozytorów polskich i obcych.

Na koncertach symfonicznych ujętych w cykl Wałbrzyscy Soliści prezentują swoje umiejętności muzycy zasiadający na codzień w zespole orkiestry symfonicznej. Ich kunszt artystyczny jest niezmiernie wysoko ceniony zarówno przez publiczność, jak i pozostałych muzyków, którzy wspólnie wypracowują wysoki poziom artystyczny zespołu. Dzięki temu możliwe było wykonanie tak wspaniałych i monumentalnych dzieł, jak Carmina Burana C. Orffa, Requiem G. Verdiego, Pasja wg św. Jana J. S. Bacha, wersja estradowa Traviaty G. Verdiego i Strasznego dworu S. Moniuszki, czy wreszcie pełna wersja sceniczna Czarodziejskiego fletu W. A. Mozarta. W 30 – letniej historii Filharmonii Sudeckiej była to pierwsza premiera operowa w Wałbrzychu.

Orkiestra nagrała również kilkanaście płyt CD, które zostały wydane w Polsce i Niemczech.

Od początków nowego stulecia Orkiestra daje regularne koncerty noworoczne i karnawałowe w Berlinie.

W latach 2005-2010 dyrektorem Filharmonii Sudeckiej był Dariusz Mikulski, a od 20 grudnia 2010 roku funkcję tę sprawuje Jerzy Kosek.

 

 

 

FECWIS Kwintet

0

fot. Agnieszka Kochler

FECWIS Kwintet składa się z muzyków Filharmonii Sudeckiej i został założony w październiku 2011r. Głównym celem, jaki przyświeca jego istnieniu, jest rozpowszechnianie muzyki klasycznej wśród najmłodszych i pomoc w jej poznawaniu.

Powstała już pierwsza płyta CD z aranżacjami najpiękniejszych perełek muzyki klasycznej, która ukaże się wkrótce. Poniżej przedstawiamy Państwu sylwetki naszych muzyków.

Dorota Graca – Sztajnic I skrzypce (Koncertmistrz i Solistka Filharmonii Sudeckiej)
Urodzona 2. 10. 1982 roku w Veracruz (Meksyk). Grę na skrzypcach rozpoczęła w wieku 7 lat w Wałbrzychu. Następnie od czasu rozpoczęcia nauki w Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej II st. im. H. Wieniawskiego – „Szkoła Talentów” w Poznaniu, do ukończenia studiów w Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego, pracowała pod kierunkiem prof. Mariusza Dereweckiego. W tejże Akademii w 2006 roku uzyskała dyplom z wyróżnieniem.
Grę na instrumencie doskonaliła uczestnicząc w wielu kursach mistrzowskiej interpretacji skrzypcowej między innymi w Łańcucie i w Żaganiu u prof. J. Kaliszewskiej oraz w Poznaniu u prof. A. Kosteckiego z Hannoveru i M. Jaszwili z Moskwy. Swój warsztat doskonali także pod kierunkiem prof. Wandy Wiłkomirskiej. Regularnie uczestniczyła w projektach Studenckiej Orkiestry Symfonicznej Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu, jako koncertmistrz., a także w projektach Poznańskiej Orkiestry Kameralnej „Allegria di Vitta”, która współpracuje między innymi: z Janem Jakubem Bokunem, Wiesławem Prządką, Grzegorzem Frankowskim oraz Bernardem Chmielarzem. Efektem tej współpracy było wydanie dwóch płyt CD: ”Astor Piazzola” (2002), ”Regreso al Sur” (2003).
Pierwsze doświadczenia orkiestrowe zdobywała w Orkiestrze Symfonicznej Filharmonii Poznańskiej im. T. Szeligowskiego.
Regularnie koncertuje z Orkiestrą Kameralną „Academia” ze Szczecina, która współpracuje z wybitnymi polskimi solistami skrzypkami: Konstantym Andrzejem Kulką, Bartłomiejem Niziołem oraz pianistą Piotrem Palecznym. Orkiestra ta występowała w wielkich salach koncertowych takich jak Studio S-1 w Warszawie oraz w Filharmonii im. Herberta von Karajana w Niemczech.
Od 2000 roku współpracuje z Orquesta de Euskadi w San Sebastian (Hiszpania), w której to po wygraniu publicznego konkursu otrzymała propozycję współpracy.
Od stycznia 2007 roku jest zatrudniona w Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu.
Od 2008 roku pracuje na stanowisku muzyka solisty. Jako solistka koncertowała pod batutą między innymi: Marka Pijarowskiego, Jacka Rogali, Dariusza Mikulskiego. W 2010 została koncertmistrzem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu.
Posiada rozległy i różnorodny repertuar zawierający dzieła od Baroku po Muzykę XXI wieku: Partity i Sonaty – J. S. Bacha. Kaprysy: N. Paganiniego oraz H. Wieniawskiego. Sonaty: R. Straussa, J. Brahmsa, F. Poulenca, L. von Beethovena, G. Bacewicz, P. Hindemitha. Koncerty: W. A. Mozarta, P. Czajkowskiego, F. Mendelssohna, J. Sibeliusa, C. Saint-Saensa, H. Wieniawskiego, H. Vieuxtemps. Utwory: P. Sarasate; H. Wieniawskiego; K. Pendereckiego; H. Villa-Lobosa; B. Bartoka; W. Lutosławskiego.

Justyna Wołoch II skrzypce (solistka Filharmonii Sudeckiej)
Urodzona w Koszalinie.
Absolwentka Wydziału instrumentalnego Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu, w klasie skrzypiec dr Jacka Ropskiego.
Od 2008r. Zatrudniona w Filharmonii Sudeckiej.
Spełniając się jako kameralistka koncertowała w wielu krajach z zespołem muzyki dawnej „Crescendo”. Wielokrotnie brała udział w kursach orkiestrowych w Polsce i poza jej granicami.
Uczestniczyła w wielu konkursach zarówno solowych jak i zespołowych, festiwalach oraz przedsięwzięciach multimedialnych („Anioły Europy”).
Jest członkiem „Michelangelo Enseble” oraz zespołu muzyki celtic – rockowej „Boreash”, z którym została nominowana do nagrody „Fryderyk”, oraz współpracuje z zespołami z różnych gatunków muzyki rozrywkowe („Rzepczyno folk band”, „Northwall”).
Zajmuje się również innymi dziedzinami sztuki – od plastyki do literatury.

 

Sylwia Waindok flet poprzeczny, flet piccolo
Urodzona w Czarnowąsach pod Opolem.
Absolwentka Akademii Muzycznej im. K. Szymanowskiego w Katowicach. 

Swoje umiejętności doskonaliła będąc na stypendium w Hochschule fuer Musik und Kunst w Bremen.
W latach 2009 – 2010 pracowała w Filharmonii Zelonogórskiej im. T. Bairda.
Od 2010r. Jest muzykiem Filharmonii Sudeckiej.
Pracuje również jako nauczyciel Fletu w Szkole Muzycznej im. L. Różyckiego w Świdnicy.
Od lat współpracuje z wieloma orkiestrami i zespołami kameralnymi na terenie Polski i poza jej granicami (Niemcy, Holandia, Chiny).

 

 

Wojciech Kud wiolonczela (solista Filharmonii Sudeckiej)
Pochodzi z Przemyśla.
Absolwent Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego we Wrocławiu w klasie wiolonczeli prof. Urszuli Marciniec – Mazur.
Jako student brał udział w akademickich kursach mistrzowskich prowadzonych prowadzonych przez Tomasza Strahla, Ulfa Tischbrika, Ioanisa Toulisa. Jeremy Findley’a.
W 2004 roku rozpoczął współpracę z Teatrem Muzycznym „CAPITOL” we Wrocławiu.
Od 2005 roku brał czynny udział w projektach Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu, m.in. tournee po Niemczech.
Od 2008r. Na stałe pracuje w Filharmonii Sudeckiej.
Ma na swoim koncie uczestnictwo w kilku realizacjach płytowych jako muzyk sesyjny.
W 2011r. wraz z Filharmonikami opolskimi odbył trzymiesięczne tournee dając 46 koncertów w dziewiętnastu Stanach Ameryki Północnej (m.in. Nowy York, Las Vegas, Sacramento, West Palm Beach).

 

Agnieszka Kochler altówka
Urodzona w Wałbrzychu.
Edukację muzyczną rozpoczęła w wieku 7 lat w klasie skrzypiec Jerzego Biruli w Państwowej Podstawowej Szkole Muzycznej im. ST. Moniuszki w Wałbrzychu.
Studiowała na Akademii Muzycznej im. K. Lipińskiego we Wrocławiu w klasie altówki st.wykładowcy Konstantego Poźniaka.
Od 1997r. jest muzykiem Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu.
Od 1998 roku jest członkiem Wałbrzyskiego Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego.
W latach 1997 – 2010 prowadziła klasę skrzypiec w Społecznym Ognisku Muzycznym im. Kazury przy Wałbrzyskim Towarzystwie Muzycznym w Wałbrzychu i w Świebodzicach.
Od 2003 roku jest członkiem Stowarzyszenia Polskich Artystów Muzyków w Warszawie.
Jako muzyk orkiestrowy nagrywa płyty CD, koncertuje w Polce i za granicą (Niemcy, Francja).
W 2011r. jako muzyk gościnny Filharmonii Opolskiej wzięła udział w tournee po 19 Stanach Ameryki Północnej dając 46 koncertów.
Jest propagatorem sztuki – obok muzyki również innych jej dziedzin.

 

*zdjęcia Justyny Wołoch i Wojciecha Kuda pochodzą z sesji zdjęciowej Michelangelo Ensemble. Fot. Natalia Michałowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Jak wprowadzić dzieci w świat muzyki, aby ja pokochały i zrozumiały rządzące nim prawa? – Lidia Bajkowska cz. 1

0

Napisany : 24-06-2011 | Przez : Fecwis | W : Akcje, edukacja muzyczna, kolorowanka, Książki, Lidia Bajkowska, projekt pokoloruj świat

Połączenie muzyki z obrazem postaci, które nieustannie zmieniają swój kształt i ruch, ułatwi dziecku zrozumienie inspiracji oraz intencji twórczej kompozytora. Przez skojarzenia obrazowe łatwiej można zrozumieć nie tylko świat muzycznych abstrakcji, ale też prawa, które rządzą muzyką.

Aby wprowadzić niepostrzeżenie nawet bardzo małe dzieci w świat dźwięków budujemy bajkową, klawiszową drogę i odkrywamy kolejno jej tajemnicę. Dzieci dowiadują się, że w klawiszach ukryły się dźwięki o różnych wysokościach, poznają ich kierunki – do góry i do dołu, odkrywają też inne kontrasty, które mogą one pokazać ruchem lub zagrać – jak np. muzykę forte lub piano, pokazać np. tempo lento i presto, tonację dur lub moll. Na tym etapie dzieci uczą się rozróżniania kontrastów muzycznych.

Lidia Bajkowska

Dlaczego warto uczyć dziecko słuchania muzyki klasycznej? – Lidia Bajkowska cz 2

0

Napisany : 01-07-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Książki, Lidia Bajkowska

Z generalnego punktu widzenia, muzyka może wprowadzać w doskonały nastrój, relaksować, albo wręcz odwrotnie -męczyć, czy wręcz irytować. Muzyka klasyczna ma natomiast wpływ pozytywny na samopoczucie, emocje, czy stan napięcia – odprężenia.

Ucho jest organem nie tylko do słyszenia i słuchania, a przede wszystkim organem, który naładowuje korę mózgową energią elektryczną. Owo dynamizowanie kory mózgowej poprzez dźwięki, niesie za sobą wiele niezwykle pozytywnych dla człowieka aspektów – m.in.: poprawę koncentracji uwagi, wzrost kreatywności, poprawę zapamiętywania, ułatwienie nauki czytania i pisania, podwyższenie motywacji, opóźnienie objawów zmęczenia mięśniowego (np.: muzykę Mozarta wykorzystuje się do walki z takimi chorobami jak: epilepsja, autyzm, dysleksja, zaburzenia emocjonalne, nadpobudliwość psychoruchowa – tj. ADD i ADHD, oraz wieloma innymi). Badania pokazały, że na oddziałach szpitalnych, w których przez 15 minut dziennie puszczano muzykę relaksacyjną, odnotowywano zmniejszone zapotrzebowanie pacjentów na środki znieczulające i uspokajające. Stwierdzono także, że muzyka oddziaływuje również na człowieka pogrążonego w śpiączce. Nie jest cudownym lekarstwem, ale potrafi stymulować powrót do zdrowia lub łagodzić objawy choroby.

W przeciwieństwie do muzyki klasycznej, jest np. głośna muzyka rockowa, która jak pokazały badania naukowe, ma na ogół szkodliwy wpływ na młode umysły i ich rozwój zaburzenia zachowań, nadpobudliwość, lęki, kłopoty z zapamiętywaniem, a nawet obniżenie inteligencji). Hałas powoduje niedosłuch, podwyższenie ciśnienia krwi, niepokój, niepewność.

Utwory Beethovena, Vivaldiego, Straussa harmonizują i integrują rytm pracy serca i mózgu. Muzyka Mozarta ma szczególny charakter, gdyż potrafi wpływać na układ nerwowy i aktywność sensomotoryczną, poprawia pamięć i koncentrację.

Trudno wręcz uwierzyć, ale muzyka oddziaływuje już na dziecko w łonie matki. Proces edukacji muzycznej zaczyna się bardzo wcześnie. Badania dowiodły także, że słuchanie muzyki we wczesnych latach życia pomaga budować neuronalne drogi, które mają wpływ na rozwój języka, pamięci oraz poczucie przestrzeni. Ludzie osłuchani z muzyką poważną łatwiej uczą się języków obcych.

Świadomość ludzi związana z dobroczynnym oddziaływaniem muzyki na człowieka jest jeszcze niezbyt duża na świecie. Wynika to często z niskiej znajomości świata muzyki, niezrozumienia jej zasad, itp. Metoda Lidii Bajkowskiej uwrażliwia odbiorców i pozwala wyrównuje szanse społeczne poprzez równy dostęp do edukacji muzycznej i równy odbiór muzyki przez dzieci i dorosłych, niezależnie od ich wielu i „zaawansowania” muzycznego.

„Porwanie Królewny Nutki” – Lidia Bajkowska

0

Napisany : 01-07-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, Muzyczny Teatr, projekt pokoloruj świat

Przykład koncertu Lidii Bajkowskiej pt.”Opowieść o królewnie nutce.”

Na muzyczną część koncertu składają się utwory m.in. E. Griega, P. Czajkowskiego, S. Prokofiewa, R. Schumanna. Utwory zostały dobrane celowo, ponieważ muzyka programowa, jak żadna inna, silnie oddziaływuje na psychikę i wyobraźnię dziecka. Utwory te są dobitną ilustracją kontrastów muzycznych: forte -- piano, dur -- moll, tempo wolne -- szybkie, dźwięki wysokie -- niskie.

Kontrasty te ilustrują dramatyczną opowieść o losach królewny Nutki, ślicznej Celinki, którą porwała czarownica Fermata i przeniosła do krainy Czarownika Akorda. Bohater o imieniu Akord raz bywa potworny (dysonanse), ale potrafi być również piękny (konsonanse). Lubi więzić nuty, trzyma je razem. Lecz teraz zakochuje się w Celince i postanawia się z nią ożenić. Fermata zaczyna rozumieć swój błąd. Spełniała do tej pory wszystkie zachcianki Akorda, ale tym razem o jedną za dużo. Rozpacza też dama Gama (matka wszystkich nutek), która nie może żyć bez jednej nuty, ale nie potrafi pomóc uwięzionej córce Celince. Dopiero dzielny Rycerz Pasaż pokonuje Akorda i uwalnia małą Celinkę. Szczęśliwe nuty urządzają bal, na który zapraszają wszystkie gamy i pasaże, wróżkę Pauzę, a nawet Akorda z Fermatą. Zapraszają też na scenę dzieci, które w czasie spektaklu przez nią się przewijają. A w czasie konkursu, który kończy koncert teatralny, dzieci odgadują ze słuchu: gamy, pasaże, akordy, fermaty, nuty i bezbłędnie rozpoznają kontrasty muzyczne w utworach, pokazują kładąc palec na ustach pauzy.

Połączenie muzyki z obrazem postaci, które zmieniają nieustannie swój kształt i ruch, ułatwia dziecku zrozumienie inspiracji i intencji twórczej kompozytora. W konsekwencji takie słuchanie muzyki doprowadza słuchacza do odkrycia przyjemności i radości z niej płynącej.

Metoda Lidii Bajkowskiej jest głosem w dyskusji na ten temat, a zarazem konkretną propozycją nowej metody kształcenia muzycznego dzieci poprzez integrację muzyki, plastyki i teatru.

Zapraszamy do współpracy

0

Napisany : 20-07-2011 | Przez : Fecwis | W : Akcje, edukacja muzyczna, kolorowanka, projekt pokoloruj świat

Szanowni Państwo!

Jest nam niezmiernie przyjemnie przedstawić Państwu działalność Fundacji Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych im. prof. Kazimierza Twardowskiego, www.fecwis.org, w skład której wchodzą wybitne autorytety polskiej nauki, kultury i sztuki.
W tym roku w czerwcu Fundacja wydała I edycję kolorowanki muzycznej dla dzieci młodszych. Projekt powstał dzięki zaangażowaniu i współpracy wybitnych pedagogów i grafików.
Uwagę należy również zwrócić na bardzo dobrą jakość druku.

Będzie nam niezmiernie miło, jeśli nasza książeczka ułatwi Paniom Nauczycielkom wprowadzenie dzieci w świat kolorów i dźwięków.

Kolorowanka muzyczna jest pierwszą w Polsce tego typu pomocą dydaktyczną, stworzoną specjalnie na potrzeby projektu „Pokoloruj Świat”.

Ma na celu edukowanie i wychowanie najmłodszych poprzez język muzyki, który rozumieją wszyscy milusińscy, niezależnie od zakątka świata, w którym żyją.
Podsumowując: dzięki tym czynnikom kolorowanka trafi w ręce dzieci, jako produkt najwyższej jakości i z tego jesteśmy dumni.
Dzięki naszej akcji społecznej, przedszkola mogą wpisać się w projekt „Pokoloruj Świat”.

Cieszymy się, że nasza oferta spotyka się z dużym zainteresowaniem.

Cena 1 egz. kolorowanki wynosi 5,00 zł.
Ilość książeczek jest ograniczona.

Serdecznie zapraszam do współpracy.

kontakt: slawomir.sikora@fecwis.org

Kolorowanie Szpitala – Lidia Bajkowska

0

Kolorowanie szpitala udało się znakomicie:)) Dopisała pogoda, wspaniale wywiązali się sponsorzy. Wolontariusze bawili się z dziećmi fantastycznie:) Były występy artystyczne, koncert małych wirtuozów z Warszawy, pokazy, konkursy, malowanie,… rysowanie, lepienie z plasteliny kolorowego świata, w który to zmienił się włocławski szpital. I żeby ten kolorowy świat, który tak ucieszył i zafascynował małych pacjentów trwał dalej, młodzież z wolontariatu „przeniosła” go na oddziały- hojnie obdarowując dzieci kolorowankami, kredkami, pisakami, słodyczami.

Trudno wymienić te wszystkie barwy i kolory unoszących się balonów, konfetti, wesołych, papierowych czapeczek przepięknie wykonanych dla każdego dziecka, plansz i obrazów, gdyż pomocy, słodyczy i ciastek z najlepszej włocławskiej cukierni było dużo, bardzo dużo.

Dzieci, warte są tego, żeby im sprawiać radość, pokazywać piękno i dobro. Przede wszystkim one! Są przecież przyszłością narodu. Trzeba zainteresować je pięknem i działaniami artystycznymi, poprzez percepcję, odtwarzanie i tworzenie. Wtedy wyrosną na pewno na mądrych i wrażliwych, twórczych ludzi.
Zaskakująco piękna akcja! Moje wielkie gratulacje!! Byłam, widziałam, uczestniczyłam w tym wzruszającym, bajkowym spotkaniu. Takie inicjatywy są bardzo potrzebne i nie tylko od święta, ale jak najwięcej. Takie kinderbale każde dziecko pamięta do końca życia, sama wiem po sobie. Radosne i piękne chwile wpisują się na trwale w świadomość każdego z nas.

Metoda, edukacja muzyczna – Lidia Bajkowska

0

Napisany : 17-08-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, Muzyczny Teatr

Nikogo nie muszę przekonywać, jakie efekty daje wychowanie przez sztukę  i jak działa na rozwój człowieka. Tylko  trzeba dzieciom pokazać najlepsze wzory, zapoznać je z muzyką klasyczną, która, jak dowiodły badania ma dobroczynny  wpływ na psychikę człowieka. Nauczyć percepcji, odtwarzania, tworzenia i improwizacji.I wcale to nie musi być nudne i trudne. Moja metoda to: zabawa w muzykę w oparciu  działania plastyczne, dramowe, skojarzenia obrazowe, personifikację, koncerty teatralne itd.
Muzyka klasyczna niesie za sobą wiele niezwykle pozytywnych dla człowieka aspektów jak: poprawa koncentracji uwagi, wzrost kreatywności, poprawa zapamiętywania, ułatwienie nauki czytania i pisania, podwyższenie motywacji, opóźnienie objawów zmęczenia, harmonizowanie napięcia mięśniowego, poprawę koordynacji ruchowej, czy nie popadanie w depresję.

Muzykę klasyczną zaczęto wykorzystywać do walki z takimi chorobami jak epilepsja, autyzm, dysleksja, zaburzenia emocjonalne, nadpobudliwość psychoruchowa (ADD i ADHD) i wieloma innymi. Na oddziałach szpitalnych, w których przez 15 minut dziennie puszczano muzykę relaksacyjną odnotowywano zmniejszone zapotrzebowanie pacjentów na środki znieczulające i uspokajające.

Tymczasem głośna muzyka np. rockowa  ma na ogół szkodliwy wpływ na młode umysły.
A np. Mozart pomaga dzieciom w nauce i ich ogólnym rozwoju. Naukowcy odkryli, że muzyka baroku – Vivaldiego, Telemanna, Bacha, może podnieść poziom inteligencji, przyspieszyć proces przyswajania wiedzy, powiększać pamięć i uwalniać od stressu. poprawia pamięć i koncentrację, ułatwia naukę języków obcych.

Stwierdzono, że muzyka stymuluje rozwój ośrodkowego układu nerwowego, wpływa na nas nawet, gdy śpimy,  Dowiedziono także, że słuchanie muzyki we wczesnych latach życia pomaga budować neuronalne drogi, które mają wpływ na rozwój języka, pamięci i poczucia przestrzeni.
Świadomość ludzi związana z dobroczynnym oddziaływaniem muzyki na człowieka jest znikoma. Traktuje się ją w najlepszym przypadku jedynie jako formę rozrywki sięgając nie zawsze po muzykę szlachetną, nie dostrzegając zagrożeń jakie niesie ze sobą słuchanie zbyt głośnej muzyki rockowej lub jeszcze cięższych gatunków (zaburzenia zachowań, nadpobudliwość, lęki, kłopoty z zapamiętywaniem, a nawet obniżenie inteligencji). Hałas powoduje niedosłuch, podwyższenie ciśnienia krwi, niepokój, niepewność. Taki jazgot, błędnie nazwany muzyką, towarzyszy nam na każdym kroku: w galeriach handlowych, restauracjach, płynie z radia.

Niestety Polska to kraj ludzi niewrażliwych na dobrą muzykę, System naszej edukacji muzycznej, a właściwie jego brak, zaprzepaszcza szansę daną nam przez naturę. Od lat walczę aby zmienić taki stan rzeczy. Ufam, że uda mi się to choćby z pomocą małych, uzdolnionych dzieci z włocławskiej placówki

 

Pokoloruj Świat – Joanna Nowicka

1

Napisany : 17-08-2011 | Przez : Fecwis | W : akcja charytatywna, Akcje, kolorowanka, Książki, projekt pokoloruj świat, TV Pokoloruj Swiat

„Ołówek” – Lidia Bajkowska

0

Napisany : 12-09-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Książki, Lidia Bajkowska

Wiele lat temu, opowiedziałam moim uczniom historię o dziewczynce, która marzyła o kredkach. Tłem do tego opowiadania była smutna muzyka z płyty. Dzieci słuchały opowiadania w skupieniu, a nawet miały łzy w oczach. Kiedy skończyłam opowieść, dosłownie rzuciły się na swoje bloki rysunkowe, wyciągnęły z tornistrów kredki i zaczęły nimi malować. Nie trzeba było je zachęcać, namawiać i mówić co mają rysować. Same wymyślały obrazki, które im podpowiadała wyobraźnia. I tym razem popłynęła dyskretna muzyka, jako ilustracja dźwiękowa do wykonywanych rysunków, ale już wesoła.

Chciałaby tę historię opowiedzieć wszystkim dzieciom, posłuchajcie.

„OŁÓWEK”

Dawno temu żyła sobie śliczna, ale biedna dziewczynka. Była zawsze smutna, bo miała tylko jeden ołówek, którym mogła rysować same szare obrazki. Każdego dnia strugała ten ołówek, a on robił się coraz mniejszy i mniejszy. Pewnego razu zrobił się tak maleńki, że nie mogła utrzymać go w palcach, aż w końcu zniknął na zawsze. Dziewczynka stała się jeszcze bardziej smutna, bo nie mogła już nic narysować.
Patrzyła tylko przez okno, za którym wyła wiatrem i płakała deszczem stara jesień. I stało się coś dziwnego… Kiedy patrzyła na szare drzewa bez ani jednego listka – zauważyła, że są one podobne do jej ołówkowych rysunków.
I wtedy zaczęła marzyć o kredkach, którymi mogłaby namalować złote słońce i uśmiechnięte polne kwiaty.
Marzenie jej spełniło się na Boże Narodzenie. Pod choinką leżało wielkie pudło kredek, którymi natychmiast namalowała swój radosny i kolorowy świat.
Od tej pory przestała być smutną dziewczynką z ołówkiem, taką jak tamta z zapałkami, z bajki Andersena i stała się uśmiechniętą dziewczynką z kredkami, a jej rysunki tak jak i ona były barwne i wesołe. Podobnie jest w muzyce. Jedne utwory są wolne i smutne, a inne skoczne i wesołe. Jedna i drugie są piękne, tak jak piękna była dziewczynka nawet wtedy, gdy była smutna i płakała. Wystarczy tylko posłuchać muzyki w różnych tonacjach, durowych – wesołych lub smutnych – molowych i odgadnąć, jakie obrazy przedstawia.

Tekst opowiadania pt.  „Ołówek” został opublikowany w 2001 r. w biuletynach Ośrodków  Metodycznych i jest umieszczony w jednym z rozdziałów „Programu nauczania muzyki w I etapie edukacji zintegrowanej w klasach I-III nauczania początkowego” złożonego w MEN (2000 r.)

 

Pokoloruj Świat III

0

Napisany : 13-09-2011 | Przez : Fecwis | W : akcja charytatywna, Akcje, edukacja muzyczna, projekt pokoloruj świat

Pokoloruj Świat III

Już trzecia odsłona akcji „Pokoloruj Świat” rozświetlała uśmiech na twarzach tych najmłodszych. Tym razem koordynator projektu Joanna Nowicka przygotowała grunt pod największe wydanie tego przedsięwzięcia. Akcja przeniosła się z miasta Włocławka do dwóch poznańskich, opiekuńczo-wychowawczych Domów Dziecka wraz z osobami pomagającymi realizować imprezę. Oprócz wolontariuszy  olbrzymi wkład ma Zakład Karny we Włocławku, który od pierwszej imprezy pomaga od strony technicznej jak i osobowej. Bez wątpienia należy podkreślić i wyróżnić pracę, zaangażowanie skazanych w realizację całego przedsięwzięcia. Począwszy od przygotowywania kolorowych wystrojów, projektów graficznych aż do montażu audio-video realizowanego w zakładowym radiowęźle oraz bibliotece centralnej. Również podczas trwania samej akcji skazani uczestniczą w prowadzeniu konkursów, zajęć plastycznych, muzycznych, sportowych oraz zajmują się utrwalaniem przebiegu imprezy. Należy również wspomnieć fakt, że po raz kolejny z ust miejscowych opiekunów padło pytanie:

- dlaczego nie przyjechali skazani? Czy coś się stało?

Pytania nie powinny dziwić, bo gdy ktoś przygotowuje się na przyjazd skazanych a później ich nie widzi to po pierwsze nie zaspakaja swojej ciekawości oraz wyobrażeń wyglądu i zachowań osób pozbawionych wolności. Po drugie, jeżeli nie ma dookoła „bandytów” to próg ostrożności można obniżyć i wypuścić nadmiar powietrza. Prawda jest taka, że gdy po imprezie dowiadują się, że byli jednak skazani to nie chcą w to wierzyć. Natomiast osoby drążące temat podczas przedsięwzięcia są zdumione i przyznają, że ich wyobrażenia były zupełnie inne. Ten odbiór społeczny stanowi niebagatelną wartość, niemniejszą niż sama akcja skierowana do najmłodszych. Fakt, że wolontariusze, studenci, skazani tworzą zwartą grupę osób pracujących w jednym wspólnym celu jednocześnie usuwając stereotypy i ucząc się o sobie wielu cennych rzeczy jest niezaprzeczalną wartość dla ogółu społeczeństwa.

Dodatkowo takie inicjatywy mogą również stanowić drogowskaz dla innych skazanych, aby spojrzeli na własne dotychczasowe życie i zobaczyli, że można inaczej… lepiej, dla siebie i innych. Należy również dostrzec aspekt zmiany poglądu lokalnej społeczności na osoby pozbawienia wolności.  Praca dla społeczeństwa ze szczególnym uwzględnieniem najsłabszych: dzieci, starszych, chorych. Budowanie empatii po stronie skazanych i wyrozumiałości ludzi dających drugą szansę, to prawdziwy złoty środek pokazujący drogę tym, którzy na to zasługują i widzą dobro w postaci uśmiechu bezbronnych, nieporadnych, skrzywdzonych przez los… życie. Na uwagę zasługuje również fakt, iż patrząc na całe przedsięwzięcie z boku, widać, że skazani wkładają w to przede wszystkim serce.

Nie można także zapomnieć o przedstawicielstwie Fundacji Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych, która firmuje i wspomaga cykl imprez. Trzeba również wspomnieć o „kuchni” akcji „Pokoloruj Świat”, która z reguły trwa od kilku do kilkunastu godzin, jednakże przygotowanie trwa kilka, a nawet kilkanaście dni. Jest to ogrom włożonej pracy przez wielu ludzi, których nie sposób wymienić. Zresztą większość osób uczestniczących w projekcie nie oczekuje poklasku za wkład, zaangażowanie czy własny czas. Dają kawałek siebie innym, ponieważ tego chcą i w zamian otrzymują uśmiech, który powoduje to samo na ich twarzy.

Trzecia odsłona akcji „Pokoloruj Świat” w Wielkopolsce niosła ze sobą wiele radości i zróżnicowania podczas wszystkich godzin wspólnej pracy i zabawy.  Impreza odbywała się na wolnym powietrzu, a dokładnie boisku i placu zabaw należących do placówek. Dzień rozpoczął się od wspólnego przygotowania wystroju wraz z wychowankami. Dmuchania balonów, przywieszania ozdób, ustawiania stołów i krzeseł, rozstawianie wiaty oraz sprzętu nagłośniającego. Większość osób miała ślicznie pomalowane twarze przez absolwentkę Uniwersytetu Przyrodniczego – Dorotę Wodzińską – przybyłą na festyn aż z Wrocławia. Na dzieci i młodzież czekało wiele zajęć i niespodzianek. Począwszy od rysowania i malowania, poczęstunku, konkursu na najładniejszą kolorowankę wielkoformatową, poprzez mecz w koszykówkę, w którym domownicy przeciwstawili się wolontariuszom, studentom i skazanym oczywiście wygrywając 11: 8 zarazem nie potwierdzając ogólnie znanej poznańskiej gościnności. Kolejny etap to konkurs karaoke, w którym bardzo chętnie uczestniczyło wiele dzieciaczków i młodzieży. Początkowo planowany na kilkanaście minut konkurs przeistoczył się w wielki koncert trwający ponad trzy godziny, podczas którego miały miejsce nawet autorskie piosenki w wykonaniu a cappella. W między czasie ruszyło wielkie rysowanie kolorową kredą asfaltowego boiska. Można tylko żałować, że jesienne deszcze zmyją ślad tej uroczej zabawy wszystkich obecnych. Doprawdy cudowna zabawa w niezwykłej atmosferze z niesamowitymi kolorowymi malunkami. Na zakończenie wszyscy obecni mogli poczuć się jak młodzi harcerze, rozpalając ognisko i piekąc kiełbaski na leszczynowych kijach.

Już dzisiaj z perspektywy trzech wydań Kolorowania Świata widać, że akcja nabiera coraz to większego rozmachu. Chętniej przyłączają się do niej ludzie dobrej woli, ofiarując środki, jaki pomoc w organizacji wielu małych spraw, które tworzą jeden wielki wspaniały cel… Możesz zrobić to razem z nami: „Pokoloruj Świat”

 

Joanna Nowicka

 

„Wspomnienia Lidii Bajkowskiej” – Lidia Bajkowska

0

Napisany : 15-10-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

„Wspomnienia Lidii Bajkowskiej”

Zanim poszłam do szkoły muzycznej rodzice zapisali mnie do Ogniska, które wówczas mieściło w podwórku przy Nowym Świecie. Dziś nie ma już tej starej, warszawskiej kamienicy, ocalałej z pożogi wojennej. Dla mnie wtedy to był pałac, chociaż lekcje odbywały się w piwnicach zamienionych na ciemne klasy. Przez zapyziałe okienka nie dochodził tam nawet najmniejszy promyk słońca. Jak przez mgłę pamiętam: egzaminy, dyrektor Kawecką, popisy i ten najważniejszy koncert w Teatrze Polskim, gdzie grałam sonatinę Clementiego. Musiałam być mała, bo podstawiono mi krzesełko pod nogi, a moja mama długo przechowywała sukieneczkę z tamtego popisu i dziwiła się, że była tak mała jak dla lalki. Pamiętam, że organizowano kilka razy do roku popisy dzieciom z Ogniska Muzycznego w domach uczniów, którzy mieli duże metraże.

To były niezapomniane chwile..Te spotkania maluchów grających na instrumentach, rodziców i nauczycieli… W mieszkaniach na Widok, Hożej, Tamce, Kopernika. Te dwie ostatnie ulice zapamiętałam najbardziej, bo mieszkały tam po wojnie moje babcie, które regularnie odwiedzałam…Pamiętam też jedno takie ogniskowe spotkanie na zakończenie roku. Gdzieś, chyba na Foksal, był ogromny pokój z balkonem i dwoma pianinami. Tak się wtedy dziwiłam, jak można mieć w domu aż dwa pianina ( a teraz sama mam dwa pianina)…

Nasza salka koncertowa w Ognisku Muzycznym, zanim przeniosło się ono z Nowego Światu na ulicę Profesorską, pękała w szwach, gdyż nie mogła podołać ilościom organizowanych popisów, egzaminów i przesłuchań.  Ludzie sobie jakoś radzili, chociaż była komuna i zakazy zgromadzeń. Potrafili załatwić zgodę na domowe koncerty dla dzieci. Potem wybudowano domy kultury, dostęp do sal był większy. Mimo szalejącego terroru stalinowskiego, w podziemiu, na Nowym Świecie, kwitła kultura muzyczna. Wychowywano w duchu tradycji narodowych przyszłych muzyków i uczono takimi metodami, że dzieci chciały grać i popisywać się swoimi umiejętnościami. To była niewątpliwie zasługa nauczycielek starej daty, tych sprzed wojny.

Moim pierwszym pedagogiem była Maria – Antonina Byszewska, która wyjechała potem do Bydgoszczy, gdzie objęła etat nauczyciela fortepianu w Państwowej Szkole Muzycznej. W drugim roku nauki dostałam się do klasy fortepianu, starszej i przemiłej pani profesor Marii Twardowskiej, dojeżdżającej do Warszawy z Milanówka. Teraz widzę, jak daleką musiała pokonywać drogę. Nie było wówczas szybkich pociągów i innych połączeń. Musiało być jej bardzo ciężko dojeżdżać do uczniów do Warszawy.

Profesor Maria Twardowska opowiadała, że była przed wojną dobrą pianistką. Jakby na potwierdzanie tego, czasem rozcierała zgrabiałe palce i grała Chopina, którego wtedy od razu pokochałam. Jak zagrała mi pewnego razu trzy polonezy młodzieńcze, to wpadłam w wielką euforię i powiedziałam, że nie wyjdę z lekcji, dopóki nie zacznę jednego z tych polonezów grać. I nauczyłam się, takt po takcie, nutka po nutce. Mimo, że polonez Chopina B-dur był poza programem nauczania fortepianu na tym etapie, na którym byłam, to zagrałam go w całości, ale tylko dla siebie, bo nie było to wykonanie na egzamin czy popis. Pani Profesor Twardowskie nie odebrała mnie radości nawet z tak nieudolnego wykonania i tym bardziej jeszcze zachęciła do muzyki. Potem każdego roku dopracowywałam ten utwór, aż w końcu stał się gwoździem w moim repertuarze.

Pani Profesor zawsze mówiła, że byłam jej najlepszą uczennicą. Zostałam obdarowana pierwszym tomem „Listów Chopina”, drugi miałam dostać jak dorosnę. Dostawałam w prezencie nuty z dedykacjami, portret Chopina i medalion z kluczem wiolinowym, który zakładałam, gdy szłam na koncert czy do teatru. Wszystkie te pamiątki, książki, dedykacje, przechowuję do dziś jak relikwie.To były najpiękniejsze lata mojego życia. O nic się nie troszczyłam. Uwielbiałam lekcje muzyki, na które biegłam jak na skrzydłach, pochwały i same piątki, które dostawałam po każdym dobrze zagranym utworze.

Kochałam Ognisko Muzyczne, wolałam je od szkoły ogólnokształcącej. Pewnego dnia pani profesor Twardowska, a było to w Ognisku, w czwartej klasie, zdecydowała, że muszę pójść do państwowej szkoły muzycznej, takiej łączonej z przedmiotami i zaczęła mnie przygotowywać do egzaminu.

Musiałam nieźle grać i być dobrze nauczana, skoro z czwartej klasy ogniska dostałam się bez problemu do szóstej klasy PPSM na Krasińskiego, a za dwa lata zdałam do Liceum Muzycznego, które mieściło się wówczas na ulicy Pięknej w Warszawie, obok parku Ujazdowskiego.  I na tym zakończę opowieść o pierwszym etapie mojego dzieciństwa, przepełnionego miłością wyłącznie do Chopina i fortepianu. Potem dorastałam stopniowo do Mozarta, Beethovena, Bacha, w miarę jak poznawałam utwory tych wielkich kompozytorów, ale to już były inne czasy…Obie panie profesorki, Maria- Antonina Byszewska i Maria Twardowska długo, bardzo długo jeszcze utrzymywały z moją rodzina serdeczny kontakt listowny i towarzyski. Mieszkaliśmy wówczas na Brackiej 18 w Warszawie, a rodzice byli bardzo gościnni. Potem przeżyłam pogrzeb profesor Marii Twardowskiej, wcześniej byłam również na pogrzebie jej męża.

Pani Maria miała przecudowne serce dla dzieci, których wprawdzie sama nie mogła mieć, ale wychowywała pasierbicę, kochała ludzi i zwierzęta. W Milanówku opiekowała się bezdomnymi kotami, narażając się na szykany bezdusznych sąsiadów. Sama też miała w domu ukochane zwierzęta, których imiona pamiętam do dziś. Tacy są artyści, a przynajmniej ich większość, wrażliwi, współczujący, otwarci na świat, potrzeby ludzi i niedolę zwierząt. Zastanawiam się, jak to się działo, że w czasach komuny, w podziemiach starej kamienicy z wieloma śladami zniszczeń po działaniach wojennych, uczono takimi metodami, że dzieci garnęły się do grania na różnych instrumentach. Były orkiestry dziecięce, zespoły, chóry, reprezentujące naprawdę wysoki poziom. Mam nadzieję, że pasja przekazywania dzieciom i młodzieży miłości do muzyki znowu się odrodzi. Tym razem ze zdwojoną siłą.

 

„Moja Warszawa” cz.1 – Lidia Bajkowska

2

Napisany : 01-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Muzyczna Kolorowanka

Jako małe dziecko niewiele rozumiałam z tego, o czym mówili moi rodzice. Złościłam się, że nie czytają mi bajek tylko ciągle rozmawiają o poważnych sprawach i to szeptem, A oni martwili się i zastanawiali, jak będzie wyglądała Warszawa, z którą  związani byli od pokoleń.
Czy zmieni się i na ile? Czy wyburzone zostaną perły architektury  z czasów królestwa i okresu przedwojennego. Przecież  zabudowa przedwojennej Warszawy wskazywała na jej kapitalistyczny ustrój,  a odrodzenie tego systemu w czasach stalinowskich nie wchodziło w grę.

Odbudowa samej stolicy, która powstawała na nowo do życia z gruzów, ułatwiała zadanie  urbanistom, którzy chcieli  stworzyć państwo socjalistyczne z odpowiednią architekturą na wzór sowiecki. Jednak dzięki sprzeciwowi wielu osobistości życia publicznego,m.in. Jana Zachwatowicza, udało się  zachować wiele najważniejszych zabytków, nie dopuszczając do całkowitej dewastacji historycznych  obiektów.
Pod kierunkiem wielu architektów, urbanistów, socjologów, ekonomistów, prawników itd., w 1953r. odbudowano  Stare Miasto, a następnie Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat, a także części ulic – Miodowej, Długiej, Senatorskiej oraz placów – Teatralnego i Bankowego, jednak w poważnym stopniu zmieniając  ich przedwojenny charakter. Mimo tego Stare Miasto, w 1980 roku zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jako jedyny na świecie przykład całkowitej odbudowy ze zniszczeń.

W latach powojennych, czyli wtedy kiedy się urodziłam, obowiązywała doktryna  socrealizmu w architekturze.
Wybudowano Trasę W-Z z tunelem przebitym pod ul. Miodową i Krakowskim Przedmieściem, Mariensztat, Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową (MDM), osiedle Muranów, Stadion Dziesięciolecia, a Pałac Kultury i Nauki, ukończony w 1955,  stał się jednym z symboli ery stalinizmu.  Dopiero potem wybudowano tzw. Ścianę Wschodnią.
Odbudowa Zamku Królewskiego, która trwała  do roku 1988 zmieniła oblicze Warszawy i pociągnęła za sobą dalsze plany rozbudowy miasta.

Warszawa pamiętająca czasy Zygmunta Wazy, czasy saskie i stanisławowskie, rozwijała się architektonicznie na miarę światową. Dzieła włoskich  architektów  można nadal podziwiać w Łazienkach Królewskich-parku, który jest perłą  i najpiękniejszym parkiem w Europie. Z  Łazienkami łączy mnie bardzo wiele, ale to zostawiam na inną okazję.
Pewnie wspomnienia przekazane mam  w genach od przodków,  których oczywiście nie znałam, ale wiem, że już mieszkali w Warszawie w czasach Chopina… Ciekawe, czy spotkali w Ogrodzie Saskim  małego Chopinka, który bawił się tam ze swoimi siostrami i wyrósł niebawem na genialne dziecko, które swoją grą zachwycało ówczesne elity? Na pewno moi pradziadkowie wydeptali wszystkie ścieżki prowadzące do Pałacu Saskiego, Kazimierzowskiego i Czapskich.
W  tamtych czasach Starówka była tak jak i dzisiaj miejscem spacerów i spotkań całej awangardy literacko artystycznej, okupującej kawiarnie i cukiernie warszawskie do późnych godzin nocnych. Całe szczęście, że miasto oświetlały latarnie gazowe…   (cdn)

„Moja Warszawa” cz.2 – Lidia Bajkowska

3

Napisany : 03-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Muzyczna Kolorowanka

Doświadczona powstaniami – listopadowym i styczniowym, mimo prób przekształcenia jej  w prowincjonalną gubernię, Warszawa nie poddała się. Dalej była  stolicą narodu. Nie złamała jej też I wojna światowa, w 1918 roku stała się  stolicą  niepodległego państwa polskiego. Przetrwała II wojnę światową,  pięcioletnią okupację, była świadkiem Powstania w Getcie, wybuchu Powstania Warszawskiego. Mimo, że została całkowicie zbombardowana, a śmierć poniosło 700 tysięcy Warszawiaków i straty  wojenne oblicza się na 45 miliardów dolarów, Warszawa dalej żyje i rozkwita, może inna niż ta przedwojenna, ale komunikacyjnie na pewno lepsza i nowocześniejsza. Trudno uwierzyć, że miasto to na  przestrzeni wieków  przeżywało lata świetności i upadków.

W czasie II wojny światowej Warszawa legła w gruzach. Gorzkie  było zwycięstwo zamienionej w gruzowisko stolicy. Jednak Warszawa, choć nikt w to nie wierzył, odrodziła się i powstała jak Feniks z popiołów. Obecnie Warszawa przeżywa gwałtowny wzrost gospodarczo – inwestycyjny. Zostało uruchomione Metro Warszawskie, powstają nowe obiekty biurowe, centra handlowe, osiedla mieszkaniowe… Miasto staje się najbardziej atrakcyjnym, w tej części Europy, miejscem inwestowania światowych kapitałów.

Moja mama jednak zawsze ubolewa, że dzisiejsza Warszawa jest  zupełnie inna niż przedwojenna. Tamtą Warszawę nazywała Paryżem Północy. Mówi, że tylko  niektóre dzielnice zachowały swój dawny charakter. Niestety fasady zabytkowych budynków są z reguły oszczędniejsze, stylizowane na inne epoki, same budynki mają często inną ilość pięter, lub są odbudowane częściowo. Miasto bezpowrotnie utraciło swój dawny charakter, gdyż masowo  wyburzano ocalałe kamienice.

Warszawa przedwojenna  była wspaniałym, wytwornym miastem. Dziś jedynie dzięki internetowi można obejrzeć archiwalne zdjęcia z lat dwudziestych i trzydziestych, posłuchać piosenek- retro,  pójść na wirtualny spacer i podziwiać przepiękne domy na Marszałkowskiej i wspaniałe kamienice sprzed 1914 r. z ogromnymi  sklepowymi witrynami, monumentalny gmach Poczty Głównej, a pośrodku wypielęgnowane skwery… W 1934 r. wyrósł przy nim drapacz chmur – najwyższy w Polsce 16 piętrowy Prudential.

Lata międzywojenne to temat niekończących się opowieści mojej babci, a teraz już tylko mojej mamy… Nasłucham się z pierwszej ręki, jaka ta Warszawa była elegancka, kulturalna, jak kwitło życie artystyczne. Ludzie regularnie chodzili do teatrów, opery, filharmonii. Szaleli za Eugeniuszem Bodo, gwiazdą przedwojennego kina. Uwielbiali  kino” Sfinks” utrzymane w stylu art déco z motywami egipskimi. Trzeba przypomnieć, że w Warszawie było 70 kin. Kino Atlantic i Femina pozostało do dziś. Teatrów było około dwudziestu. Słynne kabarety wyrastały jak grzyby po deszczu, choćby „Miraż”, „Czarny Kot” , „Qui Pro Quo” czy inne. Od dziecka słyszałam o Hance Ordonównie, zwanej potocznie – Ordonka, Mirze Zimińskiej, Poli Negri, Zuli Pogorzelskiej, która miała podobno  najpiękniejsze na świeci nogi. Opowieści, które snuły babcia z mamą przy mocno  zaparzonej herbacie nie miały końca.

Teraz żałuję, że nie spisywałam tego wszystkiego, nie nagrywałam. Jedyne co mogłam zrobić to sprawdzić w materiałach źródłowych i  zweryfikować to co mi opowiadano. Okazało się, że zgadza się wszystko co do joty. (cdn)

„Moja Warszawa” cz.3 – Lidia Bajkowska

1

Napisany : 05-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Muzyczna Kolorowanka

W rodzinnym domu słyszałam o dyrektorze Jerzym Boczkowskim, twórcy warszawskich teatrów i kabaretów lat dwudziestych, którego osobiście znał mój dziadek. W domu też słyszałam o tym, jakie  wielkie wrażenie robił na publiczności  konferansjer, Węgier z pochodzenia, Fryderyk Jarosy, a najlepszymi tekściarzami byli  Julian Tuwim i Jan Brzechwa. Choć minęło wiele lat po wojnie, to moi dziadkowie nie mogli  pogodzić się z  bezpowrotną utratą tamtej kultury i wspominali… wspominali… bez końca.

Nie tak dawno, kiedy powstawały w Warszawie  wielkie centra handlowe, wybrałam się do jednego z nich z  moją mamą. Dumnie pokazywałam jej wszystkie pomieszczenia, galerie, sklepy. Powiedziała mi wtedy, jak wyszłyśmy z tego jazgotu, że przed wojną była taka sama, a może i piękniejsza, Galeria Luxemburga, na Senatorskiej 29. W sumie budowla mieściła 700 różnych pomieszczeń, w tym Grand Hotel, kino, sklepy, popularną kawiarnię Grand Café, restauracje, a w podziemiach nawet tor do jazdy na wrotkach – czyli niemalże wszystko to, co mają współczesne galerie handlowe. W galerii był znany teatrzyk Qui pro quo, w którym występowały ulubione przez mamę  Hanka Ordonówna czy Mira Zimińska. Był Jung Teater, promujący kulturę żydowską.

Na próżno dziś szukać śladów tego miejsca w Warszawie. Zniknęło z powierzchni ziemi, a tak łatwo mogło być  odbudowane. Nie ma też toru jazdy na wrotkach Montre.  Proszę sobie wyobrazić, że lokaje podawali w białych rękawiczkach lemoniadę na tacy, bo obok toru była restauracja i bar amerykański. Przepyszną lemoniadę o wielu kolorach wypijali duszkiem spragnieni i spoceni miłośnicy jazdy na „letnich łyżwach”-  tak wówczas nazywano wrotki. A i łyżwy były- w zimie w Dolinie Szwajcarskiej, blisko Alej Ujazdowskich, z muzyką i zabawą.

Przedwojenna Warszawa błyszczała neonami, które wyglądały jak kolorowe kwiaty. Oświetlony był głównie Trakt Królewski, ale już Powiśle, gdzie był tylko jedyny neon – tonęło w mroku.

Warszawski dom Handlowy Braci Jabłkowskich, na Brackiej, niczym nie ustępował londyńskiemu Harrod’sowi. Zachwycały kreacje sprowadzane z Paryża, wspaniałe perfumy i niebywałej urody modelki. Podobno wtedy był szyk i gust nie do opisania w urządzaniu wnętrz, wystrojach oraz strojach wizytowych i codziennych.
Dziś moja 90 letnia mama,  chociaż ma bystry umysł,  to jednak coraz mniej opowiada, jakby te piękne obrazy, które nigdy nie powrócą, wymazywała już ze swojej pamięci. Czasem przypomni sobie o  pysznych czekoladkach w bombonierkach od Semadeniego i chałwie, wielosmakowej lub marmurkowej, która była tylko w żydowskich sklepikach, podobnie jak wspaniałe chałki, do których nie umywały się nawet najlepsze ciastka.  Powtarza często, że przed wojną było  smaczne i zdrowe jedzenie, nieskażone chemią, bez trujących konserwantów.

Wszystko przeminęło, pozostały tylko stare fotografie i wspomnienia, których żal, że odchodzą w niepamięć. Dlatego postanowiłam spisać te wszystkie opowieści, aby ocalić je od zapomnienia.

„Chopin w błękicie nieba” cz.1 – Lidia Bajkowska

1

Napisany : 07-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Myzyczna Kolorowanka

Wystarczył jeden moment, żeby zmieniający się kolor granatowego nieba, tamtego wieczoru i potem nocy pełnej gwiazd, na zawsze kojarzył się mi z muzyką Chopina. Było to dawno, bardzo dawno temu i  mimo upływu lat, wspomnienie tamtego recitalu trwa do dzisiaj,  jakby to było wczoraj… jakby tamta chwila zatrzymała się na zawsze….

Wojna skończyła się, ale czasy były  niełatwe,  Powrót do przedwojennych Konkursów Chopinowskich, najstarszych i najbardziej prestiżowych konkursów pianistycznych na  świecie, u wielu Polaków w kraju i zagranicą budził radość i nadzieję. Wielu machało ręką na to, że twórczości  i życiu Fryderyka  Chopina przypisywano nową  ideologię i  mówiono absurdy, choćby takie, że Chopin miał pochodzenie robotniczo – chłopskie. Być może robiono to celowo, bo czy twórczość obcoklasowego kompozytora w czasach komuny można byłoby aż tak bardzo promować?  Faktem jest, że nie szczędzono wówczas  środków na kulturę, pod warunkiem, że była ona zgodna z ideałami socjalistycznego państwa.

Koncerty Chopinowskie wraz z odpowiednimi  prelekcjami organizowano nawet dla środowisk robotniczo – chłopskich na terenie całej Polski.  Ówczesne władze nie zdawały sobie sprawy z tego, że pokazując  kulturę i sztukę minionych epok,  budzą w ludziach tożsamość narodową i patriotyzm. Bo Chopina czy Mickiewicza  nie dało się okroić, ocenzurować i zafałszować,  tak jak choćby historię Polski, którą po wojnie napisano na nowo. Na takie koncerty muzyki poważnej zaganiano całe załogi i szkoda, że zmęczony lud pracujący uciekał z takich imprez jak się dało, nawet przez otwarte okna, jeśli sala znajdowała się na parterze. Tak więc dobra narodowe docierały do niewielu. Zmienił to potem rozwój szkolnictwa artystycznego, powstające na nowo chóry, orkiestry czy zespoły takie jak Mazowsze czy Śląsk.

O robotnikach  uciekających  z koncertów przez okna, opowiadał mi nieżyjący już, znany pianista,  który jeździł z takimi recitalami po całej Polsce.

Dla społeczeństwa jednak było najważniejsze to, że zakazany w czasie okupacji hitlerowskiej Chopin powrócił na salony.
Nie wolno zapomnieć, że wielu artystów, choćby Witold Lutosławski, działało w czasie okupacji w polskim podziemiu muzycznym. Z narażeniem życia grali utwory wielkiego Romantyka spotykając się w zaufanych domach, w których organizowano też tajne komplety nauczania historii i języka polskiego. (cdn)

„Chopin w błękicie nieba” cz.2 – Lidia Bajkowska

4

Napisany : 09-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Muzyczna Kolorowanka

Był rok 1955. W Warszawie skończył się akurat  V Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina, który  odbywał się w dniach 22 lutego – 21 marca. Wzięło w nim udział aż 77 pianistów z 25 krajów ze wszystkich kontynentów. Na czele Komitetu Wykonawczego stanął  Jarosław Iwaszkiewicz. Na Konkurs przyjechała nawet  królowa Belgii, Elżbieta Gabriela Bawarska, a Filharmonia Warszawska została uhonorowana mianem Filharmonii Narodowej.

Elżbieta Gabriela Bawarska                  Jarosław Iwaszkiewicz

Konkurs odbył się w świeżo odbudowany gmachu Filharmonii Warszawskiej. Nowy budynek w  stylu surowego socrealizmu  całkowicie zatracił swój przepiękny, pierwotny charakter. Przedwojenny gmach Filharmonii Warszawskiej  był  neorenesansowo- neobarokowy, przebogaty i wzorowany na europejskich  operach XIX wieku a  przede wszystkim na Operze Paryskiej. Dla Warszawiaków  był to i tak sukces, bo wcześniejszy,  IV Konkurs Chopinowski odbywał się w  budynku „Romy” na ul. Nowogrodzkiej, gdyż tylko tam ocalała jedyna w Warszawie sala koncertowa. Filharmonia Warszawska został doszczętnie spalona w 1939,  a w 1944  w czasie Powstania Warszawskiego zbombardowana.

Niestety moi  dziadkowie i rodzice nie mogli pogodzić się z tym,  że przepiękne architektonicznie miasto, zwane Paryżem Północy  legło w  gruzach  i jak wielu  przedwojennych Warszawiaków, podzieliło swoje życie na dwa życia: przed i po wojnie. Z perspektywy wielu lat  widzę, że faktycznie żyli w dwóch światach. Pięknych wspomnień  z dwudziestolecia międzywojennego i ponurej powojennej  rzeczywistości. Mimo tego dla wszystkich, V Konkurs Chopinowski był chyba jednym  z najważniejszych konkursów i wydarzeń kulturalnych stolicy. Nawet tamtych laureatów wspomina się do dziś. A byli to, Adam Harasiewicz (Polska) – nagroda I, Władimir Askenazy (ZSRR) – nagroda II i Fou Ts’ong (Chiny) – nagroda III. Choć byłam dzieckiem to do dziś pamiętam, Kiyoko Tanakę z Japonii, która  grała genialnie, ale dostała daleką, X nagrodę.  Pamiętam też z opowieści, że Adam Harasiewicz pomylił się w utworze granym na bis, co po wygranym konkursie nie miało już żadnego znaczenia..

Po Konkursach Chopinowskich jest taki zwyczaj, że laureaci grają utwory Chopina, na różnych koncertach i  recitalach w Polsce i za granicą.

Kiyoko Tanaka zdobyła sobie wielką sympatię publiczności ujmującym sposobem bycia i wrażliwą grą już podczas V Konkursu Chopinowskiego. W 1957 roku, w okresie od 14 do 19 maja, wystąpiła w Warszawie cztery razy, również w Zamku Ostrogskich.

zdjęcie zainspirowane stroną: http://chopin.museum/pl


Moi rodzice, wielcy melomani recitali  fortepianowych, koniecznie chcieli posłuchać Kiyoko Tanaki, którą zachwycili się od razu, wieszcząc pianistce  wielką karierę międzynarodową. Ale ja, nie chciałam iść z nimi na ten koncert.

Trzeba było znaleźć sposób, żeby namówić na recital Kiyoko Tanaki małą, upartą  dziewczynkę. Pamiętam jak dzisiaj, że nie docierały do mnie argumenty, że skoro zaczęłam uczęszczać na lekcje fortepianu to powinnam chodzić także na koncerty i poznawać repertuar. W sukurs jednak przyszła najpiękniejsza z legend warszawskich, o Złotej Kaczce.

Słuchałam z wypiekami na twarzy, choć wiedziałam, że to bajka, o  księżniczce pokutującej w mrocznych  lochach Zamku Ostrogskich i o szewczyku Lutku, który zakradł się o północy  do pałacowych podziemi  w poszukiwaniu ukrytych skarbów i spotkał tam zaklętą złotą kaczkę,  która mówiła ludzkim głosem.

I już nie trzeba  było prosić i namawiać mnie więcej.  Wybiegłam jak z procy w poszukiwaniu śladów Złotej Kaczki. Mieszkaliśmy na Brackiej 18, więc wystarczyło tylko przejść Nowym Światem i Ordynacką w dół. (cdn)

„Chopin w błękicie nieba” cz.3 – Lidia Bajkowska

0

Napisany : 11-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Muzyczna Kolorowanka

Kiedy weszłam do Zamku Ostrogskich – oniemiałam. Piękne pałacowe sale, marmurowe schody, rzeźby i obrazy, światła, podniosła atmosfera, przeniosły mnie  od razu do mojego świata wyobraźni. Stałam się natychmiast księżniczką, którą za chwilkę zły czarownik zmieni w złotą kaczkę.

Zamek Ostrogskich, z końca XVI wieku, znajdujący się obok Akademii Muzycznej na Okólniku  jest kolejnym cudownie magicznym miejscem na ziemi, po którym chodził Fryderyk Chopin. Po latach świetności zamek podupadał i był kolejno siedzibą policji miejskiej, pensjonatu dla młodzieży, schroniska dla bezdomnych.  W połowie XIX wieku stał się Instytutem Muzycznym, przemianowanym w 1919 roku  na Konserwatorium.

Całkowicie zniszczony w czasie II wojny światowej, jak wiele bezcennych  światowych dzieł architektonicznych, został po wojnie w niewielkiej części odbudowany, na szczęście w pierwotnych planach architektonicznych. Dziś, w Zamku Ostrogskich jest muzeum Fryderyka Chopina, na dziedzińcu przed pałacem wznosi się pomnik Złotej Kaczki w sadzawce, wyżej przy tarasie stoi grająca chopinowska ławeczka a multimedialna ekspozycja wypełnia zabytkowe sale. Faktycznie jest to najnowocześniejsze muzeum biograficzne w Europie, a może i na świecie.

zdjęcie zainspirowane stroną: http://chopin.museum/pl

Wtedy, w 1957 roku, w pięknym jak z bajki Zamku Ostrogskich, usiadłam pomiędzy rodzicami na widowni w sali koncertowej na pierwszym piętrze. Uwagę moją przykuły wielkie okna, najpiękniejsze jakie widziałam i błękit majowego nieba za nimi. Chwilę to trwało, bo  jak zwykle było przeglądanie programów, wymienianie zdań i opinii. Wreszcie usłyszałam oczekiwany sygnał, że koncert zaczyna się. Pianistkę z Japonii przywitano burzą oklasków, a ona kłaniała się i kłaniała z należnym sobie wdziękiem bez końca. W mojej świadomości otworzyła się kolejna odsłona.
„Przecież to nie ja, to ona, ta pianistka jest tą  piękną księżniczką, którą czarownik zamieni zaraz  w Złotą Kaczkę, Dlatego ma trochę przymknięte oczy, bo udaje, że śpi” – myślałam wtedy. Wszystko pamiętam z fotograficzną dokładnością.

Kiedy Kiyoko Tanaka usiadła do fortepianu, oniemiałam kolejny raz. Od pierwszych taktów zaczęła pięknie i głośno grać jakiś utwór, niestety nie pamiętam jaki. Myślałam, że to burza. Spojrzałam w okno, a tam dalej pogodne niebo, niebieskie, jak moja niebieska sukienka. I ani jednej chmurki. Za to z tańczącymi promykami zachodzącego słońca, które wskakiwały na fortepian i na widownię, jakby też chciały posłuchać pięknej muzyki Chopina.
O tej porze roku,  wiosenne, pogodne niebo ma właśnie taki kolor. Zakochałam się wtedy i w  Kiyoko Tanace, w jej grze na fortepianie i tamtym, z 1957 roku, majowym kolorze nieba. Na przerwie mama  powiedziała mi, żebym zwróciła uwagę na to, jak pianistka z Japonii gra. Jakby rozsypywała  perełki. I  to było w tym wykonaniu najpiękniejsze.

Na powyższym zdjęciu młoda Kiyoko Tanaka (http://pl.chopin.nifc.pl/chopin/persons/text/id/2861)

Potem poszłam z rodzicami na taras i dostałam jakieś landrynki, które ojciec zawsze miał przy sobie. I pewnie zaczęło się ściemniać, bo po przerwie zapalono wszystkie  światła, nawet te w  kandelabrach. Zaczęła się druga część koncertu. który jak każdy recital zaczynał się zamku  o dziewiętnastej.

Choć byłam senna to słuchałam utworów w wielkim skupieniu. Pamiętam, że patrzyłam na pianistkę, jak urzeczona. A ona dalej  rozsypywała na klawiaturze  perełki, jakby chciała odmienić swój i mój los.. Oj, często sznury niewidzialnych pereł rozsypywały się kiedy grała..Ale słyszałam też w jej grze śpiew ptaków, szum wiatru, plusk wody i zbliżającego się złego czarownika, którego  byłam już  gotowa pokonać i obronić moją księżniczkę. Niebo stawało się coraz bardziej ciemne, a odbijające się swoim blaskiem światła pogłębiały ten mrok, który za oknami, z intensywnego granatu przechodził prawie w czerń. Na niebie pojawiły się gwiazdki, które wyglądały jak perełki rozsypane na klawiaturze.

Koncert skończył się a publiczność na stojąco dziękowała Kiyoko Tanace, za tak piękne wykonanie utworów Chopina. Kiyoko Tanaka kilka razy bisowała, Podobno najdłużej biłam brawo ze wszystkich, aż mnie potem bolały ręce.
Jak wróciłam do domu, mimo później pory, od razu usiadłam do swojego Berduxa, udając, że gram tak  wspaniałe jak  pianistka z Japonii..  Od tej pory byłam już tylko  Kiyoko Tanaką i nie mogłam doczekać się lekcji fortepianu, żeby opowiedzieć o tym wszystkim mojej ukochanej pierwszej nauczycielce. Wtedy zaczęła się moja miłość do muzyki, którą potem  przekazywałam uczniom, swoim dzieciom a teraz wnukom. (cdn)

„Chopin w błękicie nieba” cz.4 – Lidia Bajkowska

1

Napisany : 13-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Muzyczna Kolorowanka

Sądzę, że wszystkie dzieci cechuje taka sama wrażliwość. Pamiętam, jak jedna z moich byłych uczennic o wdzięcznym imieniu  Małgosia, po koncercie w Zamku Ostrogskich, na którym wspaniale zagrała w ramach popisu uczniowskiego, stanęła pod portretem Fryderyka Chopina, przycisnęła swoje nuty do serca i z radości i wzruszenia popłynęły jej łzy. Również się wzruszyłam i powiedziałam wtedy, z pełnym przekonaniem, że będzie grała, że ukończy szkoły muzyczne wszystkich stopni. I tak się stało.

Dzieciom trzeba dać prawo do marzeń, pozwolić im wyobrażać sobie co chcą. Muzyka musi być jak ciekawa bajka, która wciąga, nie może zniechęcać, być traumą, jak w obecnej polskiej szkole ogólnokształcącej. Musi unosić każdego, od najmłodszych lat , bo to jest czyste dobro i piękno. Będziemy walczyć, tak jak w Wenezueli, żeby i polskie dzieci miały możliwość pokochania instrumentów i dzieł muzycznych, które powinny dostać zamiast kamieni.

Dlatego zaszczepiam  moim uczniom, to wszystko co przekazali mi rodzice i ukochane pierwsze profesorki od muzyki, o których pisałam we wcześniejszych wspomnieniach.

Oto link do jednego z ulubionych Walców Chopina, który najlepiej oddaje klimat ówczesnych dni, o których pisze pani Lidia Bajkowska.

Z dziećmi  trzeba chodzić w takie miejsca, jak teatry operowe, sale koncertowe, zachęcać je do słuchania klasyki,  poświęcać na to czas i siły. Dziś  w Zamku Ostrogskich (cytuję)….”….w odtworzonym paryskim salonie Chopina z jego autentycznym fortepianem słychać rozmowy po francusku, dźwięk odstawianych filiżanek i czuć zapach fiołków – ulubionych kwiatów Fryderyka. Z kolei w czarnej wygłuszonej sali poświęconej śmierci kompozytora pokazano kosmyk jego włosów i kopię maski pośmiertnej. W podziemiach Zamku Ostrogskich urządzono m.in. salę koncertową.

Muzeum Fryderyka Chopina zaprasza do obejrzenia ekspozycji stałej. Muzyka, zapach i światło to tylko niektóre ze specjalnych efektów, które czekają, aby pobudzać zmysły widzów. Nowatorskie podejście do tematyki życia i twórczości jednego z najwybitniejszych, polskich kompozytorów budzi uznanie zarówno wśród miłośników muzyki klasycznej i historyków obyczaju, jak i artystów. Ideą Muzeum jest przede wszystkim indywidualne zwiedzanie i doświadczanie Chopina, które dostosowane jest do wieku i preferencji odwiedzających. Własną ścieżkę zwiedzania będzie można zdefiniować za pomocą biletu wyposażonego w technologię RFID. Interaktywność, samodzielny wybór i niezwykle szeroki dobór informacji z różnych dziedzin umożliwiły nowemu Muzeum Fryderyka Chopina przyjęcie miana instytucji centralnej dla obchodów Roku Chopinowskiego 2010, ale przede wszystkim miejsca, w którym eksponowana jest największa kolekcja pamiątek chopinowskich”

Na tarasie, tak jak kiedyś odbywają się  recitale pianistyczne ale w bogatszej i piękniejszej aranżacji świetlnej, odczytywane są  listy Fryderyka Chopin a na dziedzińcu przedstawiane są krótkie formy aktorskie również w projekcji i  w aranżacji światła i dźwięku. Na schodach jest mini studio fotograficzne pokazujące scenerię saloniku chopinowskiego wraz z rekwizytami z epoki

Piękne magiczne miejsce, nad którym niebo  jest pogodne, niebieskie i świecą zawsze jasno gwiazdy, podobne do perełek z utworów Chopina. Nie wiem, czy tamto przeżycie było tak silne, że do dziś muzyka Chopina kojarzy się mnie z odcieniami błękitu, granatu i czerni?  To smutne, piękne i refleksyjne  kolory.  Utwory Chopina są takie same, pisane głównie  w tonacjach molowych i  może stąd mam te  skojarzenia? A może jednak uczynił to duch księżniczki zaklętej w Złotą Kaczkę…. (koniec)

POKOLORUJ ŚWIAT w Domu Dziecka „Pod Magnolią” w Gdyni – relacje wolontariuszek

0

KATARZYNA BULIŃSKA

Trzy początkujące wolontariuszki projektu €žPokoloruj Świat€ pełne zapału do pracy i zabawy z dziećmi, wyruszyły w piątkowy ranek – 21.10.2011r. pociągiem z Poznania do Trójmiasta. Na miejscu czekały już na nie koordynatorka projektu i kolejna studentka chętna do wzięcia udziału  w akcji. Czekali też skazani z włocławskiego Zakładu Karnego wraz z wychowawcą, by razem z dziewczynami współtworzyć niezapomnianą, kolorową imprezę dla dzieci z gdyńskej całodobowej placówki opiekuńczo-wychowawczej.

O godzinie 14 wszyscy stawili się w domu, gdzie przedsięwzięcie miało się odbyć. Wspólną pracą salon domu został ozdobiony balonami, serpentynami, łańcuchami cukierków, kolorowymi plakatami, chłopacy z Włocławka rozstawili potrzebny sprzęt grający i rzutnik, na podłodze zostały rozłożone wielkie kolorowanki, kredki, pisaki, farby, krepa, słowem wszystko co potrzebne, by nadać światu nieco koloru!

Punktualnie o 16 dzieciaki, które dotychczas ciekawie podglądały co też dzieje się z ich salonem, zachęcone przez opiekunki zaczęły podchodzić do nowoprzybyłych gości. Zabawa szybko rozkręciła się i maluchy wraz z wolontariuszkami na podłodze, wśród śmiechu i muzyki zajęły się malowaniem i wyklejaniem wielkich arkuszy z konturami zabawnych obrazków, przygotowanych wcześniej przez skazanych.

Następną atrakcją popołudnia było karaoke, ochotniczki by dodać odwagi dzieciom zaśpiewały znane im doskonale piosenki, np. słynną Zuziꀝ, to sprawiło, że wychowankowie placówki podekscytowani przyłączyli się do śpiewania, było wesoło i wszyscy czuli się zadowoleni! Wrażenie to zwiększył jeszcze fakt, że jeden ze skazanych, wymalował uczestnikom imprezy fantazyjne zwierzaki na twarzach, co spodobało się zwłaszcza najmłodszym.

Na zakończenie, wszyscy usiedli razem, rozdano dyplomy uczestnictwa w zajęciach i koordynatorka pokroiła pyszny tort, przy którym wszyscy dzielili się swoimi wrażeniami z zabawy. Panowała ciepła, przyjazna atmosfera, zabawa mogłaby trwać dalej, ale zrobił się późny wieczór i czas było się rozejść. Nastąpiło krótkie sprzątanie po zabawie, a potem długie pożegnania z dzieciakami i z opiekunkami domu oraz zapewnienia o podtrzymaniu współpracy. I ta współpraca z pewnością zaistnieje, bo na samo wspomnienie gdyńskiej akcji, tego kolorowego zamieszania i śmiechów (nie tylko dzieci), rodzi się przekonanie o słuszności tego projektu i sensie wolontariatu, również wśród skazanych. Jak widać mury i kraty nie muszą być przeszkodą dla pozytywnego działania na rzecz innych. Dobre społeczne działania mimo takich barier niech staną się pewnego rodzaju motywacją i tematem do refleksji nad sobą dla żyjących na wolności ;) . Wystarczy chcieć!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

więcej zdjęć w zakładce GALERIA – zapraszamy do obejrzenia!


NATALIA HAENDEL

Fundacja Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych  kolejny raz zorganizowała wspaniałą imprezę dla dzieciaków-  tym razem był to wyjazd do Gdyni w ramach następnej akcji Pokoloruj Świat, gdzie wolontariusze ze skazanymi odwiedzili dom dziecka.

Przygotowaliśmy dla dzieci różne zabawy, które miały wypełnić im wolny czas i pozwolić na integracje z nami.  Już na samym początku przystrojenie pokoju zabaw było dla nas ogromną frajdą, ale i też wyzwaniem, bo chcieliśmy by pokój był przyjazny i kolorowy, dzieci bacznie, ale z daleka obserwowały nas, co robimy w ich domu.  Skazani czyli Mariusz Dybizbański  i Andrzej Stawarz bardzo chętnie  pomagali nam w przygotowaniach, mieli rozmaite pomysły, które wcielałyśmy w życie. Okazało się, że Andrzej miał niesamowity talent malarski i wszystkim dzieciom oraz wolontariuszom namalował na twarzach rozmaite postacie, dzieciakom sprawiło to wiele radości zresztą nie tylko im, ja sama miałam ogromną radość z tego, że mogłam mieć pomalowaną twarz.

Następnie strzałem w dziesiątkę okazały się wielkoformatowe kolorowanki, dzieci wybierały sobie kolorowankę oraz swojego opiekuna, który pomoże im w wykonywaniu swojej pracy. Większość dzieci chętnie brała w tym udział, natomiast jeden z chłopców nie bardzo chciał nam towarzyszyć, ale Mariusz sprytnie go zagadał, chłopiec otworzył się i chętnie przystąpił do malowania ze swoim opiekunem, który znalazł z nim wspólny język. Po zakończeniu swoich dzieł dzieci pokazywały je sobie nawzajem i każde z nich chciało zostawić swoją pracę na pamiątkę. Kolejną zabawą przygotowaną przez naszego pomysłowego skazanego Mariusza było karaoke, piosenki były dobrze znane dzieciom. Z koleżankami zaczęłyśmy śpiewać, a dzieci się później przyłączyły, hitem okazała się piosenka „Zuzia lalka nie duża” i była ona śpiewana wielokrotnie. Nie ukrywam, że dla wolontariuszy również to była świetna zabawa, bo dzieci okazały się bezkrytyczne, więc mogłyśmy poszaleć z mikrofonami.

Na koniec podziękowaliśmy dzieciom za świetną zabawę przy wspólnym stole rozdając dyplomy za uczestnictwo i zajadając pyszny tort. Uważam, że było to duże przeżycie dla nas zobaczyć uśmiech dzieci i to jak świetnie potrafią współpracować z obcymi ludźmi. Dla Mariusza i Andrzeja była to kolejna forma przekazania swojej dobroci innym potrzebującym i przeżycia czegoś nowego i czegoś, co odbiega od ich smutnej i szarej rzeczywistości.

 

„Uśmiech za klika słów”- wolontariusze AWF we Wrocławiu rozdają uśmiech chorym dzieciom

2

Dnia 9 listopada 2011 roku odbyło się spotkanie organizacyjne z wolontariuszami z AWF we Wrocławiu. Godzinne zebranie uczestników projektu w DS Spartakus zaowocowało ustaleniem wszelkich szczegółów przeprowadzenia szczytnego działania, jakim jest ofiarowanie „Listów z niespodzianką” dla dzieci z Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej przy ul. Bujwida 44 we Wrocławiu.

Zadowoleni studenci z entuzjazmem podeszli do działania. Każdy z nich otrzymał muzyczną kolorowankę oraz magnes z logiem Akcji Pokoloruj Świat, które będą dołączone do każdego listu (własnoręcznie napisanego).

Celem naszego działania jest zobaczenie uśmiechu na twarzach chorych dzieci, urozmaicenie im kolejnego dnia walki z chorobą, danie możliwości zapomnienia o kłopotach oraz pokolorowania ich świata. „Uśmiech za kilka słów” to kolejne działanie w ramach akcji Pokoloruj Świat.

Radosnej twórczości pisania listów nie ma miary, a my czekamy już tylko na termin spotkania z dzieciaczkami.

Na zdjęciu grupa wolontariuszy z AWF we Wrocławiu: Magda Stykała, Kasia Żłobińska, Natalia Uścinowicz, Paweł Zostawa (członek Samorządu Studenckiego AWF), Ania Łacwik (członek Samorządu Studenckiego AWF) oraz Dorota Wodzińska (koordynatorka projektu „Uśmiech za kilka słów”).

Niebawem kolejne relacje z naszego działania, zachęcamy do śledzenia ich na naszej stronie!

Włodowo- wieś, która zatrzymała się w czasie…

0

Napisany : 10-11-2011 | Przez : Fecwis | W : akcja charytatywna, Akcje, Książki, projekt pokoloruj świat, wolontariat

Taka była moja pierwsza myśl, kiedy dojechaliśmy do celu. 300 metrów, które wyznacza zarówno początek jak i koniec  wsi. Jeden kościół, jeden sklep, świetlica -€“ trzy miejsca, które zarówno łączą jak i dzielą mieszkańców. W ramach akcji POKOLORUJ ŚWIAT realizowany jest projekt  - Podaruj książkę –  inny punkt widzenia€, którego głównym celem jest rozpowszechnianie edukacji w każdym jej znaczeniu. W czasach gdzie coraz powszechniejszą formą nauczania i komunikacji staje się Internet,€“ książki wychodzą zwyczajnie z mody. Jednak wciąż bez trudu znajdziemy  w Polsce wiele miejsc, w których trudno o dostęp do energii elektrycznej a co dopiero do komputera podłączonego do sieci. W takich miejscach brak jest zwykle wszystkiego co oznacza, że Edukację dzieci, młodzieży oraz dorosłych wygania się na koniec kolejki, gdzie cierpliwie musi czekać na kogoś, kto chętnie się nią zaopiekuje. Oczywiście, wiele osób stwierdzi, że istnieją ważniejsze potrzeby niż nauka, np: jedzenie – trudno polemizować z takim argumentem. Jednak mimo wszystko zastanowiłabym się jakie konsekwencje braku dostępu do edukacji  będziemy ponosić wszyscy w dłuższej perspektywie czasu. W takich wsiach jak Włodowo możliwości są wyjątkowo niewielkie dlatego to my jako społeczeństwo mamy obowiązek pomagać  i wspierać przede wszystkim dzieci i młodzież aby miały dostęp do nauki i możliwości jakie mają ich rówieśnicy, którzy mieszkają w większych miastach.  Temat ten jest niezwykle szeroki i w pewnych swych aspektach może wydawać się kontrowersyjny jednak należy o tym rozmawiać, bo wspólnymi siłami jesteśmy w stanie zaprzestać kształcenia osób €žniepełnosprawnych społecznie,€“ a brak edukacji na odpowiednich etapach życia człowieka do tego właśnie prowadzi.

Podarowując komuś książki dajemy możliwość rozwoju€“ dajemy motywację. Uzupełniając biblioteki we wsiach pokazujemy, że czasem mały krok wystarczy aby zaszczepić w kimś chęć do działania. Z takimi właśnie przesłaniem Fundacja Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych pojawiła się we Włodowie. W dniu 18 maja 2011 roku do świetlicy zawieźliśmy około 200 sztuk książek, które mają zachęcić mieszkańców do czytania. Tego dnia miało miejsce jeszcze jedno, bardzo ważne wydarzenie -€“ oficjalny pokaz filmu „€žLincz„€, który został wyreżyserowany przez Krzysztofa Łukasiewicza.  Pojawiła się również ekipa programy TVN Uwaga, która nakręciła kilkunastominutowy materiał na temat wydarzeń, które miały miejsce we Włodowie tego dnia. Miałam okazję poznać niesamowitą kobietę -€“ Jagodę, mieszkankę wsi, która bardzo aktywnie uczestniczy w życiu dzieci i młodzieży. Jest ona przykładem Siłaczki, która swoim zaangażowaniem pragnie sprawić, aby dzieciaki pożytecznie spędzały czas a nie patrzyły na wciąż stojących pod sklepem ludzi, dla których pogrążanie się w alkoholowym ciągu to sens całego życia. Marzeniem Jagody było stworzenie miejsca, w którym jej podopieczni będą mogli się uczyć, rozwijać swoje talenty i zainteresowania, gdzie będą mogli zwyczajnie spędzać nadmiar wolnego czasu. W zimowe wieczory zbierała wszystkich u siebie w domu organizując im różne zajęcia. Każdy był u niej mile widziany jednak sprawy pokomplikowały się -  Jagoda została odsunięta od działań społecznych a na jej miejsce w świetlicy pojawiły się dwie inne, zupełnie obce kobiety, całkowicie nie pasujące do obrazu Włodowa. Problem polega na tym, że aby móc pomagać komuś, trzeba poznać jego potrzeby, a €žnowe panie€ w ogóle nie identyfikują się z ludnością wsi, co więcej mieszkańców traktują jak gorszych od siebie. Zajęcia w świetlicy zostały przerwane, a wieś została podzielona.

Może warto zastanowić się czy jest coś, co możemy dla Włodowa zrobić? Mimo to, że wakacje nieubłagalnie się kończą,a “ nadmiar wolnego czasu powoduje, że przychodzą do głowy różne pomysły,€“ zarówno nam, te kreatywne i dobre, ale również dzieciakom, które spędzając czas poza domem mogą popaść w wir kłopotów. Może znajdą się chętni wolontariusze, którzy  wyraziliby chęć wyjazdu na kilka dni i poprowadzenia zajęć z dzieciakami na terenie wsi? Rozwiązań jest mnóstwo, potrzeba nam chętnych ludzi i pieniędzy. Te ostatnie łatwo pozyskać… Czasem mam wrażenie, że znacznie łatwiej niż młodych, pełnych motywacji ludzi…

Serdecznie zapraszam do kontaktowania się i przesyłania pomysłów:

tel: 535-215-166,

e-mail: joanna.nowicka@fecwis.org

Joanna Nowicka

 

„Czasy Liceum Muzycznego”, cz.1 – Lidia Bajkowska

2

To był jeden z najważniejszych dni w moim życiu. Trzęsąc się ze strachu stanęłam przed gmachem Liceum Muzycznego w Warszawie.
- Pewnie nie zdam –  myślałam.
- Może zrezygnować i odebrać papiery?
O warszawskim Liceum Muzycznym mówiono, że to kuźnia talentów i dostać się do tej szkoły jest bardzo trudno.
- Przecież jestem tylko po czterech latach nauki fortepianu w Ognisku. Co z tego, że  przeskoczyłam rok i skończyłam PPSM na Krasińskiego. W sumie w szkole muzycznej, w której prowadzone są również zajęcia z zakresu szkoły ogólnokształcącej,  byłam raptem  dwa lata – rozmyślałam dalej. Ale natychmiast włączał się system obronny i wypierając wcześniejsze wątpliwości  tłumaczyłam sobie, że za to byłam w klasie Krystyny Bocianowskiej, znakomitego i znanego pedagoga. Pani profesor Bocianowska szybko przestawiła mi aparat gry (czyli układ rąk), bo jak każdy nauczyciel fortepianu miała swoje metody nauczania.  Wzięłyśmy się za ambitny repertuar. Ćwiczyłam wtedy w domu nawet po 5 godzin dziennie. Dobrze wypadłam na egzaminie dyplomowym, po którym zapadła decyzja, żebym startowała do Licem Muzycznego.
Tak bijąc się z myślami postanowiłam jednak pójść na ten egzamin i zagrać wszystko co przygotowałam.
Na egzaminy do jedynego wówczas Liceum Muzycznego w Warszawie  przyjeżdżali  najzdolniejsi absolwenci podstawowych szkół muzycznych z całej Polski. Liceum dysponowało też bursą, znajdującą się niedaleko na ulicy Myśliwieckiej.

Pałacyk Rembielińskiego w Warszawie

Oczywiście na egzamin przyszłam jak zwykle w asyście moich rodziców, którzy  jeszcze na dokładkę przyprowadzili moją młodszą siostrę.
- Raz kozie śmierć – powiedziałam i weszłam do budynku, a właściwie do pałacu Rembielińskiego, gdzie od strony frontowej znajduje się portyk koryncki składający się z sześciu kolumn. Bo trzeba wiedzieć, że Liceum Muzyczne mieściło się w Alejach  Ujazdowskich 6 a, przy skrzyżowaniu z ulicą Piękną na przeciwko Parku Ujazdowskiego. Jest to kolejne urzekające miejsce w sercu Warszawy. Neorenesansowy Pałac Aleksandra Rembielińskiego, mylnie nazywany pałacem Lesserów (do których jedynie należał plac), zbudowany w 1859 roku, zniszczony w czasie  II wojny światowej i odbudowany w 1949 roku  -  posiada bogate tradycje historyczne.


„Czasy Liceum Muzycznego”, cz.2 – Lidia Bajkowska

0

Napisany : 17-11-2011 | Przez : Fecwis | W : Książki, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

Stanęłam pod salą egzaminacyjną. W drzwiach ukazał się uśmiechnięty, miły starszy Pan i powiedział moje nazwisko.
Jak się później okazało, był to słynny Aleksander  Jarzębski, dyrektor Liceum Muzycznego. Przestałam się bać i nawet nie speszyła mnie pełna przepychu sala koncertowa ze sceną jak w filharmonii, gdzie odbywał się egzamin  wstępny. Usiadłam do fortepianu i postanowiłam spełnić marzenie swojego życia i uczyć się w tej pałacowej  szkole, jedynej takiej chyba na świecie. Ale żeby marzenie się spełniło, musiałam  zagrać  najlepiej  jak potrafiłam i zdać.

Trzy razy powtórzyłam magiczne słowo, którego nauczyła  mnie jeszcze  w Ognisku profesor Maria Twardowska - spokój, spokój spokój.
Położyłam ręce na klawiaturze i zapomniałam o całym świecie. Byłam tylko ja i fortepian. Zwracałam wtedy  bardzo uwagę na dynamikę, żeby pokazać  wszystkie kontrasty, niuanse, wyczuć klimat każdej frazy i prowadzić jak najpiękniej melodię. I w każdym utworze było coś innego do pokazania, każdy był przecież z innej epoki  i trzeba było zagrać tak, żeby te epoki były rozpoznawalne, że to barok a to romantyzm, a to epoka klawesynu. Program po latach gdzieś się zagubił ale jak zwykle były perliste etiudy, Bach, Scarlatti, Sonata Beethovena, Grieg.
Mój ojciec nie wytrzymał tego stressu i poszedł z siostrą do domu na Bracką. Mama w drugą stronę, do Parku Ujazdowskiego. Przez uchylone okna pałacu Rembielińskiego było słychać każdy dźwięk. Otwierano wtedy okna, bo na ulicy była cisza, spokój, tylko ptaki obudzone wiosennym słońcem śpiewały bez końca. Podobno grałam dobrze – jakbym to nie ja, tylko jakiś zawodowy pianista. Mama uciekła, bo nie chciała słyszeć żadnej pomyłki. Dźwięki fortepianu jednak bezlitośnie goniły ją i goniły, Ucichły dopiero wtedy, kiedy była daleko.

Mapa Warszawy - miejsca, w których przebywała p. Lidia Bajkowska w czasie egzaminów do Liceum Muzycznego

Kiedy wróciła stałam smutna i czekałam  na korytarzu pod jakimś freskiem.
- Jak ci poszło, nie pomyliłaś się? – zapytała strwożona widząc mój smutek na twarzy.
- Wszystko dobrze, ale komisja nie powiedziała  ani słowa na temat gry, tylko podziękowali. Pewnie nie zdałam – powiedziałam.  - Szkoda, bo w parku słyszałam jak pięknie grałaś – wtrąciła.
- To w parku nawet było słychać? – zapytałam zdziwiona.
Z ciężkim sercem wróciłyśmy  do domu. Nie będę opisywać co przeżyłam. Atmosfera była jak w czasie żałoby.

Na ostateczne  wyniki trzeba było czekać parę dni. Trudne to były dni.  Nie sposób było się czegoś  dowiedzieć wcześniej. Krążyłam w kółko między Łazienkami, Parkiem Ujazdowskim i Placem Trzech Krzyży. Wówczas nie było wywieszanych  list, internetu,  jedynie w sekretariacie można było dowiedzieć się czegoś na temat egzaminu i ewentualnie odebrać dokumenty. W końcu przyszedł ten długo oczekiwany dzień. Ojciec zdecydował, że pójdzie sam, dowie się wszystkiego i ewentualnie odbierze papiery.
W kancelarii spotkał dyrektora Aleksandra Jarzębskiego.

Powiedział, że chce odebrać dokumenty bo sądzi, że córka nie dostała się do Liceum Muzycznego.  Spokojny do tej pory dyrektor nakrzyczał na ojca. Powiedział, że nie dość, że córka zdała, to jeszcze jest w pierwszej trójce najlepszych uczniów  do klasy fortepianu. A konkurencja była silna. Zdawała ze mną na fortepian, już wtedy znana, utalentowana Krysia Borucińska i inni sławni dziś muzycy.

„Czasy Liceum Muzycznego”, cz.3 – Lidia Bajkowska

1

Napisany : 19-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Książki, Lidia Bajkowska, wspomnienia Lidii Bajkowskiej

W Liceum na Pięknej, bo tak się zawsze mówiło, były dwie pierwsze klasy. Żeńska i męska. W klasach było nas może po 15 uczniów, a może i  mniej. Byli pianiści, skrzypkowie i dęciaki, jak na tych ostatnich mówiliśmy.
Liceum znajdowało na parterze, a na pierwszym piętrze mieściła się Państwowa Wyższa Szkoła Muzyczna, która podobno „pękała w szwach” i musiano wynajmować sale wykładowe m. in. w Pałacu Sobańskich.

To były wyjątkowe, nadzwyczajne i niepowtarzalne roczniki. Z tego co pamiętam szkołę skończyli: Jerzy Maksymiuk, Andrzej Straszyński, Wanda Borucińska, Joanna Ławrynowicz, Joanna Bruzdowicz, Marta Ptaszyńska, Ewa Wanat, Tadeusz Wojciechowski,  Patrycja Piekutowska, Rafał Kwiatkowski, Krystyna Makowska, Krystyna Borusińska, Magdalena Rezler, Wojciech Rajski, Robert Szreder, Aleksander Migdał, Basia Marcinkowska, Julia Jakimowicz, a Marta Sosińska, absolwentka Liceum  z 1957roku  - zdobyła III Nagrodę na VII Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina.

Orkiestra Liceum Muzycznego w Warszawie - 1960/61

zdjęcie ze zbiorów p. Lidii Bajkowskiej

Być może kogoś pominęłam, być może o kimś  zapomniałam. Ale zawsze można uzupełnić, przecież  tyle lat minęło. Najważniejsze, że moi dawni koledzy, wychowankowie Liceum Muzycznego, są dziś wybitnymi muzykami i wnieśli znaczący wkład w tworzenie polskiej kultury, nauki i sztuki. Mówiąc o wychowankach nie sposób pominąć ich profesorów. W Liceum Muzycznym uczyły największe sławy i autorytety, takie jak profesor Irena Dubiska.
Miałam dużo szczęścia, że na egzaminie wstępnym do Liceum Muzycznego była nieżyjąca już dziś, profesor Natalia Hornowska, która wtedy wykładała w  Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Wybrała mnie do swojej klasy. Byłam jedną z niewielu uczennic, prowadzoną przez profesora wyższej uczelni. Zajęcia z przedmiotów  ogólnokształcących  w Liceum Muzycznym odbywały  w pałacowych komnatach  zamienionych na klasy. Lekcje fortepianu z prof. Natalią Hornowską  miałam popołudniu, w Pałacu Sobańskich, w ślicznej salce na półpięterku, cudownie oświetlonej, z fortepianem, w przylegającej do Pałacu Kordegardzie w Alejach Ujazdowskich.

Pamiętam, że na koniec pierwszej klasy Liceum Muzycznego grałam min. „Rondo-Capriccioso” Feliksa Mendelssohn’a. Po egzaminie wyszła  moja pani profesor i powiedziała, że dostałam  piątkę z minusem – tak długim, jak od Liceum Muzycznego do Placu Trzech Krzyży. Przyznaję, że wtedy trochę za mało ćwiczyłam.
Wolałam słuchać muzyki niż sama grać. Zaczęłam  regularnie  chodzić do Filharmonii, potem  biegałam do Opery i do teatru, który obok muzyki, jest drugą pasją mojego życia. Czasem wydaje mi się, że żyję na pograniczu dwóch światów, muzycznego i teatralnego…

Ale wracając do mojego Liceum Muzycznego to jego historia jest zadziwiająca.
W roku 1950 Profesorowie Ludwik Kurkiewicz i Aleksander Jarzębski powołują Państwowe Liceum Muzyczne przy istniejącej już wcześniej Państwowej Średniej Szkole Muzycznej na ulicy Profesorskiej 6. Dyrektorem zostaje Ludwik Kurkiewicz ( dziś na Profesorskiej 6 znajduje się Ognisko Muzyczne).
Rok później Państwowe Liceum Muzyczne zostaje przeniesione na ulicę Myśliwiecką 14.
W roku 1952 dyrektorem zostaje Aleksander Jarzębski a w 1955 odbywa się pierwsza matura w Państwowym Liceum Muzycznym. W 1957 roku  liceum zostaje przeniesione  z Państwową Wyższą Szkołą Muzyczną do wspólnej siedziby, która odtąd mieści się w Pałacyku na ulicy Pięknej. W roku 1960 obchodzony jest jubileusz dziesięciolecia Państwowego Liceum Muzycznego. 19 grudnia  1962 roku  delegacja z naszego Liceum Muzycznego, czeka z kwiatami na lotnisku  na  ukochanego przez młodzież dyrektora. Pojawia się komunikat, że w katastrofie lotniczej na Okęciu zginął dyrektor Liceum Muzycznego Aleksander Jarzębski.
Do końca roku szkolnego pełniącego obowiązki dyrektora przejmuje Bernard Kubiak.
W 1963 roku  dyrektorem Liceum zostaje Roman Kuklewicz. W 1964 roku następuje  przeniesienie Państwowego Liceum Muzycznego do budynku przy ulicy Krasińskiego l.Dyrektorem zostaje Jerzy Wasiak.
W 1955 roku  połączone zostają Państwowa Podstawowa Szkoła Muzyczna nr 3 im. Karola Szymanowskiego z Państwowym Liceum Muzycznym, a następnie powstaje Państwowa Ogólnokształcąca Szkoła Muzyczna I i II stopnia im. Karola Szymanowskiego. Dalej dyrektorem jest Jerzy Wasiak.

Obecne  Liceum Muzyczne połączone z podstawową szkołą na Krasińskiego, mimo wielu zasług, wychowania plejady znakomitych muzyków, niebywałych osiągnięć nie ma  już nic wspólnego z tamtym Liceum, które było w pałacu Rembielińskiego. Jest to zupełnie nowa szkoła, choć przeniesiona w 1964 roku z Alei Ujazdowskich. Dziś jest inna epoka i klimat jest inny.
Pamiętajmy, że były to jednak czasy komunistyczne. Ale szkoła była elitarna, żyła muzyką, kładziono duży nacisk na naukę języka francuskiego, mieliśmy obowiązkowe koncerty, wspaniałe wycieczki, do Krakowa, Zakopanego, zwiedzanie Atmy – willi  Karola Szymanowskiego.
Tamto Liceum Muzyczne umarło wraz ze śmiercią wspaniałego człowieka, jakim był dyrektor Aleksander Jarzębski. Od lat 90, w siedzibie dawnego Liceum Muzycznego, w Pałacyku Rembielińskiego, mieści się  Związek  Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, i cieszę się, że to piękne miejsce, takiej instytucji przypadło w udziale.

„Uśpiony Wałbrzych” – wspomnienia Agnieszki Kochler

2

Napisany : 14-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, Lidia Bajkowska, projekt pokoloruj świat, wolontariat

Brudny, biedny, zaniedbany, ze zniszczonymi kamienicami w tych dzielnicach,dla mieszkańców których często jedyną rozrywką jest wypicie jednego czy dwóch tanich win, kiedy uda im się sprzedać trochę złomu zdobytego niekoniecznie legalną drogą lub jeżeli uda im się wykopać z „biedaszybów” i również sprzedać za niewielkie pieniądze węgiel, którego trochę tutaj jeszcze zostało po świetnie swego czasu prosperujących kopalniach.
Być może tak właśnie postrzegają to miasto ludzie, którzy są tutaj na jakąś chwilkę… przejazdem… ludzie, którym nie chce się zagłębić w historię Wałbrzycha, dojrzeć jego lepsze strony, bo właściwie po co? Są tutaj przecież tylko przez ten krótki czas, kiedy przejeżdżają kolejne stacje „Wałbrzych Szczawienko”, „Wałbrzych Miasto”, „Wałbrzych Główny”. A ja…? Urodziłam się tutaj.

Pierwsze wspomnienia z dzieciństwa faktycznie kojarzą mi się z kopalniami i górnikami. Jako kilkuletnie dziecko, dreptając beztrosko do przedszkola, ściskając mocno dłoń Mamy, spotykałam ich na ulicach, kiedy zmęczeni ogromnie ciężką pracą wracali z nocnej zmiany z kopalni z czarnymi od węgla otoczkami wokół oczu. Tamten świat wydawał mi się taki szary i smutny… Jednak wspomnienie tamtych obrazów jest dla mnie na swój sposób piękne i do tej pory wzruszające. Mój Dziadek był jednym z Nich…

Zamek Książ
Księżna Daisy

Odmianą w tych odcieniach szarości były dni, kiedy Mama zabierała mnie na spacery do zupełnie innego świata, który był na wyciągnięcie ręki. Spacery po pięknym Parku Książańskim, czy cudownym Zamku Książ do tego stopnia pobudzały wyobraźnię małego dziecka, że wydawało mi się, że jestem jedną z dam dworu Księżnej Daisy, która chowa się przed nami za krzaczkami pąsowych róż na zamkowych tarasach, czy w zaułkach zamkowych komnat lub patrzy na nas z balkonów Sali Maksymiliana…
Innym miejscem moich dziecięcych barw było piękne uzdrowiskowe miasteczko- Szczawno Zdrój. Przepiękny Teatr Zdrojowy z cudną neobarokową salą, kipiącą przepychem zdobień, pijalnia wód mineralnych… Sława, jaką uzdrowisko cieszyło się od dawien dawna ściągała na leczenie wodami mineralnymi wielu możnych i sławnych ludzi. Przebywali tam m.in. Z. Krasiński i H. Wieniawski (który tam także koncertował- stąd od 1966 roku corocznie odywa się festiwal jego imienia), Winston Churchill czy też I.Turgieniew. Warto przypomnieć, że w Szczawnie Zdroju urodził się Gerhart Hauptmann, laureat nagrody Nobla w 1912 r.

Sala Teatru Zdrojowego

Lata mijały szybko i w końcu dorosłam do wieku, w którym Mama stanęła przed wyborem, jaką szkołę wybrać dla swojego dziecka. Dzisiaj, będąc już od kilkunastu lat muzykiem Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu wiem, że wybór Mamy był jak najbardziej trafny i będę Jej za to dozgonnie wdzięczna. Jako siedmioletnie dziecko zdałam egzaminy do Państwowej Podstawowej Szkoły Muzycznej im.St.Moniuszki w Wałbrzychu, do klasy skrzypiec. I nagle świat przybrał zupełnie inne kolory. Muzyka… niekończące się, płynące z każdej strony dźwięki… nie tylko z wnętrza różnego rodzaju instrumentów, które rozbrzmiewały z każdego zakątka szkoły…

Poznając muzykę, ucząc się jej praw, zaczęłam również dostrzegać tak wiele drobnostek w otaczającym świecie, które nagle przestały być szare… mialy różne barwy, odcienie… nie były już odtąd tak smutne, jak wtedy, gdy jako kilkuletnie dziecko widywałam na ulicach zmęczonych górników. Teraz, z perspektywy prawie trzydziestu lat, widzę, że byli Oni jednym z kolorów tego miasta. Jak wielu dzieciom, czy dorosłym świat wydaje się być takim szarym i smutnym, jak mnie wówczas? Z całą pewnością jest ich całe mnóstwo. Zwłaszcza tutaj. W moim mieście, które nie jest martwe. Ono tylko czeka ze swoim wielkim potencjałem, aż ktoś je obudzi…

zdjęcie: Agnieszka Kochler

Agnieszka Kochler

inspiracje do zdjęć:

- Zamek Książ

- Księżniczka Daisy

- Sala Teatru Zdrojowego

Dzień Dobrego Głoda – Akcja Fundacji Razem Lepiej

0

Napisany : 18-11-2011 | Przez : Fecwis | W : akcja charytatywna, Akcje, wolontariat

Fundacja „Razem Lepiej” organizuje prospołeczną akcję pod hasłem „DZIEŃ DOBREGO GŁODA”. Akcja ma za zadanie poszerzyć świadomość społeczną dotyczącą problemu głodu w naszym kraju. Jej głównym celem jest bezpośrednia walka z głodem, a tym samym niesienie pomocy głodującym.

Medialne wsparcie znanych stacji telewizyjnych i radiowych, także prasy i portali internetowych, pomoże nam nagłośnić i rozpropagować kampanię dobrego głodu. Jej nadrzędnym celem jest pomoc najbiedniejszym, szczególnie tym, którzy głodują. Ponadto kampania ma uświadomić społeczeństwu skalę zjawiska głodu w naszym kraju oraz rozbudzić wrażliwość społeczną na ten problem.

Mamy nadzieję, iż z Państwa pomocą uda nam się zainicjować coroczną akcję pod hasłem „DZIEŃ DOBREGO GŁODA”, czyli dzielę się tym, co wydam lub wydałbym jednego dnia na jedzenie. Wystarczy żeby każdy z nas wykazał odrobinę chęci, a uda nam się wspólnie pomóc wielu ludziom! Zaznaczamy, że wszystkie zebrane środki finansowe i materialne, zostaną przeznaczone na pomoc najuboższym.

Oto kilka danych dla uświadomienia problemu głodu na świecie.

Aktualnie 826 mln ludzi na świecie cierpi z powodu głodu lub niedożywienia, w tym 34 mln – w krajach uprzemysłowionych. Co trzeci człowiek na świecie nie dysponuje dostateczną ilością pożywienia, (czyli 2 miliardy ludzi!).

Każdego roku 12 milionów dzieci umiera z głodu.

Aby zaspokoić potrzeby głodujących ludzi, w skali światowej, wystarczy 13 miliardów dolarów, tyle, ile mieszkańcy USA i Unii Europejskiej wydają rocznie na… perfumy.

Właściwie rozwinięte rolnictwo mogłoby wyżywić 12 miliardów ludzi, a więc jeśli jakieś dziecko w tej chwili umiera z głodu, to znaczy, że zostało z premedytacją zamordowane twierdzi Jean Ziegler, specjalny wysłannik ONZ do spraw żywności, a Khalil Girdan dodaje: Nie możesz jeść ponad swój apetyt. Druga połowa bochenka należy do drugiego człowieka i jeszcze trochę powinno zostać dla przypadkowego gościa.

Pod względem liczby niedożywionych dzieci, Polska zajmuje trzecie miejsce w Unii Europejskiej, za Bułgarią i Rumunią. Blisko 2 miliony dzieci w Polsce żyje na skraju nędzy!

My, jako – nie tylko świadomi problemu obywatele, ale zwykli ludzie, którzy potraktują gest podzielenia się „kromką chleba”, jako DAR SERCA – proponujemy, aby „DZIEŃ DOBREGO GŁODA” miał swój finał 4 grudnia 2011 roku.

Zapraszamy na stronę www.ddg.org.pl

LOGIEM FUNDACJI JEST ŁABĘDŹ

Dziennikarz Obywatelski Dariusz Marek Gierej wspiera akcję i apeluje do czytelników o wsparcie prowadzonej akcji.

 

 

 

 

 

Dać szansę na rozwój pasji innym, to inwestycja w lepsze jutro!

2

Napisany : 20-11-2011 | Przez : Fecwis | W : edukacja muzyczna, wolontariat, wykluczenie społeczne

Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnych stereotypów we współczesnym świecie. Mówi się, że Polak to ten, który kradnie, spożywa większe ilości alkoholu albo jest odwiecznie smutny. Doskonale też wiemy, że stereotypy nie są normą wśród społeczeństwa i częściej bliżej im do kłamstwa, niż do prawdy.

Myślę, że niezależnie od narodowości, rasy, wyznawanej religii i innych różnic w społeczeństwie znaleźć można skrajne przypadki ludzi: „zawodowego” złodzieja, nałogowego alkoholika czy człowieka w głębokiej depresji.

zdjęcie: Agnieszka Wodzińska / edit: Dorota Wodzińska

Dostrzec tu można pewną zależność tych trzech przypadków, ponieważ każdy taki człowiek jest osobą nieszczęśliwą. Wiadomym jest także, że na taki, a nie inny stan ich nietrafnego położenia w życiu miało wpływ wiele czynników. Niewątpliwie jednym z nich jest brak możliwości rozwoju osobistego, rozwoju własnych pasji.

Jak silną potrzebą jest samorozwój wiedzą artyści, którzy stracili dłonie i malują ustami, tancerze światowej sławy, którzy korzystają z wózka inwalidzkiego do poruszania się i wygrywają turnieje – tańcząc przy ich użyciu czy muzycy, który stracili, któryś ze zmysłów – wzroku lub słuchu – i pomimo tego nadal tworzą.

Huang Guofu – artysta malujący ustami i nogami.

Emil Malanowski i Martyna Busławska – mistrzowska para tancerzy.

 

 

 

 

 

 

 

Ray Charles – niewidomy pianista i piosenkarz.

Dzięki nim świat jest bogatszy o wytwory ich twórczości, a dzięki tym wytworom artyści czują się spełnieni i szczęśliwi.

Jest niezwykle istotnym, aby dać szansę na realizacje swoich marzeń i pasji ludziom, którzy doskonale wiedzą czego potrzebują, by mogli uśmiechać się każdego dnia. By mogli żyć.

Dorota Wodzińska

 

ANALFABETYZM W MUZYCE! – szokujące fakty o edukacji muzycznej

4

Wszystkie dzieci uwielbiają bawić się przy muzyce, tańczyć i śpiewać. Dlatego należy okres dzieciństwa, który jest okresem optymalnej wrażliwości wykorzystać i szeroko  otworzyć przyszłym melomanom bramy do całego królestwa muzyki pokazując im najpiękniejsze i ponadczasowe dzieła. Im wcześniej tym lepiej.
Bardzo błędne jest twierdzenie, np.”moje dziecko nie ma słuchu”. Każdy zdrowy człowiek ma słuch muzyczny ponieważ ma to zapisane w genach i jest wystarczająco zdolny, żeby śpiewać czy grać na instrumencie.  Tak jak jesteśmy zaprogramowani do nauki języka, tak samo jesteśmy zaprogramowani do nauki muzyki. Jeśli nie wykorzystamy tej szansy, to zmarnujemy ją bezpowrotnie. Dając możliwości uczestnictwa dzieci w kulturze muzycznej, możemy rozwinąć ich zdolności muzyczne, uwrażliwić na sztukę, piękno, dobro. Fascynacja dziecka i zauroczenie muzyką, może mieć wpływ na całe jego dorosłe życie. Znam wielu takich, którzy wprowadzeni przez rodziców jako malutkie dzieci na sale koncertowe, dziś bez muzyki nie mogli by żyć. Jak wielki i dobroczynny wpływ na rozwój duchowy i intelektualny dziecka ma muzyka, jeśli jest mu dobrze, interesująco i z miłością pokazana nie muszę nikogo przekonywać. W naszym kraju, jak i w wielu innych z muzyką jest źle. Ludzie są muzycznie zaniedbani (to samo dotyczy też plastyki). Zawinił tu system oświatowy, brak godzin na przedmioty artystyczne  i  błędne metody nauczania.

Jak pisałam dzieci uwielbiają bawić się przy muzyce, tańczyć i śpiewać. Do czasu, kiedy pójdą do szkoły. Wtedy lekcje muzyki stają się zmorą. Zaczynają muzykę nienawidzić a nauka nut ” z powietrza” jest  dla nich traumą nie do pokonania. I jest to fakt, któremu trudno zaprzeczyć.
Świadomość ludzi związana z dobroczynnym oddziaływaniem muzyki na człowieka jest znikoma. Traktuje się ją w najlepszym przypadku jedynie jako formę rozrywki sięgając nie zawsze po muzykę szlachetną, nie dostrzegając zagrożeń jakie niesie ze sobą słuchanie zbyt głośnej muzyki rockowej lub jeszcze cięższych gatunków. Taki jazgot, błędnie nazwany muzyką, towarzyszy nam na każdym kroku: w galeriach handlowych, restauracjach, płynie z radia.

Niestety Polska to kraj ludzi niewrażliwych na dobrą muzykę, System naszej edukacji muzycznej, a właściwie jego brak, zaprzepaszcza szansę daną nam przez naturę. Od lat walczę, aby zmienić taki stan rzeczy.
Społeczeństwo za wyjątkiem garstki melomanów i bywalców sal koncertowych nie uczestniczy w muzycznym życiu kulturalnym a recitale czy  koncerty symfoniczne odbywają się często przy pustej widowni. Czy musimy być dalej kolejnym pokoleniem głuchych, całkowicie zmarnowanym muzycznie?

Muzyka to taka dziedzina, która łagodzi obyczaje, uwrażliwia na piękno i dobro, jest niezbędna w procesie wychowawczym dzieci i młodzieży, odciąga od złych nawyków i podnosi poziom kultury całego narodu. Dzieci, które uczęszczają do szkół artystycznych, w tym przypadku muzycznych różnią się w większości od tych, co całe dnie spędzają na podwórkach. Kontakt na co dzień ze sztuką bardzo je rozwija: duchowo, emocjonalnie i intelektualnie. Dlaczego wszystkich dzieci nie objąć programem wychowania przez sztukę. Przecież to nie są aż takie koszty, żeby w szkole było więcej godzin  muzyki, plastyki -ale takiej z prawdziwego zdarzenia. Wiadomo, że nie wszyscy muszą zostać wirtuozami, ale mogą być znawcami, koneserami tej pięknej dziedziny, co będzie miało zbawienny wpływ na całe ich młode i dorosłe życie.

Wenezuela wyrwała dzieci z podwórek, narkotyków i band. Stworzyła tysiące orkiestr w cały kraju, Dzieci jeżdżą po świecie, koncertują i odnoszą sukcesy.  Dlaczego nie podnieś kultury muzycznej w Polsce, stworzyć dziecięcych orkiestr, zespołów, teatrów w każdej szkole. Ale czy znajdą się pasjonaci, którzy podejmą takie wyzwanie?

Muzyka kształci też język potoczny, gdyż trudno przebywając w „królestwie muzyki” używać wulgaryzmów.  We wszechobecnej neokulturze język potoczny  patologizuje się coraz bardziej. Młodzież nie potrafi już poprawnie mówić, ich mowa z dnia na dzień ubożeje, ale bogaci się o przekleństwa,  którymi często zaczynają i kończą każde zdanie.

Wprowadzając dziecko w świat muzyki poważnej trzeba pamiętać, że jest to również świat abstrakcji. Nawet najpiękniejsze przykłady muzyczne dobrane do wieku i poziomu najmłodszych, jako samo słuchanie muzyki,  nie zainteresuje je tak, jak  muzyka skorelowana z działaniami plastycznymi, ruchem, tańcem, śpiewem, dramą czy teatrem obrzędowym.
Połączenie muzyki z obrazem zmieniających nieustannie swój kształt i ruch postaci ułatwi dziecku zrozumienie inspiracji, a może też intencji twórczej kompozytora. Przez skojarzenia obrazowe łatwiej można zrozumieć nie tylko świat muzycznej abstrakcji ale też prawa, które ją rządzą.  Nie można z góry zakładać, że muzyka poważna jest dla dziecka za trudna. Dzieci lepiej przyjmują klasykę nawet niż dorośli, co zaobserwowałam w czasie  40 letniej praktyki pedagogiczno – artystycznej.

Moja metoda, polega na tym, ze wprowadzam niepostrzeżenie dziecko w świat dźwięków. W konsekwencji taka percepcja może doprowadzić małego słuchacza do odkrycia przyjemności i radości z niej płynącej. Najlepszy repertuar na tym etapie to utwory programowe, ilustratorskie, nawiązujące do zjawisk przyrody, zdarzeń czy motywy stworzone na podstawie  baśniowych tematów, które wiadomo, że najsilniej działają na psychikę i wyobraźnię dziecka.

Personifikacja pojęć muzycznych pomaga w ich zapamiętaniu, znaczeniu i zrozumieniu roli, jaką odgrywają. Np. muzyczna Baba- Jaga czyli czarownica Fermata, porywała nuty i wydłużała im głosy, bo chciała, żeby były tak długie, jak jej nos. Czarownik Akord natomiast śpiewał głosami nut i to wszystkimi naraz. Raz był okrutnym potworem i wtedy nie potrafił śpiewać tylko fałszował. Innym razem potrafił być dobry i czarujący. Wtedy śpiewał pięknie, czysto a zachwycone nuty same oddawały mu wszystko, co miały najlepszego, swój głos, swój dźwięk..

Wystarczy  45 minut pokazowej, bajkowej lekcji, aby dzieci zagrały w oktawie razkreślnej z nut, na fortepianie czy innym instrumencie klawiszowym, prostą melodię np. ulubionej  piosenki. W końcu w muzyce mamy tylko  7 nut.

Jak ważne jest, żeby dzieci patrząc świadomie na pięciolinie zaśpiewały kolejne dźwięki gamy, jak ważne jest, żeby umiały zagrać proste melodie i piosenki. Dzieci i każdy, kto zrozumie język muzyki i pozna muzyczne abecadło – polubi ten przedmiot. Bo to co się rozumie, to się kocha i jest to prawda stara jak świat. Dziecko jest dumne z siebie, że poznało tajemnicę zapisu nutowego, która od tej chwili jest już i jego tajemnicą, a swoje przecież kocha się najbardziej.

Dam przykład. Jeśli mamy dwie książki jedną w naszym języku a drugą w obcym, którego nie  znamy, to wiadomo, że sięgniemy po tę, którą  możemy przeczytać i taką zaakceptujemy. Podobnie jest z  muzyką.

Głównym atutem mojej metody jest jej INTERAKTYWNOŚĆ. W moich książkach dzieci mogą rysować, kolorować obrazki, wycinać, grać na papierowej  klawiaturze i komponować utworki, są odbiorcami i współtwórcami zarazem.

Z moich bajek o muzyce mogą korzystać wszyscy: rodzice, nauczyciele nauczania początkowego, wychowania muzycznego. Są też pomocą dla nauczycieli w szkołach muzycznych, uczniów ognisk muzycznych czy innych uczęszczających na zajęcia artystyczne do różnych placówek kulturalno oświatowych.. Wyczytałam na stronach internetowych, że np. „Bajka o Piosence i nutkach” jest ukochaną przez dzieci bajką na dobranoc.

Nawet ci, którzy  nie znają ani jednej nuty, nauczą się wraz z dziećmi  całego alfabetu muzycznego, jeśli zechcą  pracować na moich książkach.
Raz jeszcze nadmienię, że wszystkie moje bajki, książki, kolorowanki czy podręczniki  są uniwersalnymi  pozycjami dla każdego i na każdą okazję. Mimo dużego  ładunku edukacyjnego mogą też być ciekawymi lekturami.

Lidia Bajkowska – pisarka, autorka bajek muzycznych, pedagog, muzyk.

Więcej na temat Metody Lidii Bajkowskiej oraz jej samej możecie się Państwo dowiedzieć na stronie: www.lidiabajkowska.pl

Nauka przez zabawę – wywiad z Lidią Bajkowską

1

Wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci zawsze były szczęśliwe i uśmiechnięte. Kolorowanka muzyczna robi na maluchach wielkie wrażenie, dzięki niej jesteś w stanie podarować dzieciom w swojej gminie uśmiech i szczęście. Za niewielką kwotę możesz zamówić muzyczne kolorowanki z logo gminy, organizacji, firmy, przedszkola. Zrób dzieciom ten wyjątkowy prezent!

Wszystkie niezbędne informacje o muzycznej kolorowance znajdziesz na stronie Pokoloruj Świat: www.pokolorujswiat.pl

Kolorowanka muzyczna została opracowana na podstawie metody Lidii Bajkowskiej. Grafika została wykonana przez Agatę Plewicką. Akcję Pokoloruj Świat wspólnie z zespołem koordynatorów i wolontariuszy prowadzi Joanna Nowicka. Muzyczna kolorowanka jest dostępna również w języku angielskim. Jest to akcja Fundacji Europejskiego Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych im. prof. Kazimierza Twardowskiego.

Z Lidią Bajkowską, muzykiem, autorką edukacyjnych bajek muzycznych dla dzieci, rozmawiamy o muzycznej kolorowance:

- Na czym polega Twoja metoda edukacyjna w nauczaniu muzyki?

Moja metoda polega na tym, że poprzez skojarzenia obrazowe i zabawę wprowadzam niepostrzeżenie dziecko w świat dźwięków,. Dzieci przyswajają sobie podstawowe terminy muzyczne, a dzięki personifikacji są w stanie bardzo szybko nauczyć się abecadła muzycznego. Niestety funkcjonujące do tej pory systemy okazały się nieskuteczne (m.in. fonogestyka). Dlaczego mamy utrudniać i robić dzieciom mętlik w głowach, skoro można tak łatwo wprowadzić je w świat królestwa muzyki? Czy musimy zachwycać się automatami Suzuki i preferować metodę beznutową, która w konsekwencji dalszej nauki okazuje się przeszkodą w czytaniu z nut a wista?

Wystarczy 45 minut pokazowej, bajkowej lekcji prowadzonej moją metodą, aby dzieci zagrały w oktawie razkreślnej z nut, na fortepianie czy innym instrumencie klawiszowym, prostą melodię np. ulubionej piosenki. W końcu w muzyce mamy tylko 7 nut. Pragnę zaznaczyć, że naukę gry powinno zacząć się od instrumentów klawiszowych, gdzie są już gotowe dźwięki. Dziecku łatwiej przyswoić sobie wtedy abecadło muzyczne. Dzieci wychowane na mojej „Bajce o Piosence i nutkach”, nagrodzonej przez Ministra Kultury i sztuki oraz rekomendowanej przez UNICEF, mają dobrze opanowaną klawiaturę i same zaczynają układać proste melodie, które zapisują na pięciolinii.  Piszą też piosenki  z muzyką i słowami, czego przykładem jest  książka „Zaczarowane pianino”. Dzieci i każdy, kto zrozumie język muzyki, i pozna muzyczne abecadło, polubi ten przedmiot. Bo to, co się rozumie, to się kocha i jest to prawda stara jak świat. Atutem opisanej metody jest też jej INTERAKTYWNOŚĆ. W „Bajce o piosence i nutkach” , „Zaczarowanym pianinie”, czy najnowszej „Muzycznej Kolorowance”, dzieci mogą rysować, kolorować obrazki, wycinać, grać na papierowej klawiaturze i komponować krótkie, proste utwory, są odbiorcami i zarazem współtwórcami.

- Jaką muzykę wykorzystujecie z kolorowanką muzyczną?

Zdecydowanie do kolorowanki muzycznej powinno się wykorzystywać muzykę poważną.

Wprowadzając dziecko w świat takiej muzyki trzeba pamiętać, że jest to również świat abstrakcji. Nawet najpiękniejsze przykłady muzyczne dobrane do wieku i poziomu najmłodszych, jako samo słuchanie muzyki, nie zainteresują je tak, jak muzyka skorelowana z działaniami plastycznymi, ruchem, tańcem, śpiewem, dramą, czy teatrem obrzędowym. I właśnie kolorowanka spełnia tę rolę. Połączenie muzyki z obrazem ułatwi dziecku zrozumienie intencji twórczej kompozytora. Przez skojarzenia obrazowe można łatwiej zrozumieć nie tylko świat muzycznej abstrakcji, ale też prawa, które nimi rządzą.  Nie można z góry zakładać, że muzyka poważna jest dla dziecka za trudna. Dzieci nawet lepiej przyjmują klasykę niż dorośli.

- Jakie są pierwsze efekty?

Cóż mogę napisać. Uczone moją metodą dzieci już w wieku 3 lat czytają nuty i potrafią zagrać z nich na fortepianie proste melodie. Mam dwu i pół letniego ucznia, który bezbłędnie i ze zrozumieniem czyta nuty, chociaż jeszcze nie zna liter i cyfr. Uczę go przez zabawę, a kolorowanka z kontrastami, jako pomoc wyjściowa, bardzo mi w tym pomaga. Nadmieniam, że wczesną edukację muzyczną zaczynam, jak już mówiłam, od fortepianu a to z prostej przyczyny, że instrument ten ma już gotowy dźwięk. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki i dobroczynny wpływ na rozwój dziecka ma muzyka i jak bardzo rozwija je duchowo, emocjonalnie i intelektualnie. Powinno się wszystkie dzieci obowiązkowo objąć programem wychowania przez sztukę. Wiadomo, że nie wszyscy muszą zostać wirtuozami, ale mogą być znawcami, koneserami tej pięknej dziedziny, co będzie miało zbawienny wpływ na całe ich młode i dorosłe życie.

- Jak reagują dzieci i wychowawcy na innowacyjną metodę poznawania świata poprzez muzykę i paletę barw?

Wręcz entuzjastycznie. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała możliwość przedstawienia wszystkich recenzji, opinii znawców sztuki, autorytetów w dziedzinie muzyki, nauczycieli, rodziców i samych dzieci. Wystarczy sięgnąć do opinii, które znajdują się w internecie. Rodzicie piszą, że dzieci nie chcą zasnąć, jak im nie przeczytają „Bajki o Piosence i nutkach”, że jest to ich ukochana książka, najpiękniejsza bajka muzyczna jaką czytali. I kto by pomyślał, że jest to też zatwierdzony przez MEN podręcznik. Tak samo film TV „Porwanie nutki” dzieci oglądają na okrągło, można zobaczyć na FB wpisy m.in. Magdaleny Wasińskiej i innych rodziców. Wszystkie moje książki są ukochane przez dzieci, wiem o tym dobrze, bo z nimi pracuję na co dzień.

Z moich książek mogą korzystać wszyscy: rodzice, nauczyciele nauczania początkowego, jak również wychowania muzycznego w młodszych klasach szkoły podstawowej. Są one też pomocą dla nauczycieli w szkołach muzycznych, uczniów ognisk muzycznych, czy innych uczęszczających na zajęcia artystyczne do różnych placówek kulturalno oświatowych. Z powodzeniem „Bajka o Piosence…” może służyć nauczycielom w zerówkach, a jej wybrane treści mogą być wykorzystane w trakcie zajęć nawet w grupie najmłodszych dzieci. Poza tym bajka ta jest ukochaną przez dzieci bajką na dobranoc. Nawet ci, którzy nie znają ani jednej nuty, nauczą się wraz z dziećmi całego alfabetu muzycznego, jeśli zechcą pracować na mojej metodzie.

Raz jeszcze nadmienię, że cała moja twórczość: bajki, książki czy podręczniki są uniwersalnymi pozycjami dla każdego i na każdą okazję. Mimo dużego ładunku edukacyjnego mogą też być ciekawymi lekturami.

Za „Bajkę o Piosence i nutkach”, wydaną w 1992 roku przez Wydawnictwo PWN, Lidia Bajkowska otrzymała nagrodę Ministra Kultury i Sztuki. Książkę rekomendowało Ministerstwo Edukacji Narodowej jako podręcznik. Objęta była Funduszem Wspierania Literatury Polskiej i wpisana jest na prestiżową listę Instytutu Książki.

W 1995 roku „Bajka o piosence i nutkach, za szczególne walory edukacyjne przyjazne każdemu dziecku, walory merytoryczne, metodyczne, literackie i graficzne, została wyróżniona i sygnowana przez UNICEF wpisem i znakiem graficznym do książki. Kolejne publikacje: „Zaczarowane pianino”, „Porwanie Królewny Nutki” i „Teatr Marzeń” wydało Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Książki muzyczne L. Bajkowskiej cieszą się uznaniem, jako nowatorskie i skuteczne.

Bajka „Porwanie królewny Nutki” posłużyła jako scenariusz do sztuki teatralnej „Porwanie Nutki”, której premiera odbyła się w 1998 roku w Teatrze Młodego Widza TVP2, w reż. Leny Szurmiej, z muzyką Piotra Rubika i scenografią Julity Sander. W spektaklu wystąpili m.in. Joanna Trzepiecińska, Artur Żmijewski, Karolina Dryzner, Paweł Deląg, Agnieszka Sitek oraz Ewa Porębska w postaci królewny Nutki.

WARTO ZOBACZYĆhttp://www.youtube.com/watch?v=qOToSbYII6Y&feature=relmfu

To nie Fundacja Europejskiego Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych im. prof. Kazimierza Twardowskiego daje dzieciom Muzyczne Kolorowanki. Robią to ludzie tacy, jak Ty. Ludzie, dzięki którym świat staje się przyjazny i lepszy.

Wpłać dowolną kwotę, na konto Fundacji z dopiskiem kolorowanka. Szczegóły: www.fecwis.org

Wszystkie niezbędne informacje o muzycznej kolorowance znajdziesz na stronie Pokoloruj Świat: www.pokolorujswiat.pl

 

Wywiad przeprowadził: Dariusz Marek Gierej

 

„Uśmiech za kilka słów” – pierwsza odsłona projektu Fundacji FECWIS

1

Dzień 21 listopada, to dzień uznany za Światowy Dzień Życzliwości. Jest to więc dzień, w którym powinniśmy z szczególną intensywnością dzielić się uśmiechem z innymi. Jest to dzień, w którym udało nam się rozweselić pierwsze twarze dzieci z Kliniki Onkologii i Hematologii Dziecięcej, przy ul. Bujwida 44 we Wrocławiu! A wszystko w ramach Akcji POKOLORUJ ŚWIAT – Uśmiech za kilka słów.

Każde dziecko otrzymało od nas w prezencie własnoręcznie napisany list od serca, kolorowankę muzyczną oraz magnes z Logo akcji POKOLORUJ ŚWIAT. Pomimo ciężkiej sytuacji zdrowotnej, w jakiej znajdują się dzieci, udało się nam na chwilę zarazić je uśmiechem i oderwać od codzienności.

fot. Dorota Wodzińska

Ania Łacwik i Asia Zylińska (studentki AWF we Wrocławiu) oraz Magdalena Krupa i Dorota Wodzińska rozdawały dziś UŚMIECH chorym dzieciom.

Przemek i Dorota / fot. Magdalena Krupa

Kubuś z Anią / fot. Dorota Wodzińska

Julitka z Asią / fot. Dorota Wodzińska

Wesoły Kubuś z kolorowanką / fot. Dorota Wodzińska

Jednak na tym nie kończy się nasze działanie. Już niebawem odwiedzimy Klinikę z kolejnymi wolontariuszami, żeby zarażać dzieci UŚMIECHEM i kolorować ich świat!

Zachęcamy do śledzenia przebiegu wydarzeń na naszej stronie!

Magdalena Krupa i Dorota Wodzińska – koordynatorki projektu

Głosuj na Mariusza!

2

Napisany : 23-11-2011 | Przez : Fecwis | W : Książki, projekt pokoloruj świat, wolontariat, wykluczenie społeczne

Mariusz Dybizbański od kilku miesięcy bardzo aktywnie – oczywiście w miarę możliwości- działa w Fundacji Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych im. prof. Kazimierza Twardowskiego jako jeden z koordynatorów. Wspólnie z Mariuszem organizujemy imprezy dla dzieci i młodzieży z domów dziecka oraz z innych placówek opiekuńczo-wychowawczych w ramach projektu „Pokoloruj Świat”. Sam projekt ma na celu walkę z wykluczeniem społecznym, szerzenie edukacji, ale również ma sprawić, że na twarzach wszystkich uczestników akcji pojawi się uśmiech i radość!

Mariusz zajmuje się prowadzeniem warsztatów artystycznych, w szczególności są to warsztaty muzyczne. W latach 90’tych Mariusz był jednym z bardziej znanych dj’ów w Polsce, jako bardzo młody chłopak interesujący się muzyką pracował jako dj w wielu klubach i lokalach. Skończył liceum fotograficzne, kręci też profesjonalne filmy z każdej realizowanej imprezy.

Od kilku miesięcy dzięki zaangażowaniu Mariusza udało nam się zrealizować już pięć odsłon projektu „Pokoloruj Świat”. Kolorowaliśmy Świat dzieciakom w Wojewódzkim Szpitalu we Włocławku, w Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej we Włocławku, w Domu Dziecka w Lubieniu Kujawskim, w Domu Dziecka nr 2 i 3 w Poznaniu oraz w Domu Dziecka „Pod Magnolią” w Gdyni.

Już za chwilę Mariusz będzie brał udział w ogólnopolskiej zbiórce żywności, która organizowana jest przez Bank Żywności w Poznaniu. Z zebranych darów chcemy przygotować świąteczne paczki dla dzieci z placówek, które odwiedziliśmy.

Mariusz został nominowany w plebiscycie na Wolontariusza Roku, który organizowany jest przez Włocławskie Centrum Wolontariatu.

Możecie na niego zagłosować klikając link: http://q4.pl/?id=81

Mimo wszystko działalność Mariusza jest ograniczona – odbywa on karę pozbawienia wolności w Zakładzie Karnym we Włocławku. Czy w plebiscycie nie może wygrać bo jest skazanym? Jestem przekonana, że Mariusz robi więcej niż wielu ludzi, którzy mają nieograniczony dostęp do wszystkiego, co jest poza murami więzienia.

Głosuj na Mariusza!

 

Metoda Lidii Bajkowskiej – artykuł Agnieszki Kochler – część 1

3

Metoda nauczania muzyki Lidii Bajkowskiej została sprawdzona w wieloletniej praktyce pedagogicznej i daje bardzo dobre wyniki. Znawcy sztuki twierdzą, że jest ona niepodważalna i wzorcowa.

Autorka, muzyk, fachowiec  i wieloletni pedagog pokazuje, jak uczyć najmłodszych muzyki przez zabawę, gry dramowe, skojarzenia obrazowe, personifikację.

Dzieci szybko przyswajają sobie podstawowe terminy, uczą się abecadła muzycznego, potrafią ze zrozumieniem zagrać z nut proste melodie w oktawie, rozbudzają w sobie zamiłowania muzyczne i zainteresowania tą dziedziną sztuki, poznają dzieła klasyki.

Metoda ta opisana jest m. in. we Wskazówkach metodycznych do Bajki  o Piosence i nutkach wydanych przez PWN oraz pokazana w książkach, bajkach i podręcznikach do muzyki,  które oprócz rekomendacji UNICEF’u z wpisem z znakiem graficznym do Bajki o Piosence i nutkach,  mają bardzo dobre opinie  również recenzentów z MEN’u. Twórczość Lidii Bajkowskiej, która jest również  prekursorką muzycznych  zerówek w Polsce, zamiast egzaminów wstępnych do szkół artystycznych,  została nagrodzona m. in. przez  Ministra Kultury i Sztuki i rekomendowana przez MEN i UNICEF. Publikacje  Lidii Bajkowskiej takie jak „Zaczarowane pianino”, „Porwanie królewny nutki”  (w tym film TV), „Teatr marzeń”, „Sen o muzyce”, Kolorowanki muzyczne łącznie z pakietem edukacyjnym i płytą CD - zachwycają każdego czytelnika i są ulubionymi książkami i bajkami dla dzieci.

Od początku powstawania metody, Autorka przyznała, że  kieruje się Korczakowską Ideą – z której m. in. wyrosła pedagogika zabawy. Słynne cytaty: „Pozwólmy dzieciom  błądzić i radośnie dążyć do poprawy” czy inne „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały światpowinny być drogowskazami dla każdego nauczyciela w  pracy z dziećmi.
Niezmiernie cieszę się, że rok 2012 będzie Rokiem Korczakowskim. Edukacyjna  droga, którą wskazywał ten wielki pedagog zawsze  prowadziła do osiągnięcia celu i najlepszych rezultatów w wychowaniu i nauczeniu dzieci.

Na pytanie, jak ma się  metoda Lidii Bajkowskiej  do aktualnie obowiązującej podstawy programowej Autorka powiedziała, że respektuje wszystkie wytyczne aktualnej podstawy programowej a jej Program nauczania muzyki na I-szym etapie edukacji zintegrowanej (gdyż taka obecnie obowiązuje) w klasach 1-3 nauczania początkowego ma bardzo dobre oceny i recenzje napisane przez rzeczoznawców z MEN – (m. in. Stefana Olberta, Teresy Cichosz). Program obejmuje również zerówki i  starsze grupy przedszkolne, gdzie krok po kroku pokazuje on, jak najmłodsi  pozyskują kompetencje w poznaniu i zrozumieniu muzyki, poznaniu alfabetu muzycznego w zakresie oktawy, umiejętności zagrania z nut na instrumencie klawiszowym (sztabkowym) prostych melodii (w 3 klasie już  na flecie prostym).

W programie szczegółowo opisane są zadania szkoły (przedszkola-zerówki) przygotowujące  dziecko do edukacji muzycznej opartej na tej wspaniałej metodzie. Podane są cele kształcenia artystycznego, takie  jak intelektualne, artystyczne i wychowawcze, oraz rozszerzona ich charakterystyka w rozdziałach wiadomości, umiejętności, postawy.

Podobnie opisane są standardy wymagań, które również dotyczą wiadomości, percepcji,  umiejętności.  Nauczanie muzyki od podstaw  w zakresie czynnościowo – praktycznym oraz w  zakresie pojęć i wiadomości to zdobywanie coraz większych kompetencji i pokonywanie kolejnych stopni trudności głównie poprzez zabawę, skojarzenia obrazowe, personifikację, działania plastyczne, ruchowo – rytmiczne, grę na instrumentach, śpiew, percepcję muzyki, działania dramowe. Cały  zakres  czynnościowo – praktyczny przedstawiony w programie obejmuje: odtwarzanie (a), tworzenie(b)  i percepcję muzyki(c)

Poniżej zacytuję fragment programu Lidii Bajkowskiej dotyczący opisu realizacji treści programowych i pozyskiwanych kompetencji, kolejno, krok po kroku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Agnieszka Kochler – muzyk
CDN.

Metoda Lidii Bajkowskiej – artykuł Agnieszki Kochler – część 2

1

I ) ZAKRES CZYNNOŚCIOWO – PRAKTYCZNY

a) Odtwarzanie muzyki -  1) śpiew i mowa:
kształcenie i rozwijanie słuchu dziecka – intonacyjnego, tonalnego i rytmicznego,  kształcenie i rozwijanie  głosu dziecka poprzez śpiewanie prostych wokaliz, ćwiczenie oddechów, ćwiczenie dykcji, nauka  piosenek z akompaniamentem nauczyciela (muzyka żywa lub z płyt) lub bez,  z akompaniamentem własnym  dzieci- instrumenty perkusyjne, z zabawą ruchowo – rytmiczną, inscenizacją;

śpiewanie piosenek z zastosowaniem  kontrastów dynamicznych i agogicznych, rytmizowanie tekstów, ćwiczenia tekstów z dykcją, z prawidłowymi  oddechami, akcentami w wyrazach, prowadzenie ożywionych dialogów z ruchem, gestem, mimiką związanych z treścią literacką utworów lub nastrojem z muzyką.

a) Odtwarzanie muzyki -  2) gra na instrumentach:

gra na instrumentach niemelodycznych prostych schematów rytmicznych (powtarzanie), gra akompaniamentów do zabaw i piosenek z dynamiką i agogiką, gra kolejnego szeregu dźwięków gamy C-dur do góry i w dół na dzwonkach diatonicznych i chromatycznych, zabawy z budowaniem klawiatury, zabawy ruchowe na muzycznej drabinie (pięciolinii), poznanie alfabetu muzycznego (personifikacja), samodzielne granie z nut  prostych melodii w C-dur (na dzwonkach chromatycznych  lub instrumencie klawiszowym), granie akompaniamentu zapisanego wartościami rytmicznymi,  gra na flecie prostym, dopiero wtedy, gdy dzieci opanują grę na instrumentach klawiszowych w zakresie oktawy: c1 -c 2  (instrumenty klawiszowe, są  łatwiejsze, mają gotowy dźwięk), granie zespołowe: łączenie perkusji z instrumentami sztabkowymi, klawiszowymi i fletami.

a) Odtwarzanie muzyki – 3) ruch przy muzyce:

maszerowanie (realizacja ćwierćnut), bieganie (ósemek), ze zmianami kierunków i układu przestrzennego,  bez instrumentów, z instrumentami perkusyjnymi (marsz  – bębenki, bieg – kołatki), realizowanie ćwiczeń z rozplanowaniem ruchu w przestrzeni, ćwiczenia ruchowo – rytmiczne, na zmianę dynamiki, tempa, reagowanie na wysokość dźwięku, wykonywanie zabaw ruchowo-rytmicznych do treści piosenek, utworów muzycznych, ruch ze śpiewem, realizowanie ruchem tematów rytmicznych, pokazywanie ruchem wartości rytmicznych,  tańce ludowe, klasyczne, współczesne.

b) Tworzenie muzyki – 1) śpiew i mowa:

improwizowanie tekstu i melodii,  improwizowanie melodii do tekstu, improwizowanie śpiewem odpowiedzi na zadane śpiewem pytania, kończenie głosem fragmentów frazy muzycznej zaśpiewanej przez  nauczyciela, improwizowanie odpowiedzi rytmicznych na zadane rytmiczne pytania, pisanie własnych tekstów do piosenek, układanie rytmu i melodii do danego tekstu,  improwizowanie dialogowe dzieci, wymyślanie zakończenia bajki.

b) Tworzenie muzyki – 2) gra na instrumentach:

improwizowanie ilustracji dźwiękowych do treści literackich ( bajek, legend, wierszy):  na instrumentach perkusyjnych, tworzenie różnych efektów akustycznych, naturalnych (klaskanie, tupanie, klaskanie, syczenie itd), specjalnych (szeleszczący papier, dźwięk wody w butelce itd), pokazywanie w improwizowanych ilustracjach dźwiękowych dynamiki, agogiki, układanie improwizacji rytmicznych na instrumentach perkusyjnych na dowolny temat rytmiczny, układanie prostych akompaniamentów do piosenek  i zabaw ruchowych, układanie melodii na instrumentach sztabkowych (diatonicznych, chromatycznych), na dowolny lub podany temat, tworzenie muzyki ilustratorskiej do przedstawień, stosowanie akustycznych  efektów specjalnych i nagrań dźwiękowych, przetwarzanie tematów rytmicznych, tworzenie improwizacji rytmicznych, tworzenie formy AB, ABA i ronda w improwizacjach instrumentalnych, komponowanie  piosenek i krótkich utworków opartych na materiale dźwiękowym gamy C-dur i zapisywanie ich nutami.

b) Tworzenie muzyki – 3) ruch  przy muzyce:

ilustrowanie ruchem różnych zabawek i postaci,  interpretowanie tematu rytmicznego w improwizacji  ruchowej i zmian tempa, interpretowanie ruchem treści literackich (np. Baba Jaga na miotle) i muzycznych (preludium deszczowe F.Chopina), wykonanie improwizacji ruchowych w określonym metrum np. 2/4,  3/4  tworzenie formy  w improwizacji ruchowej AB, ABA  i ronda, pokazywanie ruchem kontrastów agogicznych (zabawa ruchowa-pan Rozpędek), robienie dłuższych ilustracji ruchowych do fragmentów utworów programowych, interpretowanie ruchem tematów rytmicznych.

b) Tworzenie muzyki – 4) twórczość literacko – plastyczna dzieci inspirowana muzyką

malowanie muzycznych kontrastów (muzyki wesołej i smutnej, głośniej i cichej, wolnej i szybkiej, dźwięków wysokich i niskich), układanie własnej bajki do utworu muzycznego, układanie wierszyka lub opowiadania do  słuchanej muzyki, tworzenie scenografii do wystawianych muzyczno – literackich widowisk (Porwanie Rusałki z Teatru Marzen), pisanie tekstów do własnych piosenek, układanie scenariuszy teatralnych  inspirowanych muzyka programową (koncerty teatralne), przygotowanie galerii prac inspirowanych muzyką.

c) Percepcja muzyki:

rozpoznawanie brzmienia instrumentów perkusyjnych, fortepianu, instrumentów smyczkowych, dętych, odróżnianie muzyki wokalnej i instrumentalnej, solowej i zespołowej, rozpoznawanie głosów z otoczenia, zjawisk akustycznych, głosów przyrody (śpiew ptaków, mowa zwierząt), rozpoznawanie dźwięków wysokich i niskich w ćwiczeniach i utworach instrumentalnych, rozpoznawanie dwóch rodzajów głosów- sopranu i basu, rozpoznawanie tonacji durowej i molowej, dynamiki forte i piano, rozpoznawanie tempa wolnego i szybkiego, odgadywanie treści w utworach programowych (Kukułka L.C. Daquina) rozpoznawanie dźwięków wyższych i niższych, melodii wznoszącej się i opadającej, rozpoznawanie metrum, 2/4 i 3/4, rozpoznawanie polki, walca, poloneza, kujawiaka, rozpoznawanie muzyki poważnej (W.A. Mozarta, F, Chopina) ludowej, współczesnej, rozrywkowej, określenie nastroju słuchanych utworów.

 

 

 

 

 

 

 

Agnieszka Kochler – muzyk

CDN.

Metoda Lidii Bajkowskiej – artykuł Agnieszki Kochler – część 3

1

II) ZAKRES POJĘĆ I WIADOMOŚCI  

Dzieci objęte przedszkolną i wczesnoszkolną edukacją muzyczną dzięki zabawie, skojarzeniom obrazowym, personifikacji poznają i przyswoją  sobie  szybko nowe pojęcia i  wiadomości.. Pojęcia te to nazwy instrumentów, tańców, utworów muzycznych, kontrastów muzycznych takich jak: dur – moll, forte- piano, lento – presto, sopran – bas, nazwy związane z klawiaturą, zapisem nutowym na pięciolinii (w tym nazwy  7 nut literowych i solmizacyjnych), wartości nut, nazwiska kompozytorów, określenia wykonawcze, związane z koncertami (scena, wirtuoz, orkiestra symfoniczna itd).

W programie nauczania muzyki przedstawiony jest materiał repertuarowy obejmujący piosenki, utwory instrumentalne, i utwory wokalno -  instrumentalne do słuchania z klasyki dziecięcej.

opisie procedur osiągania celów, zostały również  wymienione dotychczasowe metody, z których nauczyciele często korzystają, takie jak metoda C.Orffa, E. Dalcroze’a, Z. Kodalya,  E.Gordona. Dla Lidii Bajkowskiej wymienione metody nie są  bazą indywidualnych zasad uczenia się dziecka. Stosowane są tylko do określonej formy, gwarantując uczniowi jeszcze lepszy rozwój zdolności muzycznych, nabycie wiadomości i umiejętności.

Z metody C. Orffa i jego instrumentarium Lidia Bajkowska korzysta najczęściej i to w ilustracjach instrumentalnych, w odtwarzaniu i tworzeniu muzyki.
Metoda E. Dalcroze’a i jego muzyczna mowa ciała również służy dzieciom w tworzeniu ilustracji muzyczno – ruchowo – dźwiękowych,  w zabawach, grach ruchowych, ilustracjach instrumentalnych do piosenek  czy do przedstawień.

Lidia Bajkowska jest wręcz entuzjastką nauczania polimetodycznego, polegającego na łączeniu różnych metod pod względem treści i formy w spójny system, ale bardziej opiera się na tradycjach polskiej szkoły, sięgającej epoki romantyzmu i jeszcze wcześniej. Królują zawsze na jej zajęciach instrumenty klawiszowe. Uważa, że fortepian jest narodowym symbolem naszej muzycznej  kultury i nawet w przedszkolu czy w czasie wychowania muzycznego powinno się dzieci z nim oswoić. Szkoda, żeby był tylko zarezerwowany dla dzieci ze szkół muzycznych i  jak nauka na nim, traktowany jak tabu,  tylko dla wtajemniczonych.

Metoda Lidii Bajkowskiej jest  przyjazna dzieciom i bardzo skuteczna. Zachęcone, zaciekawione,  rozbudzają swoje zamiłowania i talenty, i same garną się grania na  fortepianie. Dzięki wcześniej opisanym bajkowym metodom niepostrzeżenie wchodzą do bajkowego  królestwa dźwięków i w  bardzo krótkim czasie poznają alfabet muzyczny (Bajka o Piosence i nutkach), grają z nut proste utworki, komponują melodie, piszą do nich słowa, układają własne piosenki (Zaczarowane pianino).

Na pytanie czy metody Z. Kodaly’ego, w tym fonogestyka, są pomocne w takich zajęciach z najmłodszymi Autorka zaprzecza. To utrudnienie. Nuty napisane na pięciolinii, znajdujące się w konkretnych stałych miejscach na klawiaturze są do zapamiętania. Bajkowo pokazane, personifikowane stają się przyjazne dziecku, które się  z nimi utożsamia. Nazw dla nut  w muzyce jest tylko siedem, a dziecko na tym etapie grać będzie w oktawie, więc sobie doskonale poradzi.. W fonogestyce „nuty są  brane z powietrza” i zupełnie niezrozumiałe również dla wielu dorosłych, jak wcześniej wprowadzona przed nazwami literowymi  solmizacja czy  gra na flecie, z którego to instrumentu  najmłodsi muszą z wielkim wysiłkiem wydobyć czysty dźwięk. Przeważnie  ich małe palce nie kryją fletowych  otworów, nagminnie fałszują, psują sobie słuch, zniechęcają do grania i do muzyki. Klawisz czy sztabka ma dźwięk gotowy. Dlaczego nie pomóc dzieciom i odbierać im radość muzykowania i  skazywać na katorgę. Mamy uczyć bawiąc najmłodszych i tego trzeba się trzymać a nie pogłębiać jeszcze trudy poznania i tak abstrakcyjnej dziedziny, jaką jest muzyka.

W dalszej części programu Lidia Bajkowska umieszcza szczegółowy opis osiągnięć ucznia. Jest to nic innego jak potwierdzenie, że to wszystko, co Autorka  proponuje w zakresie czynnościowo – praktycznym oraz w  zakresie pojęć i wiadomości obejmującym:  odtwarzanie, tworzenie  i percepcję muzyki zostało zrealizowane.

Kończąc czytać ponad stu stronicowy autorski Program Lidii Bajkowskiej zwróciłam uwagę, na ciekawie  przedstawione oceny opisowe tak, żeby zachęcały dzieci i na opisy taki samych sposobów kontroli osiągnięć  uczniów.
Znakomite zajęcia, jak wynika z treści programowych cechuje wizualizacja muzyki w opracowaniu plastycznym pojęć muzycznych, fabulacja narracji muzycznej, określenia zdarzeń i ich sensu działań artystycznych. Baśniowy realizm i odczuwanie przez  dziecko procesów czasowych w logicznym toku powstawania utworu muzycznego, jako czasu teraźniejszego, pozwala mu utożsamić się ze wszystkimi postaciami z muzycznych bajek i wejść w ich nadrealny świat zdarzeń.  Lista miejsc akcji (Las Muzyczny, Dolina Ciszy, Symfonia – stolica Muzycznego Królestwa i wiele innych zachęcają samą treścią literacką, tak jak postacie – bohaterowie książek i bajek (m. in. Królowa Gama, Król Pasaż, Muzyczna Baba Jaga -  Fermata, Czarownik  Akord, dzieci o wdzięcznych imionach: Melodia, Rym, Piosenka, Aria i Ton itd).

Program zawiera  jeszcze opisy, jak pracować z poszczególnymi podręcznikami, ma gotowe scenariusze do wybranych  lekcji i zajeć m. in. wprowadzających naukę kontrastów muzycznych i nut. Bogactwo niewyczerpalnych   pomysłów zawartych w  scenariuszach inspiruje nauczycieli  do nowych, oryginalnych zajęć i sprawi, że  staną się one przyjemne, ciekawe i wartościowe. Dzięki takiej metodzie i edukacji można wychować pokolenia, dla których muzyka będzie czymś więcej w życiu niż jest teraz.

Nawiążę  jeszcze do Scenariuszy do „Kolorowanki muzycznej„, które powstały z myślą o nauczycielach zerówek, wychowawcach przedszkoli, instruktorów i tych wszystkich, którzy zajmują się nauczaniem muzyki najmłodszych. Scenariusze zawierają 6 gotowych przykładów zajęć prowadzonych z wykorzystaniem „Kolorowanki muzycznej ” i specjalnie do niej nagranej płyty z najpiękniejszymi przykładami klasyki romantycznej dla dzieci.
Pełne uroku rysunki, które  w czasie kolorowania będą ilustrowane muzyką – wprowadzą  dzieci w świat dźwięków. Poprzez skojarzenia obrazowe i zabawę dzieci niepostrzeżenie przyswoją sobie pojęcia i znaczenie kontrastów muzycznych:  dur – moll, forte – piano, lento – presto, sopran – bas. Jest to wprowadzenie do wcześniej opisanej  metody, sprawdzonej w wieloletniej praktyce pedagogicznej i dającej bardzo dobre wyniki, której kolejne odsłony będą pojawiać się w następnych publikacjach. Każdy z nas, nie tylko dziecko, chciałby zamieszkać Królestwie Muzyki, zrozumieć ją, nauczyć się grać na instrumentach, poznać nuty i poznać prawa, jakimi muzyka się rządzi. Marzenie to może się spełnić dzięki metodzie Lidii Bajkowskiej zawartej w naszych kolorowankach, bajkach, książkach i pomocach  edukacyjnym, które są  strategię w walce z analfabetyzmem muzycznym prowadzonym przez  Fundację  FECWIS w akcji  „POKOLORUJ ŚWIAT MUZYKĄ„.

 

 

 

 

 

 

 

Agnieszka Kochler – muzyk

Koniec

Pokoloruj Świat – kolejna odsłona Akcji na terenie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu

1

 

Dnia 15 grudnia 2011 roku Fundacja FECWIS (Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych im. prof. Kazimierza Twardowskiego) organizuje event promujący Edukację Muzyczną na podstawie Metody Lidii Bajkowskiej, na terenie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu (budynek CN-D). Wydarzenie odbywać się będzie w ramach Akcji POKOLORUJ ŚWIAT Fundacji FECWIS, gdzie głównym celem przedsięwzięcia będzie walka z Analfabetyzmem Muzycznym oraz szerzenie idei walki z wykluczeniem społecznym.
Dodatkowo organizowanych będzie wiele atrakcji dla studentów (wykłady, projekcja filmu, loteria z nagrodami, pokaz tańca czy wieczorna impreza taneczna).
Za oprawę medialna oraz muzyczną zadba Mariusz Dybizbański - koordynator Fundacji FECWIS, Wolontariusz Roku 2011, DJ.
Serdecznie zapraszamy studentów z Wrocławiaosoby którym jest bliska walka z wykluczeniem społecznym czy Edukacja Muzyczna do udziału w naszym wydarzeniu.
- koordynatorki projektu: Dorota WodzińskaMagdalena Krupa

Akcja Pokoloruj Świat na terenie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu

0

Kolejna odsłona Akcji Pokoloruj Świat Fundacji FECWIS na terenie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu odbyła się dnia 15 grudnia 2011 roku. Akcję wpierał Instytut Architektury Krajobrazu Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu.

Dzień rozpoczął się zajęciami dla dzieci. Do udziału w akcji zaprosiliśmy tym razem, zaprzyjaźnione z naszą Fundacją, Przedszkole nr 34 we Wrocławiu. Było malowanie twarzy, kolorowanie obrazków: tych małych i większych. Wszystkie dzieci odcisnęły swoje rączki w kolorowanko-laurce (autorstwa Liliany Zielińskiej), którą następnie zabrały ze sobą do przedszkola, jako pamiątkę tego wesołego wydarzenia. W tle radosnej twórczości najmłodszych, ich opiekunów i grupy wolontariuszy przygrywała muzyka z najnowszej płyty naszej Fundacji, która jest kompilacją popularnych utworów muzyki klasycznej (autorstwa Agnieszki Kochler). Dzieci niezwykle ochoczo reagowały na dźwięki muzyki, czego efektem był ich spontaniczny taniec w Holu budynku CN-D UP we Wrocławiu. Były także zabawy, rozmowy na temat muzyki i poczęstunek dla wszystkich dzieci. Około godziny 10.30 pojawił się zespół muzyków z Akademii Muzycznej (SKN Muzykoterapii pod przewodnictwem p. Katarzyny Rudej), który zagrał i zaśpiewał piękne utwory z bajek i filmów dla dzieci. Entuzjazm dzieci był ogromny!

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

*Więcej zdjęć w galerii na naszej stronie!

Następnym punktem programu była seria trzech wykładów. Można było posłuchać bardzo ciekawych rzeczy na temat: graffiti i street art’u (p. Konrad Iwanowski), wpływu muzyki na mózg, emocje i zdrowie (p. Katarzyna Ruda) czy fotografii- o tym jak robić i jak nie robić zdjęć (p. Damian Bossak). Po zakończeniu prelekcji odbyła się projekcja filmu „Dług”, następstwem czego była możliwość rozmowy ze Sławomirem Sikorą (Członkiem Zarządu Fundacji FECWIS).

W dalszej części dnia, około godziny 17.00 nastąpiła część oficjalna. Zebrało się zacne grono gości w składzie:

- przedstawiciel Urzędu Miasta i Prezydenta Miastap. Dominik Golema,

- przedstawiciel Rektora UP we Wrocławiup. mgr Maria Wanke-Jerie,

- przedstawiciel Akademii Wychowania Fizycznegop.  dr hab. Anna Skrzek, prof. nadzw.,

- przedstawiciel Szkoły Wyższej Psychologii Społecznejp. Anna Hełka,

- przedstawiciel Instytutu AKdr hab. inż. arch. Irena Niedźwiedzka-Filipiak (dyr. Instytutu AK),

- dr inż. Janusz Gubański (Z-ca dyr. Instytutu AK),

- Prodziekan kierunku AKprof. dr hab. Marek Lorenc,

- dr inż. arch. Jerzy Potyrała (opiekun SKAK),

- dr inż. Kamila Adamczyk (przedstawiciel Instytutu AK do koordynowania projektem Akcji Pokoloruj Świat Fundacji FECWIS),

- Sławomir Sikora (Członek Zarządu Fundacji FECWIS).

fot. Maciej Dutko

fot. Maciej Dutko

fot. Maciej Dutko

*Przemówienia dostępne będą niebawem na fundacyjnym kanale Youtube „FundacjaFECWIS” – zapraszamy do obejrzenia relacji!

Część gości zabrała głos a w późniejszym etapie odbył się pokaz tańca (Dorota Wodzińska i Michał Grabowski). Zakończeniem części oficjalnej był poczęstunek i możliwość wzięcia udziału w loterii, której głównymi nagrodami były gadżety ofiarowane przez kadrę dydaktyczną UP. Środki pieniężne z loterii będą przeznaczone na rozwój projektu Pokoloruj Świat, poprzez sfinansowanie wybranym placówkom wrocławskim możliwości korzystania z pomocy dydaktycznych (jakimi są kolorowanki muzyczne), niezbędnych przy nauczaniu muzyki Metodą Lidii Bajkowskiej.

fot. Maciej Dutko

fot. Maciej Dutko

fot. Liliana Zielińska

fot. Liliana Zielińska

Na zakończenie dnia odbył się pokaz tańca. Zatańczyła Dorota Wodzińska z Michałem Grabowskim oraz grupa taneczna Salsaindex w składzie: Michał Grabowski, Marta Karpa, Agnieszka Mikołajczyk, Jakub Jasiczek, Joanna Kowalska, Łukasz Białek, Magdalena Malesak, Bogusław Winczura, Patrycja Lamperska oraz Tomasz Brzozowski (już niebawem występy tancerzy można będzie zobaczyć na kanale YouTube „FundacjaFECWIS”, do czego serdecznie zachęcamy!). Po pokazie rozpoczęła się impreza taneczna, która była ostatnim punktem programu.

fot. Maciej Dutko

fot. Agnieszka Kochler

fot. Agnieszka Kochler

Serdeczne podziękowania dla wszystkich Organizacji, Instytucji oraz Osób które nas wsparły!!!

Podziękowania kierujemy do:

- Urzędu Miasta Wrocławia

- Urzędu Wojewódzkiego

- TVP Wrocław

- Radia Wrocław

- Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu

- Instytutu Architektury Krajobrazu UP we Wrocławiu

- Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu

- Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej we Wrocławiu

- Międzynarodowej Wyższej Szkoły Logistyki i Transportu we Wrocławiu

- Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania Copernicus we Wrocławiu

- Dolnośląskiej Wyższej Szkoły Służb Publicznych Assesor we Wrocławiu

- SKAK pod opieką p. Jerzego Potyrały

Samorządu Studenckiego UP we Wrocławiu

- Teatru Muzycznego CAPITOL we Wrocławiu

- Drukarni GRUNWALD24

- Cukierni „Carolin & Simon”

- SK Muzykoterapii (pod opieką p. Katarzyny Rudej)

- p. Konrada Iwańskiego

- p. Damiana Bossaka

oraz wolontariuszy: Tomasza Wiciaka (konferansjer), Aleksandry Staszewskiej, Katarzyny Porębnej, Natalii Szponar, Aleksandry Makuch, Joanny Kowalskiej, Magdaleny Subocz, Pauliny Szczupak, Marty Kubiak, Angeliki Mrozowicz i Jacka Kuśmierskiego.

 

Dorota Wodzińska

Grudniowe wspomnienia – Lidia Bajkowska, cz.1

1

Grudzień, rok 2011, pogoda iście wiosenna. Jesteśmy w Polsce, w Unii Europejskiej. Jemy genetycznie modyfikowaną żywność i żyjemy w kolorowym świecie. Ludzie nie przejmują się, że wraca stare, że do dziś nie zostały wyjaśnione wielkie tragedie narodowe. Ważne jest to, że święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami. Jednak czas przygotowania się do nich z roku na rok wydłuża się coraz bardziej. Jak tylko znikną znicze na święto zmarłych, natychmiast ich miejsce zajmą ozdoby świąteczne. W centrach handlowych na okrągło słychać melodie takich kolęd jak Jingle Bells czy White Christmas a ludzie biegają w emocjach w poszukiwaniu towarów.

fot. ze strony

Najbardziej zdziwione są dynie, których nie zdążono sprzedać w Halloween. Daleko jeszcze do połowy listopada, a już gorączka zakupów nasila się z godziny na godzinę. Ozdób, sztucznych choinek, lampek w wymyślnych kształtach i kolorach przybywa coraz bardziej i to w ogromnych ilościach, głównie z Chin. Ulice, domy, centra handlowe, banki i inne urzędy faktycznie urzekają swoim świątecznym wystrojem. Bogate dekoracje podświadome pokazują, że my też możemy przystroić swoje domy, kupić dużo prezentów, zrobić wspaniałe, niezapomniane Boże Narodzenie a wszystko to dzięki kredytom na telefon, jeśli ktoś ma pusty portfel. Nikt nie myśli w takiej chwili, że każdy kredyt trzeba spłacić podwójnie i zadłuża się coraz bardziej.

http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/juz-jutro-dzien-70-procentowych-przecen-w-sklepach,1725821,4199

Szał ogarnia stopniowo wszystkich dorosłych i dzieci, które szukają reklamowanych wcześniej w mediach modnych zabawek z reguły po wygórowanych cenach. Okres przedświąteczny wydłużono w ostatnich latach prawie do dwóch miesięcy. I może dobrze, niech ludzie mają Boże Narodzenie jak najdłużej, nawet i trzy miesiące. To czas, kiedy zapomina się o troskach. Ludzie cieszą się, że wydali całe pensje na święta i jeszcze bardziej cieszą się właściciele sieci marketów, że wreszcie mają utarg, który pomoże im przetrwać do następnego Bożego Narodzenia. Ludzie składają sobie nawzajem życzenia i wszyscy są szczęśliwi. Większość ulega magii świąt i nie chce rozpamiętywać co stało się 13 grudnia trzydzieści lat temu czy 10 kwietnia, 2010 roku.

Świadomość ludzka sama wymazuje złe wspomnienia.

W stanie wojennym był tylko ocet na półkach i kartki. Straszne były tamte jaruzelskie wigilie, a najgorsze były chyba dla rodzin internowanych i zabitych. Dziś ludzie wiedzą, że mogą kupić wszystko, bo wszystko jest dostępne. Kwestia tylko czy mają na to pieniądze i czy są w stanie je zdobyć.

Grudzień, rok 1952. Nie wiem, czy w bierutowskiej Polsce, okupowanej przez Sowietów padał wtedy śnieg, czy może był mróz. Warszawa, choć odbudowywana kosztem całego narodu, była smutna i szara, strasząca wieloma ruinami, których mury pamiętały jeszcze świetność naszego kraju. Choć od roku 1945 szalał terror stalinowski, który pochłonął w sumie 1.8 miliona Polaków, to święta Bożego Narodzenia AD 1992, tak jak i teraz, zbliżały się wielkimi krokami. Krwawy dyktator Związku Radzieckiego Józef Stalin miał umrzeć dopiero za kilka miesięcy, a dokładnie 5 marca 1953 roku na udar. W Polsce sprawował rządy agent NKWD, Bolesław Bierut. Na niego czas miał przyjść 12 marca 1956 roku. To wystarczająco długi okres, żeby zapełnić więzienia setkami tysięcy niewinnych ludzi, których zabijano w czasie przesłuchań w katowniach mokotowskich na Rakowieckiej, w więzieniu UB w Miedzeszynie, w Obozie NKWD w Rembertowie i na Służewcu przy ulicy Kłobuckiej a nocą potajemnie grzebano.

fot. ze strony

W grudniu 1992 roku, w Londynie umarło od smogu 16 tysięcy ludzi. Panika ogarnęła wtedy cały świat. Ludzie czekali na listy od rodzin. Do Londynu wyjechało po wojnie dużo Polaków. Moi bliscy też czekali na wieści od dalszej rodziny. W całe Boże Narodzenie 1952 Anglia grzebała zmarłych. Ta atmosfera strachu i żałoby udzielała się wszystkim.
W Warszawie tylko latarnie oświetlały słabo ciemne ulice, nie było żadnych dekoracji świątecznych.. Pojedyncze lampki choinkowe, gdzieś dyskretnie i ze strachem umieszczone w witrynach sklepowych świeciły tak, że ich prawie ich nie było widać. Jeszcze wtedy nie było stoisk z bombkami i łańcuchami wystawianymi na ulicy. Dopiero za Gierka trochę poprawiło się. Za to w Centralnym Domu Dziecka, który mieścił się dawnej galerii handlowej Braci Jabłkowskich na Brackiej 25 a ja mieszkałam pod numerem 18, była ekspozycja kolejki elektrycznej dla dzieci. Kolejka kończyła swoją trasę w Radości. Dzieci, a szczególnie chłopcy, godzinami śledzili jej trasę. Ja osobiście nie lubiłam tego pociągu, bo nie dojeżdżał do Świdra.

Oto wizualna relacja wydarzen z tamtego okresu: film

Grudniowe wspomnienia (świat kolorowych choinek)- Lidia Bajkowska, cz.2

2

Wolałam lalki. Lalek w  tamtych czasach  też było mało. U Braci Jabłkowskich były przepiękne lalki z prawdziwymi włosami i zamykanymi oczyma. Ale o takiej nie było co marzyć.  Porcelanową lalkę, ktoś mi potem podarował, ale bez nóg. Dziś byłaby cenna, bo to lalka jeszcze sprzed wojny. Pamiętam, że zamiast nóg, mama uszyła jej długą krakowską spódnicę i ubrała w krakowski strój, bo bardzo mi się wtedy  podobał.

na zdjęciu: mała Lidia Bajkowska (zdjęcie z prywatnych zbiorów autorki)

Jedyną całą lalkę, którą miałam, to dużego nagusa Kikę. Ach, jak ją kochałam. Nawet zdjęcia z Kiką zostały mi na pamiątkę do dziś.

Dla każdego dziecka Boże Narodzenie to czas szczególny. Jako dziecko nie miałam pojęcia co dzieje się wokół. Dla mnie  liczyła się tylko choinka do sufitu, sanki, śnieg i  prezenty. Wierzyłam bardzo w świętego Mikołaja. Kiedy w przedszkolu uniwersyteckim na Krakowskim Przedmieściu, do którego zapisał mnie ojciec, powiedzieli mi, że Świętego Mikołaja  nie ma, tylko jest  Dziadek Mróz, to nie chciałam tam więcej chodzić. Pamiętam, że zabrali mi też mój ulubiony ciepły, biały kocyk i dali szary taki sam, jak miały wszystkie dzieci. Byłam  tak zrozpaczona, że rodzice zmuszeni byli  odebrać  mnie z tego przedszkola  i oddać pięciolatkę pod wymienną opiekę do obu babć, które mieszkały dość blisko siebie, na Tamce 45 i Kopernika 32..

To były bajkowe lata. Robiłam co chciałam. Wolałam być z babciami niż w domu. U babci tej z Kopernika była wysoka choinka do sufitu. Zawsze zielona, prosto z lasu, pachnąca tak pięknie, że do dziś pamiętam jej zapach.  Na szczycie babcinej choinki zamiast gwiazdy był anioł, ubrany na biało z ogromnymi skrzydłami. Miał piękną buzię i długie jasne włosy.  Babcia ubierała choinkę na biało i srebrno. Była też na niej wata i srebrne anielskie włosy. Świeczki  były też białe, zapalali je na wigilię i słuchali kolęd z płyt gramofonowych. Raz choinka przy wigilijnym stole zapaliła się, ale szybko została ugaszona. Wigilię, jak pamiętam  spędzałam kolejno w różnych domach, U jednej babci, u drugiej  a na koniec u siebie w domu. Pod choinką były zawsze prezenty, pewnie skromne, bo i czasy były ciężkie. Ale wszyscy byli obdarowani, nawet moja jamniczka Aba znalazła pod drzewkiem pięknie opakowaną dorodną kość.

Pod choinkę dostawałam kilka lat  z rzędu  starą – nową lalkę. Na tydzień przed Bożym Narodzeniem, moja ulubiona lalka znikała. Bardzo za nią wtedy tęskniłam, nic innego nie chciałam, tylko to, żeby moja Kika wróciła. I wracała. Odnowiona, cała pomalowana, w nowej sukience i bucikach zrobionych na szydełku. Byłam wtedy najszczęśliwszym dzieckiem na świecie. Rozumiem teraz czego uczyli mnie  rodzice. Sami byli wykształceni i chcieli przekazać swojemu dziecku największe wartości.

Mama starała się, żeby choinka w naszym domu nie była każdego roku taka sama. Raz była słodka, raz kolorowa a innym razem ubrana na ludowo. Większość ozdób robiłyśmy z mamą, ciotkami i babcią same.  Przygotowania do świąt musiałyśmy zacząć  nieco wcześniej. Robiłyśmy wydmuszki, pawie oczka, kolorowe, papierowe łańcuchy i krasnoludki. Bardzo łatwo robiło się krasnoludki. Najpierw z miedzianych, miękkich i cieniutkich drucików nadawało się kształt figurce krasnoludka. Potem okręcało się ten szkielecik paseczkami krepiny, białymi i następnie  czerwonymi, pogrubiało brzuszki wsadzając w nie  watę. Tnąc krepinę na długie paseczki mieliśmy czym owijać krasnoludki.

Buźki wypychało się zgniecioną  papierową kulką i okręcało kawałkami materiału z pociętych chusteczek do nosa. Tylko na nich dobrze malowało się tuszem oczka, usta i  przyklejało bibułkowe czerwone czapeczki i brody. Włosy, broda były z waty a buciki z plasteliny, Krasnoludek mógł jeździć na łyżwach na ślizgawce, którą było położone lusterko. Łyżwy były malutkie, wycięte z tekturki. Dobre do takich wycinanek było pudełko od zapałek. Zapałki  były też kijkami do nart. Bo i na nartach krasnoludki zjeżdżały z górki obsypanej watą. Łyżwy i narty wciskało się w plastelinowe buciki. Sanki były też z zapałek, klejone lub wiązane drucikami.  Domek dla krasnoludków był z większego pudełka, w którym było nawet latarkowe światło. Z pudełeczek od zapałek kleiłyśmy krasnoludkom stół, krzesełka. Mebelki były potem pięknie oklejone materiałem.

Nigdy nie  doczekałam się, żeby  swoim własnym wnukom przekazać tajemnicę zbudowania krasnoludkowego, zimowego  miasteczka.  Nie były tym zainteresowane. Wolały oglądać filmy i nigdy nie było na to czasu. Artystką  od takich miasteczek pokrytych leśnym mchem była moja babcia z Kopernika a Babcia z Tamki robiła najlepsze na świecie wypieki. Szkoda, że tradycja robienia samodzielnych ozdób choinkowych  zniknęła z polskich domów. Wielka szkoda, bo to daje dzieciom szanse na własną twórczość i  prawdziwą radość, większą niż bieganie po sklepach i kupowanie gotowych produktów. To one przecież ze świąt Bożego Narodzenia,  Mikołaja,  prezentów i choinki cieszą  się najbardziej.

Często ludzie pytają mnie skąd biorę pomysły do swoich bajek, książek i opowiadań. A ja im odpowiadam, że z dzieciństwa, najpiękniejszego okresu w życiu każdego z nas. Minęło tyle lat a ja pamiętam wszystko o moich choinkach, krasnoludkach i lalkach.Wspomnienia te stały  inspiracją do powstania Teatru Marzeń, gdzie napisałam też o Srebrnym Świerku, który przyjechał prosto z lasu i od razu dzieci ubrały go jak księcia. Ubrały go tak, jak moja babcia ubierała swoją choinkę: w srebrne łańcuchy, bombki i gwiazdeczki. Piękny srebrny Świerk postanowił  znaleźć sobie odpowiednią narzeczoną. Narzeczonymi były kolejno: Złota Jodła wystrojona w złote bombki, łańcuchy i kokardki, Kolorowa Choinka wystrojona jak wróżka z bajki w kolorowe bombki, łańcuchy, pawie oczka, wydmuszki i czerwone krasnoludki i Słodka Choinka która przyniosła w darze rajskie jabłuszka, orzechy, pierniki, cukierki i czekoladowe aniołki. Moje choinki mnożyły się i każdego roku przybywała kolejna. Wszystkie opowiadały o tym, jakże będą piękne w  Wigilię, kiedy zapalą na nich światełka i zimne ognie. Ale Srebrny Świerk  chciał tylko ożenić się z .taką zwykłą, zieloną choinką, pachnącą lasem. Taką, pod którą zajączek zasypia i śnieg otula ją białym puchem.

Dziś można kupić choinkę i ubrać ją,  jak  tylko się chce, nawet ufoludkami, samochodzikami, w kolorach tęczy, oświetlić, podświetlić, zawiesić grające zabawki. Można kupić też gotową, ubraną przez stylistów. Najwięcej wzruszają jednak takie prawdziwe, na których wisi choć jedna wydmuszka i zawieszony jest łańcuch zrobiony dziecięcą ręką.

Zastanawiam się jakie będą następne święta i jakie wigilie. Może warto powrócić do dawnych zwyczajów i zachęcić dzieci, żeby zaczęły  tworzyć swój własny Świat Kolorowych Choinek.

 

„TEATR DZIECIĘCY MÓJ WIDZĘ OGROMNY” – Lidia Bajkowska, cz.1

0

Pamiętam do dziś teatrzyk mojego dzieciństwa. Był za firanką, potem w starej szafie, a aktorami były lalki, pajace i pluszowe misie. Pamiętam dramatyczną rolę krasnoludka, która przypadła w udziale najmniejszej laleczce. Ale pewnego dnia mój teatrzyk wywędrował na podwórko i od tej pory należał już także do innych dzieci.

Uwielbiałyśmy nasz teatr i sprawiedliwie dzieliłyśmy między siebie role postaci, które rodziły się w naszej wyobraźni. Minęło wiele lat. Smak prawdziwego teatru poznałam dopiero jako uczennica liceum muzycznego. Biegałam na każdą premierę. Podziwiałam aktorów, scenografię, kostiumy, muzykę. Zrozumiałam, jak dużo pracy i wysiłku trzeba włożyć, by powstało przedstawienie, tworzące wrażenie tak cudownie doskonałej fikcji, która na moich oczach stawała się prawdą.

Link do strony ze zdjęciem

Teatr obok muzyki był pasją mojego życia. Idei teatru nie zdradziłam nigdy. Nawet jako zawodowy muzyk i nauczyciel takich przedmiotów jak rytmika, umuzykalnienie, fortepian przemycałam elementy dramy wszędzie tam, gdzie było to możliwe. Stąd pomysły koncertów teatralnych, zajęć muzycznych integrowanych z plastyką i teatrem, i odwrotnie  – zajęć teatralnych, gdzie mali aktorzy oprócz ról mówionych, śpiewają, tańczą i grają na instrumentach. Moje muzyczne bajki: wydana przez PWN „Bajka o Piosence i nutkach” oraz „Zaczarowane pianino” i „Porwanie królewny Nutki” wydane przez wydawnictwo Prószyński i S-ka, są w opinii innych bardzo teatralne. Scenariusz „Porwania królewny Nutki” posłużył do sztuki telewizyjnej w reżyserii Leny Szurmiej z muzyką Piotra Rubika.

A teraz pragnę podzielić się z nauczycielami i instruktorami chcącymi prowadzić zajęcia teatralne z najmłodszymi wieloletnim doświadczeniem w tej dziedzinie.

Zanim stworzymy teatralną rodzinę, w której będziemy dzielić  się rolami, musimy zaprzyjaźnić  się ze sobą. Najbardziej integrujące grupę są typowe zajęcia dziecięce (w berka, chowanego) oraz zabawy z elementami dramy (np. „Stary niedźwiedź mocno śpi”). Pozwolą one dzieciom zżyć się ze sobą i otworzyć, a nauczycielowi pomogą w obserwacji i poznaniu ucznia oraz ocenie jego pozycji w grupie. Zabawy uczą też odpowiedzialności za efekt działań zespołowych, a jednocześnie pomagają jednostkom stać się członkami tej małej, artystycznej społeczności. W wieloletniej praktyce pedagogicznej miałam do czynienia z najróżniejszymi dziećmi: mniej lub bardziej zdolnymi, z poważnymi zaburzeniami osobowości i takimi, z którymi były duże kłopoty wychowawcze. Edukacja teatralna uczyniła wiele więcej niż nagany. Dziecko ukarane jest zbuntowane, a wiadomo, że bunt rodzi agresję. Możliwość wyładowania się w różnych pozytywnych działaniach, w tym przypadku w teatrze, wpływa na rozwijanie pożądanych reakcji i poprawę zachowań. Edukacja teatralna ma to do siebie, że dziecko nie tylko przyswaja sobie daną wiedzę, poznaje i zapamiętuje nowe słowa, pojęcia i zwroty, uczy form grzecznościowych i obycia, uwrażliwia na otaczające je piękno, twórczo rozwija, ale również wydobywa to, co jest w nim najpiękniejsze i uczy samorealizacji.

Nie poznamy dzieci, jeżeli będą nas tylko biernie słuchać. Musimy spowodować, żeby same zaczęły mówić na każdy interesujący temat, a my wreszcie posłuchajmy ich. Chcąc sprawdzić, jakie mają wiadomości o teatrze, zacznijmy zadawać im pytania, np. czym różni się teatr telewizji od filmu, a czym teatralne słuchowisko radiowe od spektaklu wystawionego w prawdziwym teatrze? Czy wolą lalki czy grę żywych aktorów? Czym różni się kukiełka od pacynki, czy wiedzą, jak stary jest teatr i czy słyszały coś o teatralnej masce?

Może dzieci same powiedzą nam, czym zajmuje się reżyser, scenograf, dźwiękowiec, oświetleniowiec, inspicjent, sufler, organizator widowni? Co to są rekwizyty? Dlaczego czasem aktora trzeba charakteryzować, czesać, ubierać w kostium? Czy słyszą, kiedy są w teatrze, muzykę i dlaczego scena jest taka jasna i kolorowa. Dzieci powinny oswoić się z tymi wszystkimi terminami, jeżeli chcemy stworzyć z nimi w miarę prawdziwy teatr. Żeby poznać ich zdolności aktorskie, musimy sprawdzić, jak będą odgrywać różne scenki (etiudy) np. scenę pożegnania, spotkania w cukierni itp. Wielce pomocna będzie tu rozwinięta wyobraźnia właściwa dzieciństwu oraz spontaniczna potrzeba ruchu i zabawy.

Link do strony ze zdjęciem

Zanim przystąpimy do realizowania jakiegoś przedstawienia, powinniśmy zorganizować z dziećmi trochę ćwiczeń: poczytać wierszyki, pośpiewać piosenki, potańczyć i pograć na szkolnych instrumentach. Bardzo dobrze można to pokazać na przykładzie kontrastów w muzyce. Tłumaczymy dziecku, że kontrastem dla muzyki głośnej jest muzyka cicha, dla wesołej — smutna, dla wolnej — szybka, dla dźwięków wysokich — dźwięki niskie. Te wszystkie wymienione kontrasty można zaśpiewać, zatańczyć czy zagrać na instrumentach. Tak samo można powiedzieć wiersz czy zdanie: na przemian głośno i cicho, wesoło i smutno, wolno i szybko, cienkim, a potem grubym głosem. Uświadomienie dzieciom tego podziału ułatwi im późniejszą pracę nad tekstem. Trzeba pokazać dynamiczne stopniowanie od mówienia głośnego do cichego i odwrotnie, tak samo w przypadku tempa, gdy zaczynamy mówić wolno, a potem przyspieszamy lub kiedy od bardzo grubego głosu przechodzimy do cienkiego. Ta umiejętność przyda się nie tylko do śpiewania czy grania z dynamiką na instrumentach, ale też do mówienia. Inaczej powiemy zdanie: „Jak cicho, chyba nutki zasnęły”, a inaczej zdanie: „Fortepian krzyczał głośno: forte, forte, forte”, inaczej: „Umierałem ze strachu i pragnienia. Dobrze, że było lato i śmietnik mnie wyżywił” (z inscenizacji pt. „Kocie łzy” z mojego „Teatru Marzeń”wyd. przez wydawnictwo Prószyński i S-ka,  ), a inaczej: „To ma być księżycowy królewicz? Raczej księżycowa dynia” (z inscenizacji pt. „Spotkanie w cukierni” z powyżej wymienionej książki). Dzieci mogą pokazać klaszcząc, uderzając palcami w podłogę, grając na instrumentach— wielką ulewę, deszczyk kapuśniaczek czy ostatnie jego krople, galopujące konie i głośny stukot ich podkówek albo cichy kłus po śniegu, ilustrowany dźwiękiem dzwonków i kołatek.

C.D.N.

 

„TEATR DZIECIĘCY MÓJ WIDZĘ OGROMNY” – Lidia Bajkowska, cz.2

1

„Przebudzenie lasu” to następne doskonałe ćwiczenia oparte na kontrastach forte — piano. Improwizujemy cichy wiatr (instrumenty, szeleszczące papiery, głos). Dzieci grające rolę drzew podnoszą do góry ręce – gałęzie, poruszają palcami – liśćmi, podnoszą wolno głowy i wolno wstają (siedziały po turecku na podłodze), porywa je wichura, głośna muzyka staje się jeszcze głośniejsza, zrywa się huragan, wyrywa drzewa z korzeniami, które padają. Burza przechodzi i wszystko wraca do normy. Zaczyna świecić słońce i słychać śpiew ptaków (nagranie leśnych głosów lub wprowadzenie instrumentów o najwyższym brzmieniu). Można pokazać kontrast dur — mol, tańcząc wesołe i smutne tańce, i kontrast wolno — szybko, pokazując ćwiczenia pod nazwą „Film”. Dzieci muszą odtańczyć trzy razy jakiś taniec (kwiatów, baloników czy odlot np. bocianów) w tempie normalnym, przyspieszonym (jak ze starego filmu) i zwolnionym (tak jak pokazywane są zwolnione ujęcia np. wyczynów sportowych w telewizji). Ostatnia zabawa, którą opiszę, polega na odgadywaniu czynności pokazywanych gestami. Bawią się w nią dorośli w turniejach telewizyjnych, a jest to stara podwórkowa zabawa. Polega na tym, że dziecko umawia się z nauczycielką, co ma pokazać (np. pokazuje gestami, że gra na skrzypcach), a dzieci odgadują. Która grupa pierwsza bezbłędnie odpowie, otrzymuje punkt i wygrywa. Dzieci zagrają wszystko: drzewa, ptaki, zające, ale najchętniej chcą grać ludzi, zwłaszcza postacie pozytywne, tajemnicze, przywódcze. Trzeba się solidnie napracować, żeby dzieci zrozumiały, że ostatnioplanowe role albo postacie negatywne też trzeba zagrać i mogą być one atrakcyjne i satysfakcjonujące dla odtwarzających je. Pisząc scenariusze, brałam pod uwagę, żeby sprawiedliwie i bez wywoływania zazdrości obdzielić wszystkich rolami i funkcjami.

Ale sam termin — scenariusz jest nie do końca dla wszystkich jasny. Dlatego wyjaśnię pokrótce powstałe wątpliwości. Scenariuszem literackim są gotowe utwory sceniczne, zwane potocznie sztukami. Scenariusz reżyserski polega na tym, że reżyser szczegółowo rozpisuje na piśmie (didaskalia) i w rysunkach tok akcji oraz sytuacji scenicznych wystawianego utworu.

Taki scenariusz, jeżeli jest robiony na potrzeby teatru, nazywa się partyturą, podobnie jak utwór muzyczny rozpisany na orkiestrę. Scenariusz reżyserski robiony na potrzeby filmu nazywa się scenopisem i powstaje przy współpracy operatora, scenarzysty, dekoratora itp. Reżyser teatralny czy filmowy może skorzystać z gotowego utworu scenicznego (w którym są już rozpisane dialogi, monologi i komentarze) lub może przygotować adaptację.

W szkole dzieci często przygotowują własne scenariusze z fragmentów przerabianych lektur czy z życia szkoły. Scenariuszem mogą być montaże piosenek, prozy i wierszy. W przypadku teatru szkolnego nie trzeba tak szczegółowo opisywać toku akcji i sytuacji scenicznych, wystarczą generalne polecenia (np. ,,…Kotki całują się i uciekają w różne strony”). Nie ma sensu szczegółowo opisywać zachowań aktorów w czasie i między dialogami. Zachowanie się w czasie grania na scenie jest sprawą indywidualną, każdy pokazuje siebie inaczej, w zależności od tego, jak przeżywa swoją rolę.  Wiadomo, że dzieci nie są aktorami, ale celowo wszędzie piszę, że „grają na scenie” zamiast występują, chcąc podkreślić, że równie silnie angażują się i przeżywają działania sceniczne jak dorośli, profesjonalni artyści, których naśladują.

W 1999 roku  został wydany przez wydawnictwo Prószyński i S-ka mój „Teatr marzeń”. Jest to zbiór gotowych scenariuszy, w którym reżyserskie uwagi, choć generalnie ogólne, są  pomocne w budowaniu dziecięcych spektakli.

„Teatr marzeń” powstał na zamówienie moich uczniów,  którzy życzyli sobie, aby występowały w nim konkretne postacie, takie jak Strach na Wróble, Tycio Tyranozaur, Choinki, Koty itd. Ja tylko napisałam dialogi, monologi, komentarze (narracje) i wymyśliłam sytuacje dramaturgiczne.

Myślę, że walorem wszystkich scenek jest łatwy język i krótkie dialogi. Stwarza to możliwość szybkiego zapamiętania i odtwarzania tekstu. Prosta fabuła utworów pozwala na swobodną interpretację, w trakcie której, bez uszczerbku dla sensu utworu, dziecko może wpleść własne myśli i słowa. Jest to zgodne z koncepcją współczesnego teatru dziecięcego, gdzie odchodzi się od takiego pojęcia jak „nauka tekstu”. Dziecko poznaje tekst w konkretnych, budowanych przez siebie sytuacjach scenicznych.

Pracując jakiś czas z grupą teatralną można zaproponować dzieciom jeszcze inną zabawę, tym razem w prawdziwy teatr.

Przynosimy na zajęcia wybrany utwór sceniczny. Po zapoznaniu się z jego treścią i omówieniu z dziećmi, jeśli tylko wyrażą na to ochotę, przystępujemy do realizacji przedstawienia. Już na samym początku informujemy je, że jest to sztuka, którą będą musiały same wystawić. Jedna grupa dzieci zajmie się przygotowaniem spektaklu, a druga dostanie do zagrania role. Potem będzie zmiana. Aktorzy staną się obsługą teatru, a obsługa aktorami.

Mówiąc o wszystkich bohaterach występujących w utworze, powinniśmy stworzyć wokół nich atmosferę takiego czaru i tajemniczości, żeby dzieci duchu marzyły o zgraniu każdej roli z tej sztuki, nawet niepierwszoplanowej.  Na początku wszyscy chcą być aktorami. Zgłaszają się na ochotnika. Zaczynają śledzić losy bohaterów, z którymi już próbują się identyfikować. Są niebywale skupione, nie ma żadnej nudy, objawiającej się rozmowami czy głośnym zachowaniem. Jest spokój, cisza. Można omawiać dialogi i różne sytuacje na scenie. Dzieci są wrażliwe na każde nasze słowo. Skupione i wpatrzone w nas, już zaczynają żyć życiem scenicznych postaci, wyobrażając siebie w ich roli.

Zanim dzieci zaczną budować swoje własne przedstawienie, muszą najpierw rozdzielić między siebie funkcje, jakie będą spełniać w teatrze. Teatr, który stworzą, daje możliwości ciągłych zmian. Dzisiejszy reżyser innym razem będzie aktorem, a aktor oświetleniowcem. Po kolei wszyscy poznają różne zawody związane z obsługą spektaklu i, co bardzo istotne, każdy będzie potrzebny i ważny. Najpierw dzieci wybierają wśród siebie reżysera. Zazwyczaj jest nim kolega, który ma decydujące zdanie w klasie (grupie) i góruje nad innymi dziećmi. Na tej samej zasadzie dzieci wybierają przewodniczącego klasy.

Link do strony ze zdjęciem

Reżyser dobiera sobie asystenta (z reguły wybierze swego najlepszego kolegę). Reżyser wraz z asystentem naradzają się i wybierają kolejno: scenografa, który jest też kostiumologiem, charakteryzatora, rekwizytora, fryzjera, szewca, garderobiane. Kiedy przygotujemy zespół odpowiedzialny za wygląd sceny i aktorów, wybierzemy jeszcze oświetleniowca, a on — odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przeciwpożarowe dwóch strażaków. Funkcje strażaków są prestiżowe, gdyż w szkole czy w przedszkolu jest zakaz używania otwartego ognia. Następnie wybieramy dźwiękowca (przygotowującego podkład muzyczny), choreografa, suflera, organizatora widowni, który dobiera np. dwie bileterki, ewentualnie portiera i kasjerkę. Następnie wybieramy najważniejszą osobę w teatrze, czyli inspicjenta, i na koniec aktorów.

Reżyser również odgrywa rolę dyrektora teatru. Duchem opiekuńczym, wspomagającym wszystkich, jest nauczyciel (instruktor), który czuwa, aby wybór obsługi spektaklu był prawidłowy. Starsze dzieci mogą nawet przygotować razem z nauczycielem tabelę przedstawiającą pracowników teatru, co przyda się im, jeśli rzeczywiście zechcą same wystawić jakieś przedstawienie lub pójdą do prawdziwego teatru.

TABELA:

1. autor

2. reżyser,asystent reżysera

3. scenograf, kostiumolog

4. choreograf

5. kompozytor, dźwiękowiec

6. oświetleniowiec

7. aktorzy

8. obsługa spektaklu: kasjer, portier, bileterka, organizator widowni, kurtyniarz, strażacy, rekwizytor, charakteryzator, fryzjer, szewc, garderobiana, sufler, inspicjent.

C.D.N.

„TEATR DZIECIĘCY MÓJ WIDZĘ OGROMNY” – Lidia Bajkowska, cz.3

0

Reżyser w prawdziwym teatrze jest kierownikiem artystycznym przedstawienia, opracowującym jego koncepcję i koordynującym działania aktorskie. Dziecko reżyser musi czynnie uczestniczyć we wszystkich próbach i razem z kolegami być współodpowiedzialnym twórcą spektaklu. Będzie pilnować, czy koledzy aktorzy prawidłowo mówią teksty, czy po kolei wykonują wszystkie czynności w wystawianej sztuce. Reżyser nie powinien wkraczać w indywidualną grę aktorską. Trzeba mu wytłumaczyć, że nawet zawodowi reżyserzy starają się nie przeszkadzać aktorowi, gdyż grana przez niego na scenie rola jest sprawą bardzo indywidualną. Nauczyciel musi tak dyskretnie i umiejętnie koordynować działania młodego reżysera, aby nie pozbawić go autorytetu. Dziecko reżyser nie może zauważyć, że czasami to nie on, a nauczyciel jest kierownikiem przedstawienia. Chociaż zdarzają się przypadki tak wybitnych dzieci, które swoimi pomysłami zaskakują dorosłych. Nie wolno nam wtedy nic narzucać, świat dziecka rządzi się własnymi prawami, niech eksperymentują, aż same dojdą do prawdy. Podobnie rzecz dzieje się w przypadku innych dzieci, którym powierzono funkcje pozostałych pracowników teatru. Dla jednych są to role symboliczne, choć dzieci są przeświadczone o swoim dużym wkładzie w przedstawienie, inne spełniają funkcje bardzo przydatne (organizator widowni, który ustawia krzesła dla widzów, scenograf ze swoją grupą, którą przygotowuje wystrój sceny itd.). Pozostają jeszcze aktorzy. Często rola aktora urasta do legend i mitów. Bierze się to stąd, że właśnie jego widzi się na scenie. Tak jest w każdym teatrze, nawet i w naszym, który stworzymy z dziećmi. Chociaż aktor jest głównym współtwórcą spektaklu, to wraz z nim działa sztab ludzi.

Staram się, żeby moi uczniowie nie mieli błędnego wyobrażenia, że koledzy aktorzy są kimś lepszym od innych: strażaków, kurtyniarzy, suflera itd. Wszyscy są współtwórcami spektaklu teatralnego i praca każdego jest jednakowo ważna i potrzebna.

Należy zwrócić uwagę na to, jak mówią nasi mali artyści. Można robić z nimi różne ćwiczenia dykcyjne, ale może to dzieci znużyć. Generalnie trzeba uważać, żeby nie „sznurowały warg”, a każde słowo powinno być powiedziane tak wyraźnie, żeby było słyszane w ostatnim rzędzie, nawet jeśli powiedziane jest szeptem. Słów nie wolno „zlewać”, ostatnie litery muszą być wypowiedziane (np. w słowie „dym” – musi być zaznaczone i słyszalne „m”, w słowie płakać -„ć”). Nie można mówić – stojąc tyłem do widza. Żeby poprawić wyrazistość dykcji, stosuję z dziećmi proste ćwiczenie, polegające na czytaniu roli z ołówkiem trzymanym w zębach (tak jak trzyma się lizaka kulkę).

Scenografia jest sztuką tworzenia całej oprawy plastycznej widowiska teatralnego. Składają się na nią dekoracje, kostiumy, rekwizyty itd. Dziecko scenograf powinno porozumiewać się z reżyserem i nauczycielem prowadzącym teatr oraz wspólnie z nimi komponować wygląd sceny podczas prób. Dekoracja jako element scenografii, najbardziej obok światła i muzyki, buduje nastrój. Jest tłem dla przedstawianych zdarzeń, ukonkretnia ich miejsce czas. Określa też sytuację dramatyczną i wpływa na nastrój widza. Scenograf w porozumieniu z reżyserem wymyśla też harmonizujące z całokształtem dekoracji kostiumy. Wymyśla różne charakteryzacje i fryzury, które powykonuje charakteryzator i  fryzjer. Kostium teatralny określa postać strojem i pełni funkcję dramaturgiczną, dekorując samego aktora. Rekwizyt, czyli przedmiot używany ma scenie w czasie przedstawienia, stanowi czasem uzupełnienie kostiumu (np. atrybuty królewskie: korona, berło, jabłko, płaszcz obszyty gronostajami) lub może być z kostiumem niezwiązany, np. balonik, skrzynka ze skarbami itp. Charakteryzacja, w przeciwieństwie do kostiumu, określa postać fizyczną aktora, dokonując w nim zmian i modyfikacji (efekty te uzyskuje się stosując dużą kosmetykę, szminkowanie czy uczesanie). Charakteryzacja uwypukla zasadnicze cechy postaci (np. długi nos u Baby-Jagi, zasłonięte przepaską oko pirata itd.).

Ostatnio modny jest makijaż meteo, który można z powodzeniem zastosować w dziecięcym teatrze. Technika tego makijażu jest prosta i dzieci same potrafią go wykonać. Trzeba usiąść przed lustrem, założyć fartuch ochronny i na nakremowanej twarzy namalować kontury, jakie chcemy (słońca, księżyca, chmurki, parasola czy takie, jak maluje na swojej twarzy klaun). Cały środek wypełniamy kolorowym cieniem, np. żółtym, niebieskim, białym, lub kredkami czy teatralnymi szminkami do twarzy. Kredkami i szminkami możemy zmienić też kształt nosa (wydłużyć go lub skrócić) i oczu (skośne, okrągłe itd.).

Najpierw jednak  trzeba zaopatrzyć się w odpowiednie narzędzia: farby do malowania ciała – dostępne w sklepach dla plastyków, również tych internetowych, gąbka lateksowa (taka jak do nakładaniu podkładu kosmetycznego), pędzelki różnej grubości (przydatny będzie jeden bardzo cienki do nakładania najdrobniejszych szczegółów), naczynie z wodą, dodatkowo można użyć również kosmetyków tradycyjnych, takich jak kolorowe cienie do powiek, czy kredki do oczu, brokat i inne świecące ozdoby (np. przyklejane cekiny). Malowanie twarzy i ciała może być zarówno doskonałą zabawą, jak i formą sztuki.

Oświetlenie, które współistnieje ze scenografią, tak jak i ona buduje nastrój. Reżyser światła (oświetleniowiec), posługujący się aparaturą oświetleniową, uwypukla różne płaszczyzny, nadaje im kształty, stwarza wrażenie przestrzennej głębi. Oświetlenie, przekazujące atmosferę sceny, wpływa tak samo na widza, jak i na aktora. Ciemne światło wycisza i uspokaja. Być może z tego powodu czekający za kulisami aktorzy, zanim kurtyna podniesie się w górę, siedzą w półmroku. Światła dziennego nie powinno się stosować w teatrze. Jest ono niekorzystne, nie daje możliwości tworzenia kompozycji świetlnych. Rola sztucznego światła w teatrze jest ogromna i szkoda z niej rezygnować. Dzięki temu światłu scena może przybierać różne kolory. Rozjaśniona nagle ożywia i wywołuje radosny nastrój poranka. Mrugające płomyki wzbudzają niepokój, ciemność — strach. W teatrze szkolnym możemy posługiwać się kolorowymi latarkami. Wykorzystajmy także kolorowe światło lampek i lampionów Starsze dzieci z pomocą osoby dorosłej mogą zacząć obsługiwać małe reflektory. Dziecko z czasem nabierze doświadczenia i samo będzie robiło różne świetlne kompozycje.

Żałosne jest przeświadczenie, że teatr szkolny musi być teatrem ubogim, skazanym tylko na niekorzystne światło dzienne, a co najwyżej o zmroku na lampy codziennego użytku (biurowe, sufitowe lub najczęściej jarzeniowe). W dzisiejszych czasach mamy tak duży wybór różnego rodzaju oświetlenia, a nawet imitacji otwartego ognia, że pozostaje to już w możliwościach finansowych danej placówki. Nie należy zniechęcać się, jeśli nam czegoś brakuje. Są różne sposoby, żeby temu zaradzić. Można szukać sponsorów, co się dziś praktykuje, wypożyczyć dekoracje czy światła z innego klubu, a nawet wynająć salę, żeby naszą sztukę pokazać w lepszym miejscu. Jest wiele osób i instytucji, które nieodpłatnie zrobią coś dla dzieci.

Muzyka oddziałuje na widza inaczej niż dekoracje i światła, ale wywołuje również wzruszenia i pomaga silniej zaangażować się w akcję rozgrywaną na scenie. Dlatego trzeba starannie dobrać tło muzyczne, pasujące do treści utworu scenicznego. W teatrze szkolnym najczęściej korzysta się z nagrań muzyki programowej, która jak żadna inna silnie działa na wyobraźnię i psychikę dziecka. W utworach takich kompozytorów, jak np. R. Schumann, P. Czajkowski, S. Prokofiew i E. Grieg, jest ogromne bogactwo kontrastów muzycznych, które można łatwo dostosować do treści wystawianej sztuki. Słychać w nich wszystko: burzę śnieżną, jeźdźca pędzącego na koniu, Babę-Jagę na miotle, śmiech krasnoludków i płacz chorej lalki. Taka ilustratorska muzyka związana z treścią sztuki nie może towarzyszyć nieustannie w czasie przedstawienia, jak stosowano to w niemych filmach, żeby zagłuszyć terkot aparatury. Muzykę w teatrze stosujemy gdzieniegdzie, co szczegółowo zaznaczyłam w swoich scenariuszach. Czasem zdarza się, że zastosujemy muzykę przypadkową (niezwiązaną z treścią dramatu), która pełni rolę łącznika np. między kolejnymi odsłonami.

Oczywiście teatr nie jest salą koncertową, gdzie przychodzi się słuchać muzyki. W teatrze muzykę się słyszy, a czasem i widzi jako spotęgowany obraz przedstawianej akcji. Piosenki, tańce i gra na różnych instrumentach uzupełniają muzyczną oprawę widowiska.

Dziecko zajmujące się muzyczną stroną przedstawienia, zwane potocznie dźwiękowcem, w dobie elektroniki użytkowej, podobnie jak profesjonalny reżyser dźwięku, ma duże możliwości działania. Może nagrywać różnego rodzaju dźwięki, przekształcać te nagrania, przegrywać muzykę z płyt. Jeszcze parę lat temu w przedszkolu czy szkole mieliśmy do dyspozycji tylko amatorsko sporządzone taśmy fatalnej jakości z podkładem muzycznym, złożonym ze strzępów standardowych utworów klasycznych czy przebojów W obecnej sytuacji rynek oferuje w tej mierze bardzo szeroki wachlarz możliwości (dostępnych dla szkół jako wydatek długofalowy). Dostęp do płytoteki (płyt CD) nie stwarza większych problemów. A gdy zechcemy stworzyć własny podkład dźwiękowy do wystawianej sztuki, istnieją od dłuższego czasu nagrywarki CD-R (Compact Disc-Recorder), pozwalające na zgranie na jedną płytę muzyki i efektów potrzebnych do spektaklu. Można to zlecić również w dobrych salonach i sklepach muzycznych. Da nam to, jak na potrzeby naszego amatorskiego teatru, dostateczną jakość dźwięków (pod warunkiem dobrania komponentów zestawu muzycznego pod względem mocy i nagłośnienia do kubatury pomieszczenia, w którym znajdować się będzie scena). Warto też zdać się na opinię fachowca najczęściej w miejscu ewentualnego zakupu zestawu muzycznego.  W teatrze szkolnym czy przedszkolnym dobrze jest, kiedy mamy pod ręką pianistę czy innego instrumentalistę. Śledzi on tok akcji na scenie, dzięki czemu żywa i dobra muzyka jest cały czas z dziećmi.

Ale wróćmy do momentu, kiedy skład zespołu teatralnego zostanie już ustalony i przystępujemy do budowania spektaklu.

Każde dziecko otrzymuje kopię tekstu omówionej wcześniej sztuki. Niezwykle ważne jest, żeby teksty dostali nie tylko reżyser i aktorzy, ale wszyscy pozostali obsługujący sztukę, gdyż dzięki temu dzieci będą wiedziały, co i w jakim momencie mają wykonać (np. strażacy, kiedy czuwać nad zapalonymi w lichtarzu żarówkami, dźwiękowiec nad włączeniem czy wyłączeniem muzyki, oświetleniowiec — światła, inspicjent — nad wprowadzeniem kolejnego rekwizytu, kurtyniarz — po jakich słowach opuścić kurtynę itd.).

Dzieci mają przed sobą teksty i czytają je (grupa starsza). Aktorzy czytają głośno, pozostali śledzą dialogi, monologi czy narracje. Czytamy teksty na siedząco, tak jak wtedy, kiedy rozmawiamy ze sobą, robiąc ogólne uwagi dotyczące wyraźniejszego, głośniejszego, cichszego lub wolniejszego mówienia  słów czy zdań, i wyjaśniamy wszystkie wątpliwości. Dzieci poddane edukacji teatralnej lepiej i szybciej czytają i uczą się wierszy na pamięć. Ten okres w życiu dziecka można spokojnie wykorzystać na trening pamięci, gdyż w starszych klasach dzieci są dodatkowo obciążone lekturami i dużym materiałem nauczania.

Kiedy aktorzy znają już swoje role na pamięć, przystępujemy do regularnych prób. Przysłuchuje im się cały zespół teatralny, tworzący obsługę spektaklu. Pierwsze próby są najważniejsze, gdyż decydować będą o całokształcie wystawionego później przedstawienia. Na pierwszych próbach tworzą się wizje scenografii, kostiumów, charakteryzacji, oświetlenia, tła muzycznego itd. Wtedy też reżyser i aktorzy decydują się na generalne ustalenia, dotyczące akcji i sytuacji na scenie. Reżyser czuwa nad całością przygotowań i śledzi pracę aktorów Scenograf, współpracujący z reżyserem, dopiero w czasie prób wymyśla najlepszą, jego zdaniem, scenografię. Dzieci, które na początku buntowały się, że nie zostały wybrane do ról, w trakcie przygotowania przedstawienia stwierdziły, że scenografia, malowanie tła, szycie i zawieszanie kurtyn, tworzenie krajobrazu z drzew, skał, makiet miast, komnat z lekkich pomalowanych kartonów jest niekończącą się zabawą.

Żeby te wspaniałe dekoracje ożywić i pokazać jeszcze piękniejsze, należy je oświetlić. Cała scena jest stworzona do różnych świetlnych kompozycji. Ale żeby mieć wizję, jak będziemy ją oświetlać i jakie światła na nią wprowadzać, trzeba wiedzieć, co mamy oświetlać. Dlatego oświetleniowiec, podobnie jak scenograf, najpierw musi się przyglądać próbom. Dźwiękowiec, podobnie jak scenograf i oświetleniowiec, tworzy wizje podkładu muzycznego.

Dźwiękowiec musi obsługiwać aparaturę dźwiękową (w tym przypadku będzie to najczęściej magnetofon). Dźwiękowiec współpracuje z reżyserem, scenografem, oświetleniowcem, aktorem. Generalna zasada jest jednak taka, że tło muzyczne, w przypadku inscenizacji teatralnej, musi być bardzo dyskretne, zastosowane gdzieniegdzie (chyba że robimy zamierzoną melorecytację). Muzyką najlepiej pokazać, kiedy aktorzy przechodzą z jednej akcji w drugą, muzyka może łączyć sceny albo towarzyszyć tańcom czy piosenkom. Krótkie fragmenty, które wybierzemy, muszą być jedynie fragmentami wprowadzającymi do powiedzenia czegoś smutnego czy wesołego. Nie mogą w żaden sposób zagłuszać mówiącego dziecka. W czasie, kiedy szyliśmy kostiumy, robiliśmy rekwizyty, budowaliśmy dekoracje, dźwiękowiec przygotowywał nagrania, a oświetleniowiec światła, aktorzy odbywali próby, których zwykle mieliśmy kilkanaście do jednej sztuki (próby odbywały się bez kostiumów) — organizator widowni przygotowywał plakaty, zaproszenia i programy. Sufler śledził cały czas każde słowo aktora i sprawdzał z tekstem. Aż nadszedł długo oczekiwany czas trzech ostatnich prób już w kostiumach, z rekwizytami, w pełnej scenografii, przy oświetlonej scenie i z muzyką. W tym momencie w każdym teatrze do głosu dochodzi najważniejsza osoba, od początku śledząca każdy krok reżysera, aktora i całej pozostałej obsługi teatru.

Jest to inspicjent, do roli którego należy wybrać wyjątkowo rozgarnięte i spostrzegawcze dziecko. Inspicjent musi opiekować się aktorami przed spektaklem, pocieszać ich i dodawać otuchy, ale przede wszystkim sprawdzić, czy całość przygotowań jest zapięta na ostatni guzik. Musi sprawdzić, przynajmniej na pół godziny przed pierwszym dzwonkiem, czy są wszyscy aktorzy, czy jest pełna scenografia, czy dekorację są w porządku, czy są wszystkie rekwizyty, czy aktorzy mają kostiumy czy są ucharakteryzowani, ufryzowani, obuci, czy czuwają nad nimi garderobiane z czystymi ręcznikami, mydełkami i igłą z nitką w razie a stroju, czy fryzjerzy mają grzebienie, żeby poprawić fryzury, czy dźwiękowiec i oświetleniowiec mają sprawny sprzęt (podłączony), czy są strażacy na swoich miejscach. Inspicjent biega z jednej strony kulis na drugą. Jeżeli jest kurtyna, sprawdza, czy są na swoim miejscu kurtyniarze. Nawet w półmroku za kurtyną sprawdza, czy są ustawieni wszyscy aktorzy i czy jest sufler, Kontaktuje się z organizatorem widowni, który dużo wcześniej wywiesił plakaty, rozesłał zaproszenia i przygotował programy. W dniu spektaklu organizator widowni razem z innymi dziećmi (portier, garderobiane, kasjerka) sprzątają salę i ustawiają krzesła dla publiczności. Potem bileterki ubierają się w uniformy i trzymają przygotowane programy. Kiedy widownia jest wypełniona i zbliża się ostatnia minuta przed pierwszym gongiem, organizator już stale utrzymuje kontakt z inspicjentem.

W naszym teatrze zastosowaliśmy, tak jak w zawodowym, gongi co pięć minut, co bardzo mobilizowało publiczność do szybszego zajmowania miejsc i aktorów oraz całej obsługi spektaklu, która czekała już na swoich stanowiskach.

Punktualność w teatrze jest jedną z głównych zasad. Aktor już od pierwszego dnia prób musi chodzić jak po znakach drogowych, a cały spektakl powinien być opracowany z matematyczną dokładnością, dzięki czemu nikt się nie pogubi. Ostatni gong i wystawiamy premierę. W takiej sytuacji wszyscy są zdenerwowani. Dzięki wcześniejszym przygotowaniom zaoszczędzamy dzieciom i sobie niepotrzebnego stresu, gdyż nasza inscenizacja jest rzetelnie przygotowana i nie jest żadną improwizacją, która nie wiadomo, jak wypadnie.

Wyobraźmy sobie jeszcze raz ostatnią sekundę przed trzecim gongiem (uderzenie w talerze z zestawu perkusyjnego). Organizator widowni daje znać inspicjentowi, że publiczność jest już gotowa, inspicjent jak z konsolety daje wszystkim znać, że rozpoczynamy spektakl, a jeśli jest kurtyna, ostatnim jego gestem będzie pokazanie kurtyniarzowi, żeby ją rozsunąć. Sceny następują jedna po drugiej, nie wiadomo, kiedy spektakl dobiega końca.

Czas na scenie dla grających jest bardzo krótki, ale dla widza jest zawsze dłuższy. Po skończonym przedstawieniu kurtyna opada, jeśli są duże brawa to znowu się podnosi, czasem parę razy. Na scenę wchodzą wszyscy aktorzy w następującej kolejności: najpierw statyści, aktorzy drugoplanowi i ci, którzy grali główne role. Kłaniają się teatralnym ukłonem. Na koniec wychodzi reżyser. W naszym teatrze, zaraz po reżyserze, wychodziła cała obsługa spektaklu. Kiedy brawa słabną, kurtyna opada i jest koniec przedstawienia. Wszyscy zbierają rekwizyty i sprzątają dekoracje. Tak przygotowane przedstawienie można powtórzyć w każdej chwili. Będzie to cenne doświadczenie, które przyda się do realizacji następnej sztuki.

Na zakończenie dodam, ze dzieci mogą.uczyć się budowy spektaklu, ale nie koniecznie muszą samodzielnie wystawić jakąś sztukę. Wystarczy, że będą wiedziały, jak buduje się spektakl od podstaw. Mogą też pomagać nauczycielowi lub instruktorowi w jego przygotowaniu. Dzieci z mojego teatru przygotowały samodzielnie zaledwie kilka przedstawień na kilkanaście wystawionych. Oczywiście małe dzieci nie biorą udziału w takich teatralnych zajęciach, a prowadzącym przedstawienie jest wyłącznie nauczyciel. Zabawa w prawdziwy teatr może rozpocząć się dopiero w młodszych klasach szkoły podstawowej. Wiemy z życia, że najwięcej radości sprawiają każdemu przygotowania, a efekt końcowy to często tylko chwila. Sam spektakl nie dostarcza tylu wzruszeń i przeżyć co jego przygotowanie, oczekiwanie na premierę i pierwszy gong.

Edukacja, którą zaproponowałam, pozwala dzieciom na stworzenie teatru  jako instytucji skupiającej i angażującej całe zespoły, klasy do wystawienia sztuki. Dzieci wybierając reżysera, scenografa, aktorów i całą obsługę spektaklu krok po kroku budują swoje własne przedstawienia.

Zanim zamknę wrota takiego teatru, pełnego radości i śmiechu rozentuzjazmowanych dzieci, pragnę zapewnić nauczycieli, że wszystko to, co opisałam, zostało sprawdzone w wieloletniej praktyce pedagogicznej. Zawsze dążyłam do tego, żeby teatr szkolny czy przedszkolny był na wysokim poziomie artystycznym, z piękną scenografią, dekoracjami kostiumami, pełen światła, poezji, ruchu i muzyki. Dzieci grające na scenie traktowałam zawsze jak prawdziwych aktorów. Bez tego nie ma mowy o wydobyciu drzemiących w nich talentów, o wychowaniu przez sztukę, o artyzmie. Pamiętajmy, że wbrew głoszonym tezom próby naśladowania teatru profesjonalnego wcale nie muszą być żałosne, jeśli zaufamy tylko naszej wyobraźni. Nie bójmy się nowatorskich form. Przecież królestwo sztuk pięknych ma nieograniczone bogactwa, z których możemy korzystać bez końca.

Lidia Bajkowska

 

 

Lidia Bajkowska o JANUSZU KORCZAKU

0

W roku 1979 /1980 zaczęła się moja fascynacja Januszem Korczakiem. Byłam wówczas prekursorką zerówek muzycznych zamiast stresujących dzieci egzaminów wstępnych do PSM I stopnia. Roczna obserwacja w czasie zabawy pozwoliła wyłonić prawdziwe talenty muzyczne (baletowe) jak również plastyczne i aktorskie, gdyż zajęcia korelowałam z plastyką, poezją, dramą, teatrem obrzędowym. Dzieci były współtwórcami i aktorami spektaklów lekcyjnych, poznawały przez skojarzenia obrazowe i personifikację oraz zabawy dramowe nuty i inne pojęcia, przyswajały sobie wiadomości i poznawały prawa rządzące muzyką. Po roku grały z nut i układały własne melodie na instrumentach klawiszowych, a z takich lekcyjnych spektaklów powstawały potem moje książki i sztuki teatralne.

Kiedyś po zajęciach, zaproszona przeze mnie, pianistka i pedagog, prof. Hanna Lachert powiedziała, „że jestem wcieleniem Janusza Korczaka, tylko w spódnicy”. Tak sobie wzięłam te słowa do serca, że od tamtej pory idea korczakowskiej pedagogiki nie opuszczała mnie już na moment (prof. Hanna Lachert, potwierdziła swoje słowa i poparła mój program nauczania i nowatorskie metody w telewizyjnej Cameracie/1980, nagrywanej w Akademii Muzycznej w Warszawie z udziałem min. rektora Akademii Muzycznej im. F. Chopina, prof. zw. dr hab. Andrzeja Rakowskiego (aktualnie przewodniczącego Zespołu Ekspertów Polskiej Rady Muzycznej ds. Muzyki w Szkolnictwie).

Link do strony ze zdjęciem

Od lat staram się w imię idei Janusza Korczaka, twórcy pedagogiki zabawy, kierować swoje publikacje do szerokiego grona odbiorców: rodziców, nauczycieli i dzieci, dla których moje edukacyjne książki są jak bajki na dobranoc.
Zrobiłam wszystko, żeby moje bajki, książki, sztuki teatralne i podręczniki cechował korczakowski humanitaryzm, który wynika ze znajomości dziecięcej psychiki. Książki Janusza Korczaka są romantyczne, liryczne napisane z humorem i fantazją.
Podobne są kolorowanki muzyczne, wprowadzające najmłodsze dzieci do świata muzycznych kontrastów. Ten świat to: muzyka wesoła i smutna, głośna i cicha, wolna i szybka oraz oparta na wysokich i niskich dźwiękach. Dzieci malują kontrastujące ze sobą obrazki słuchając MUZYKI W KOLORACH. Kolejne zeszyty kolorowanek robionych w różnych technikach odsłonią dzieciom kolejne tajemnice muzycznego świata.

Pojęcia muzyczne w mojej całej twórczości występujące pod postaciami dramatu, takimi jak np. czarownik Akord, wróżka Pauza z Doliny Ciszy, czarownica Fermata, królowa Gama, król Pasaż, małe nutki, na trwałe zapadną w świadomości dziecka, które te nazwy i pojęcia zapamiętuje i kojarzy.
Pierwowzorami nutek z naszego świata dźwięków byli mali uczniowie, którzy sami ustanawiali prawa rządzące muzyką. Całą metodę nauczania podstaw muzyki ukryłam w baśniowych opisach w Bajce o Piosence i nutkach, Zaczarowanym pianinie, Teatrze marzeń, Porwaniu królewny nutki i Śnie o muzyce itd. Wszystkie wymienione książki nie są określone w czasie i zawsze mogą być aktualne.

Janusz Korczak, był legendą liberalnej pedagogiki, lekarzem, pisarzem, pedagogiem, działaczem społecznym i autorem wielu książek w tym kultowego Króla Maciusia Pierwszego i Króla Maciusia na Bezludnej Wyspie oraz twórcą niepowtarzalnej koncepcji Nowego Wychowania, której istotą jest poszukiwanie dziecięcej wolności. Wybitny przedstawiciel inteligencji polskiej żydowskiego pochodzenia, w sierpniu 1942 roku, mimo szansy opuszczenia getta, pozostał ze swymi podopiecznymi i wraz z nimi został wywieziony do obozu zagłady w Treblince gdzie zginął razem z dziećmi w komorze gazowej. Po Januszu Korczaku zostały jego ponadczasowe dzieła, których tematyka jest aktualna do dziś.
Zacytuję kilka zdań, które napisał ten pedagog wszechczasów:
„Są błędy, które dobry wychowawca popełnia tylko raz, a oceniwszy krytycznie nie ponawia ich. Zły wychowawca winę własnych pomyłek przypisuje dzieciom”.

O dzieciach pisał z empatią. „Pozwólcie dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy”.

Idee J.Korczaka przeniknęły do polskiej oświaty ponownie dzięki zmianom ustrojowym 1989r., wpisując się w modele kształcenia i wychowania szkolnictwa niepublicznego.

Link do strony ze zdjęciem

Korczakowska antropologia pedagogiczna głosi, że świat można zmienić tylko wtedy, gdy zaczniemy zmiany te czynić od naprawiania spraw dzieci.
Marzeniem Janusza Korczaka było stworzenie cyt.: „wielkiej syntezy dziecka, która byłaby nie tylko podręcznikiem gotowych o nim prawd, ile inspiracją i prowokacją dla każdego wychowawcy w poszukiwaniu własnej ścieżki poznawania, rozumienia i współbrzmiącego z potrzebami i zainteresowaniami wychowanka”.

Odpowiedzialni za to są dorośli – nauczyciele i wychowawcy i rodzice. W kontaktach z dzieckiem niezbędna jest empatia i uczenie się od nich, czego od nas dorosłych oczekują, jakie mają pragnienia, potrzeby i próba podejmowania wspólnych działań mających na celu zaspokojenie tych dziecięcych marzeń.
Janusz Korczak, kreator takich wartości jak miłość do bliźnich, sprawiedliwość i godność, szacunek, piękno i prawda był prekursorem walki o prawa dziecka, którego zależność od dorosłych często ogranicza jego swobody obywatelskie i hamuje rozwój drzemiących w małym człowieku zdolności.
Słowami: „Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”, które są również mottem dla działań fundacji FECWIS, zakończę mój wstęp nawiązujący do Janusza Korczaka – ikony pedagogiki światowej.

„Pokoloruj Świat” razem z Oddziałem Zewnętrznym Aresztu Śledczego w Poznaniu

0

Działalność Fundacji Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych im.Prof. Kazimierza Twardowskiego rozszerza się z dnia na dzień, a kluczowy projekt jakim jest „Pokoloruj Świat” staje się coraz bardziej rozpoznawalny. W listopadzie zeszłego roku udało się nam nawiązać oficjalną współpracę z Oddziałem Zewnętrznym Aresztu Śledczegow Poznaniu – jednostka znajduje się przy ulicy Nowosolskiej 40 i przeznaczona jest dla skazanych mężczyzn skierowanych do odbywania kary pozbawienia wolności w zakładzie karnym typu półotwartego dla odbywających karę po raz pierwszy (P-2), z oddziałem zakładu karnego typupółotwartego dla młodocianych (M-2).

Pierwszą inicjatywą podejmowaną w ramach tego porozumienia będą oczywiście artystyczne warsztaty edukacyjne dla dzieci i młodzieży z jednego z poznańskich domów dziecka, które zostaną połączone z zabawą karnawałową. Obecnie OZ AŚ odwiedza sześć studentek resocjalizacji zjednej ze szkół wyższych w Poznaniu, opiekunem tego projektu jest Joanna Nowicka. Pierwsze organizacyjne spotkanie odbyło się w Sali komputerowej na terenie jednostki a pojawiło się na nim około 15 skazanych obecnie odbywających karę pozbawienia wolności w tym miejscu.

Początkowo byli niezwykle nieufni, próbowali wybadać zarówno to kim my jesteśmy, jak i to z czym do nich przychodzimy. Było to spowodowane nową sytuacją, w jakiej się znaleźli, naszym lekkim skrępowaniem oraz obecnością Pani wychowawczyni. Po chwili dłuższej rozmowy dystans znacznie się zmniejszył i obecni na spotkaniu z aprobatą podeszli do naszego pomysłu zorganizowania warsztatów, sami również chętnie szukali pomysłów na rozbudowanie istniejącej już wersji imprezy.

Aby przybliżyć wszystkim cele oraz działania podejmowane w ramach projektu „Pokoloruj Świat”, przedstawiłyśmy filmy, które zostały zrealizowane podczas poprzednich festynów. Po spotkaniu organizacyjnym docelowo powstały dwie grupy chętnych do wzięcia udziału w przygotowaniachdo projektu. Zajęcia na terenie jednostki odbywają się raz w tygodniu, to właśnie wtedy zostają przygotowane kolorowanki wielkoformatowe, czapki, maski oraz inne ozdoby, które będą wykorzystane podczas głównej imprezy.

Spotkania osadzonych, koordynatorów projektu oraz dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych mają mieć również charakter edukacyjny oraz terapeutyczny. Studentki resocjalizacji mogą bliżej poznać działanie jednostki penitencjarnej, mogą też bezpośrednio wykorzystywać swoje umiejętności i wiedzę zdobyte podczas studiowania. Osadzeni mają możliwość (bardzo często po raz pierwszy) spotkać się z dziećmi, które już na samym początku swojej drogi życiowej „mają pod górę”. Sprawia to, że stają się oni bardziej wyczuleni na losy innych, często bezbronnych osób, budzi się w nich empatia i altruizm. Natomiast dzieci i młodzież mogą w pełni korzystać z przygotowanej przez nas oferty.

Joanna Nowicka- koordynator FECWIS

Zapraszamy do obejrzenia relacji z akcji na terenie Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu

0

Oto krótkie relacje z wydarzenia z 15 grudnia 2011r.

1. Malowanie twarzy dzieci z Przedszkola nr 34 we Wrocławiu. Dziękujemy utalentowanym wolontariuszkom z SKNAK przy Uniwesytecie Przyrodniczym za zaangażowanie w działania!

2. Dzieci kolorowały obrazki z Muzycznej Kolorowanki, zarówno w tych małych, jak i dużych formatach. Dzieciom towarzyszyły wiernie wolontariuszki z UP we Wrocławiu.

3. Koncert dla dzieci odbył się przy udziale Pani Katarzyny Rudej oraz jej grupy zdolnych studentów, którzy tworzą SKN Muzykoterapii przy Uniwersytecie Muzycznym we Wrocławiu. Muzycy zagrali i zaśpiewali piękne utwory z bajek i filmów dla dzieci. Radość dzieci była jednoznaczna, co widać na poniższym filmie.

4. Były również rozmowy o muzyce, a Ola wykonała spontaniczny taniec do muzyki klasycznej, która ubarwiała dźwiękiem naszą akcję.

5. Odbyły się także wykłady o ciekawej tematyce oraz projekcja filmu dla studentów. Po tym wydarzeniu nastąpiła część oficjalna. Swój głos zabrały osoby wspierające nasze działania, m. in. Pan Dominik Golema -- przedstawiciel Prezydenta Miasta Wrocławia.

6. Zatańczyli dla nas Dorota Wodzińska i Michał Grabowski oraz grupa taneczna Salsaindex, która rozwija się prężnie przy UP we Wrocławiu.

Dorota Wodzińska

 

Janusz Korczak – pisarz, lekarz, wychowawca – 70 rocznica śmierci (część 1/3)

0

Inauguracja Roku Janusza Korczaka rozpoczęła się w  Warszawie, w Żydowskim Instytucie Historycznym, w czwartek 5 stycznia o godz. 18.00.

Pierwszy wykład, w ramach sześciomiesięcznego cyklu spotkań wygłosiła Krystyna Starczewska, dyrektorka zespołu szkół „Bednarska”. Krystyna Starczewska jest wybitną postacią polskiego szkolnictwa społecznego, innowatorką nawiązująca w teorii oraz praktyce do pedagogicznej myśli Janusza Korczaka, jednego z największych autorytetów moralnych ludzkości, takich jak  Sokrates, Jan Henryk Pestalozzi,  Mahatma Gandhi czy Albert Schweitzer. Sala była wypełniona po brzegi.
Wykład był ilustrowany archiwalnymi filmami oraz zdjęciami i składał się z dwóch części. Cześć pierwsza przybliżyła postać Janusza Korczaka i dzieło jego życia, wpisujące się w wielki „przewrót kopernikański” w nowoczesnym wychowaniu a w części drugiej omówione zostały metody nauczania i wychowania Krystyny Starczewskiej oparte na idei liberalnej, korczakowskiej pedagogiki. Było to niezwykle pouczające spotkanie, również  dla tych, którzy znają dzieło życia i sylwetkę tego pedagoga wszechczasów.

Miałam szczęście zająć jedno z bliższych miejsc i robić  notatki, które na gorąco postanowiłam opisać.
Trudno na jednym wykładzie podsumować ponad 40 lat działalności Janusza Korczaka  jako lekarza z wykształcenia i zawodu, poety-pisarza z zamiłowania oraz wychowawcy i pedagoga z powołania i wyboru więc napiszę tylko o rzeczach najważniejszych.

www.pskorczak.org.pl

Janusz Korczak nazywał się Henryk Goldszmit.  Swój późniejszy pseudonim literacki wziął od Ignacego Kraszewskiego. Zafascynowany Historią o Janaszu Korczaku i pięknej miecznikównie, stał się Januszem Korczakiem. Urodził się w Warszawie, 22 lipca 1878 lub 1879 r. w zasymilowanej, inteligenckiej, prawniczo – lekarskiej rodzinie żydowskiej, silnie związanej z polskością i jej kulturą. Wyrastał we wspólnej dla chrześcijaństwa i judaizmu tradycji biblijnej, które dziś wolno łączyć ze sobą.  Dziadkowie  małego Henryka, nie porzucając wyznania, zbliżali się do polskości poprzez  imiona nadawane swoim dzieciom oraz wykształcenie uzyskiwane w polskich gimnazjach i umiłowanie do polskiej literatury i języka. Szczęśliwy i beztroski świat dzieciństwa przyszłego pisarza, myśliciela i wychowawcy zburzyła śmierć ojca. Ukojenia szukał w książkach. Pisał potem w pamiętnikach „Świat mi znikł sprzed oczu, tylko książka istniała”. Od 15 roku życia przechodził prawdziwą furię czytania i samouctwa. Janusz Korczak, bo już na niego nikt inaczej dziś nie mówi, będąc jeszcze uczniem gimnazjum zaczął  próbować swoich sił literackich. W latach 1891 – 1898 uczęszczał do Praskiego Gimnazjum, które ze  zbiegu ówczesnych ulic Brukowej i Namiestnikowskiej przeniesiono w 1905 roku (w tym samym roku, w którym Janusz Korczak, 17 marca otrzymał  tytuł lekarza) do własnego gmachu na rogu ulic Jagielońskiej i Zygmuntowskiej. Istnieje tam do dziś jako Liceum Ogólnokształcące im. Władysława IV (ul.Jagielońska 38). W gmachu liceum znajduje się tablica pamiątkowa ku czci Janusza Korczaka.  Studia na Wydziale Lekarskim Cesarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, których wydział mieścił się w Pałacu Kazimierzowskim przy ulicy Krakowskie Przedmieście, które jak już pisałam zwieńczone zostały tytułem lekarza,  również nie przeszkodziły młodemu Korczakowi w pisaniu.

www.e-teatr.pl

W między czasie, w 1900 roku, Korczak uczęszczał  na wykłady wybitnych uczonych polskich, tzw. profesorów bez katedr do  tajnego „Uniwersytetu Latającego„. Tam,  poza kuratelą zaborczych władz carskich, tajny uniwersytet mógł mieć zadowalający poziom.
Janusz Korczak  stał się znanym literatem i felietonistą. Związany z Warszawą, w „Kajtusiu Czarodzieju” i w „Pamiętnikach” opisuje ustami swoich bohaterów miłość do Ogrodu Saskiego, szarej Wisły i  ulic, gdzie  mieszkał z rodzicami (Bielańska, Krakowskie Przedmieście, Miodowa, Plac Krasińskich, Świętojerska, Nowosenatorska).
Wrażliwość na widok nędzy, wyzysku i zniewolenia, które w tamtych czasach były jednak na porządku dziennym, zbliżyła młodego Korczaka do kręgu niepokornej, niezależnej inteligencji warszawskiej początku  dwudziestego wieku.
Współpracował z czasopismami radykalnymi, reprezentującymi szeroko pojęty obóz postępowej, radykalno-demokratycznej inteligencji, w którym dominowały tendencje socjalistyczne. Współpracownikami pisma byli ówcześni postępowi pisarze, publicyści i badacze, jak  Nałkowski, Straszewicz, Dawid, Dygasiński, Prus, Asnyk, Konopnicka.
Bunt Korczaka widzącego niesprawiedliwość społeczną, która najbardziej uderzała w dzieci, wzrastał z każdym dniem. Kierując się zasadą Stefana Żeromskiego, że „człowiek to rzecz święta, której krzywdzić nikomu nie wolno”, Janusz Korczak czuł się odpowiedzialny za wszechobecne zło, z którym, jako prawdziwy socjalista pogodzić się nie mógł. Wstąpił na drogę konkretnego czynu, co go wyróżniło wśród innych postępowych pisarzy. Na początku swojej drogi zawodowej, określił się , „iż głównie interesuje się tym wszystkim, co wiąże się z dzieckiem” i że, „niewypowiedzianie obchodzą go sprawy wychowawcze”.
Dziecko i jego dobro postawił w centrum zainteresowań całego procesu wychowawczego i myśli pedagogicznej. Nade wszystko oddał się dzieciom proletariatu i dzieciom opuszczonym, rezygnując  z  założenia własnej rodziny na rzecz  osieroconych.  „Za syna – napisał – wybrałem ideę służenia dziecku i jego sprawie”.

C.D.N.

Lidia Bajkowska

Janusz Korczak – pisarz, lekarz, wychowawca – 70 rocznica śmierci (część 2/3)

0

Trudno wymienić wszystkie daty, które dotyczyły stałej współpracy z czasopismami takimi jak (wymieniam najważniejsze): Czytelnia dla Wszystkich,  Wędrowiec. Pismo ilustrowane, Kolce, Głos (kontynuowany jako Przegląd Społeczny  a potem Społeczeństwo), Głos Nauczycielski, Opieka nad Dzieckiem, Szkoła specjalna, Dos Kind (miesięcznik w języku żydowskim) i Olami, Olami Hakatan, Hechaluc Hacair, Haszomer Hacair (wyd. w języku hebrajskim)  czy pismo dla dzieci W słońcu

spbiedaszki.pl/?code=patronszkoly

Trudno wymienić też kolejne lata, w których pojawiały się dzieła literackie pisarza, takie jak: Dzieci ulicy,  Koszałki opałki, Dziecko salonu, Mośki, Joski i Srule, Józki, Jaśki i Franki, Bobo, Feralny tydzień, Spowiedź motyla, Król Maciuś Pierwszy, Król Maciuś na wyspie bezludnej, Bankructwo Małego Dżeka, Kiedy znów będę mały, Bezwstydnie krótkie, Prawidła życia, Pedagogika dla młodzieży i dorosłych, Uparty chłopiec, Życie Ludwika Pasteura, Ludzie są dobrzy, Trzy wyprawy Herszka, Padagogika żartobliwa, Moje wakacje, Gadanki radiowe Starego Doktora, Dzieci Biblii, Mojżesz i dramat Senat Szaleńców, którego premiera odbyła się w Teatrze Ateneum w Warszawie 1 października 1931 roku oraz publikacje pedagogiczne Jak kochać dziecko, Dziecko w rodzinie, Momenty wychowawcze, Jak kochać dzieci, Internat, Kolonie letnie, Dom Sierot, Prawo dziecka do szacunku.

Działalność społeczna Janusza Korczaka obejmowała takie instytucje jak: Towarzystwo Kolonii letnich, (Michałówka dla chłopców żydowskich i Wilhelmówka dla chłopców chrześcijańskich), czytelnie Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności, Warszawskie Towarzystwo Higieniczne, Towarzystwo „Pomoc dla Sierot”, Towarzystwo Kultury Polskiej.

Janusz Korczak współpracował z takimi organizacjami jak Centralny Komitet Pomocy dla Dzieci (powołany już w niepodległej Polsce w 1919 roku), Wydział Opieki nad Dzieckiem Robotniczym przy Centralnej Komisji Związków Zawodowych, Fundacja Polsko – Amerykańskiego Komitetu Pomocy Dzieciom, był współzałożycielem Towarzystwa „Nasz Dom”, współpracował z sierocińcem Marii Falskiej – Nasz Dom w Pruszkowie.

Janusz Korczak  był lekarzem, pracował w Szpitalu Dziecięcym im. Bersonów i Baumanów, a swoje wykształcenie pediatryczne pogłębiał m. in. za granicą u boku znakomitych pediatrów niemieckich i francuskich. W pracy pediatrycznej Korczaka należy wyróżnić dwa okresy. Pierwszy – od 1903 do 1911 r. – to kontakty z chorym dzieckiem na sali chorych, w przychodni i w domu chorego. Drugi okres rozpoczyna się od 1912 r., kiedy opuścił szpital i – uzbrojony w głęboką wiedzę dotyczącą patologii i fizjologii dziecka – przyjął pracę, jako Dyrektor Domu Sierot w nowo  wybudowanym gmachu przy ulicy Krochmalnej 92, za którą nie pobierał wynagrodzenia.
Placówki tej i kolejnych roczników jej wychowanków nie opuścił aż do śmierci (z przerwą w czasie I wojny światowej). Jego podróże zagraniczne do Szwajcarii, Niemiec, Paryża, Anglii związane były z uzupełnieniem studiów medycznych oraz zwiedzaniem szkół i przytułków. Również powołanie jego na front dalekowschodni łączyło się ze służbą przy pociągach sanitarnych. Rewolucja w Rosji dla Janusza Korczaka była czymś haniebnym. Pisał „Nie tylko Żydzi cierpią. Cały świat we krwi i ogniu, w jęku i łzach, i żałobie„. I nie o taką odnowę  chodziło Korczakowi, gdy myślał o odrodzeniu świata. Był zdecydowanym wrogiem komunizmu, nie godził się  z jego treścią ani formą. A jeśli chodzi o wiarę, był pozawyznaniowy a jego stosunek do Boga był na wskroś indywidualny.  Znany był  jego spór z Maryną Falską, zagorzałą ateistką i kierowniczką sierocińca „Nasz Dom” na Bielanach o kaplicę, której nie chciała utrzymywać ani wdrażać dzieci do modlitwy. Korczak był przeciwny takiemu stanowisku. Był owładnięty wiarą w naprawę i odrodzenie świata i ludzkości przez dziecko, któremu niczego nie wolno zakazywać,  nakazywać, znosząc całkowicie katalogi upomnień i kar. Dziecko traktował jako pełnego, pełnowartościowego człowieka.

C.D.N.

Lidia bajkowska

Janusz Korczak – pisarz, lekarz, wychowawca – 70 rocznica śmierci (część 3/3)

1

Oto kilka  korczakowskich cytatów. 

www.holocaustresearchproject.org

- „Zreformować świat, to znaczy zreformować wychowanie”.
– „Dziecko spełni główną rolę w duchowym odrodzeniu człowieka. Jestem tego pewien”.
– „Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych poglądach, innej grze uczuć”.
– „To jeden z najzłośliwszych błędów sądzić, że pedagogika jest nauką o dziecku, a nie o człowieku”.
– „Dziecko to nie jest „zadatek” na człowieka, „człowieczek”, ale człowiek – już dziś, teraz”.
-’ To „nie światek, a świat, nie drobnych, a doniosłych, nie niewinnych, a ludzkich – wartości, zalet, przywar, dążeń, pragnień”.
– „Dziecko kojarzy i rozumuje jak osoba dorosła – nie ma tylko jej bagażu doświadczeń”.
-” Despotyzmowi trzeba położyć kres”.
i inne, bardziej optymistyczne:
-”Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”.
albo
-” Pozwólmy dzieciom błądzić i radośnie dążyć do poprawy”.

Korczak był pionierem obrony praw dziecka, a także twórcą antyautorytarnego systemu wychowania. Był  wychowawcą – nowatorem. Zwłaszcza wychowania zbiorowego, zakładowego, przytułkowego; jest prekursorem pedagogiki opiekuńczej. Rygoryzm szkolny zdaniem Korczaka,  zabija osobowość dziecka i nie zapewnia pełnej realizacji jego praw. Główny akcent w swoim systemie położył na samowychowanie dziecka – był to „system zorganizowanej społeczności dziecięcej” – o humanistycznych podstawach, a jego zasadniczą ideą była idea zrozumienia i przebaczenia.

Szczególnie boleśnie przeżywał Korczak ostatnie lata przedwojenne. o których pisał „podłe, haniebne lata – rozkładowe, nikczemne. Kłamliwe, zakłamane. Przeklęte. Nie chciało się żyć. Błoto. Cuchnące błoto”. Zanim założono getto w Warszawie były szykany wobec Żydów, z koniecznością noszenia opaski z gwiazdą Dawida włącznie. Janusz Korczak odmówił noszenia opaski za co zresztą poszedł do więzienia. Wykupiony za kaucją wrócił do Domu Sierot na Chłodną 33, do jego nowej siedziby. Gdy zmniejszono getto, Dom Sierot przeniesiono na Sienną 16 / Śliską 9. Im bardziej były tragiczniejsze warunki bytowania dzieci, tym opór Korczaka był większy. Organizował wychowankom odczyty,  koncerty,  konkursy  rysunków i malarstwa, uroczystości religijne i przedstawienia teatralne. Sztuka hinduskiego pisarza Rabindranatha Tagore wystawiona 18 lipca 1942 roku miała przygotować dzieci do godnego umierania.

izrael.hebrew.pl

Korczak odrzucił szansę osobistego ocalenia i wyjazd do jednego z państw neutralnych, gdzie jako osoba o europejskiej sławie mógł liczyć na pomoc i schronienie przed Holocaustem. Nie chciał jednak zostawić swoich podopiecznych.
5 lub 6 sierpnia 1942 r. wywieziono Dom Sierot do obozu w Treblince. Dzieci ustawiono w czwórki. Na czele szedł Korczak, z podniesioną głową, bez kapelusza, trzymając dwoje dzieci za ręce – prowadził swych 200 wychowanków. Miał im tłumaczyć, że jadą „na wycieczkę”. Dzieci niosły zieloną flagę króla Maciusia I – głównego bohatera jednej z powieści Korczaka i własnoręcznie zrobione przez siebie laleczki.
Śmierć Janusza Korczaka wraz z 200 wychowankami i całym personelem sierocińca,w komorze gazowej hitlerowskiego obozu zagłady w Treblince  stała się symbolem największego oddania i poświęcenia się przez wychowawcę sprawom dziecka.

Z chwilą, gdy Korczaka, jego współpracowników i dzieci załadowano do wagonów, urywają się o nich relacje. Wiadomo, że jak w setkach innych przypadków, kazano im rozebrać się do naga i  pod pozorem kąpieli zagazowano  w hermetycznych komorach.

Śmierć Janusza Korczaka wraz z dziećmi w obozie zagłady w Treblince stała się dla całego świata symbolem miłości i wierności. Jest to wielki hołd humanistycznych wartości wobec ludobójstwa zgotowanemu ludzkości przez zbrodniarzy hitlerowskich.
Do Starego Doktora modli się Tadeusz Konwicki, który uważa Go za świętego epoki pieców. Ks. Jan Twardowski pisał,  że Janusz Korczak, jest chyba jednym z najserdeczniejszych mędrców, którzy pokłonili się Dziecku,  a Czesław Miłosz stwierdził, ze Korczak i Kolbe, spotykają się że sobą, gdy dochodzi do czynu, który możliwy jest tylko dzięki temu samemu tajemniczemu darowi miłości.

grafika- Dorota Wodzińska

Lidia Bajkowska

Praktyki w Fundacji

0

Całkiem niedawno bo w grudniu 2011 roku Fundacja Europejskie Centrum Wspierania Inicjatyw Społecznych podpisała umowę z Wyższą Szkołą Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu. Studenci stacjonarni oraz niestacjonarni IIIgo roku  pedagogiki o specjalizacji resocjalizacja w ramach obowiązkowych praktyk będą realizować projekt „Pokoloruj Świat”. Wśród zainteresowanych zostały stworzone dwie grupy, zadaniem każdej z nich będzie przygotowanie oraz realizacja warsztatów edukacyjno-artystycznych na terenie Poznania lub okolic. Muszą oni znaleźć placówkę opiekuńczo-wychowawczą, w której zostanie przeprowadzona przez nich impreza. Kolejnym zadaniem jakie stoi przed studentami jest przygotowanie dokładnego i sprecyzowanego planu warsztatów z uwzględnieniem gier, zabaw, konkursów i innych atrakcji dla dzieciaków. Kolejno należy wyznaczyć osoby odpowiedzialne za poszczególne zadania. Następny krok to poszukiwanie Darczyńców, dzięki którym projekt zostanie wcielony w życie. Najtrudniejszą a zarazem najprzyjemniejszą częścią jest realizacja samej imprezy a przede wszystkim spotkanie z mieszkańcami placówki.
Na przełomie lutego i marca planujemy aż czterokrotne spotkanie z dziećmi i młodzieżą w ramach projektu „Pokoloruj Świat”.
Osobą odpowiedzialną za projekt jest Joanna Nowicka- Koordynator FECWIS

„Nocne rozmowy…” Lidii Bajkowskiej i Agnieszki Kochler

1

ilustracja z książki Lidii Bajkowskiej „Bajka o Piosence i Nutkach”

Lidia Bajkowska – wracam do tego małego wirtuoza… gra bardzo porządnie, ma ładnie ustawiona rączkę, widać jak sobie wylicza pauzy ale najważniejsze, że zerka do chwilę w nuty:) widać, że ma je dobrze opanowane, skoro potrafi zagrać taki trudny utwór:)
Prawdopodobnie szykują tego brzdąca do zawodu muzyka…przed nim szkoły muzyczne wszystkich stopni:)
Agnieszka Kochler – A’propos zerkania w nuty :) nie rozumiem dlaczego w Polsce maluszki uczone są metodą beznutową. A może inaczej-skąd wzięło się tak głęboko zakorzenione przekonanie,że tak właśnie trzeba uczyć?
Lidia Bajkowska – widocznie uważają, że nauka alfabetu muzycznego jest tak czarną magią, że wymyślają różne sposoby i metody, aby tylko nie uczyć dzieci grania z nut, co potem jest fatalne w skutkach…
Agnieszka Kochler - ale to troszkę tak,jakby nie uczyć dzieci liter…a przecież już w bardzo wczesnym wieku przedszkolnym sami rodzice uczą literek,cyferek…
Lidia Bajkowska - przecież nutek jest tylko siedem!!!! Żeby rozumieć muzykę, nawet w najmłodszym wieku trzeba znać prawa nią rządzące.
Agnieszka Kochler - no właśnie… a dzieci nawet w 4,5 klasie podstawowej szkoły muzycznej (!!!) miewają problem z nazwaniem dźwięku…  przecież to takie proste – nauczyć dziecko 7 nut. Jeżeli jest malutkie,można to zrobić za pomocą czegoś,co zadziała na jego wyobraźnię.
Lidia Bajkowska – bo robią dzieciom mętlik w głowach…fatalne podstawy programowe, fatalny program nauczania muzyki w szkołach ogólnokształcących , a właściwie jego brak, brak nauczycieli wychowania muzycznego, mało godzin lekcyjnych, jak zwykle muzyka jest na szarym końcu… i plastyka zresztą tak samo…
Agnieszka Kochler - Niestety  ”cudowna” reforma szkolnictwa i spychanie przedmiotów związanych ze sztuką na szary koniec zaowocowało obecnym stanem. Nie ma się czemu dziwić,że i społeczeństwo jest coraz uboższe kulturalnie.
Lidia Bajkowska - w ogóle nie dba się teraz o kulturę; a powinno! I zaczynać trzeba już od żłobków, tam też powinny być prowadzone zajęcia rytmiczno- muzyczne i plastyczne na poziomie. Kształcenie muzyczne trzeba zaczynać wcześnie! Trzeba dać szansę każdemu dziecku! A czy potem zechce kształcić się w zawodach artystycznych to już inna sprawa.
Dzieci uwielbiają bawić się przy muzyce, tańczyć i śpiewać. Do czasu, kiedy pójdą do pierwszej klasy. Wtedy lekcje muzyki stają się zmorą. Zmuszane do gry na flecie prostym, straszone złą oceną (nawet opisową) zaczynają muzykę nienawidzić.
Agnieszka Kochler - dokładnie tak jest niestety. Pokutuje zły system nauczania i podejścia nauczycieli. Chęć obcowania ze sztuką jest niszczona w dzieciach od najmłodszych lat.
Lidia Bajkowska – bo fukcjonowały fatalne podręczniki i praktyki nauczania z fonogestyką na czele, z której, jak słusznie zauważył Pan X, zrobiono przedmiot nauczania, a to tylko ubarwiające (załóżmy) ćwiczenie w trakcie śpiewania wokaliz.
Agnieszka Kochler – no właśnie, trochę dziwne moim zdaniem tworzenia osobnego przedmiotu z czegoś co w zasadzie jest tylko dodatkiem… A podręczniki i praktyki stosowane w nauczaniu faktycznie do najlepszych nie należą.
ilustracja z książki Lidii Bajkowskiej „Bajka o Piosence i Nutkach”

Lidia Bajkowska – Wracając do fletów, które pokutują dalej od czasów komuny!
Przeceiż malutkie paluszki dzieci nie sięgają, żeby pokryć całkowicie otwory w tym instrumencie, z którego wydobywają się tylko piski i fałsze. Małe dzieci, w konsekwencji takiej edukacji muzycznej, mają potem przeżycia traumatyczne i późniejsze fobie na sam widok orkiestry symfonicznej. Czy nie należało by zacząć od instrumentów klawiszowych (jak dzwonki diatoniczne czy chromatyczne, jeśli szkoła nie ma pianina czy organów elektronicznych), gdzie dźwięk jest gotowy i od razu ładnie brzmi? Dlaczego nie korzysta się z nowatorskich metod, przygotowanych do kształcenia dzieci poprzez zabawę? Czy peerelowska „nauka nut”, nieskuteczna i bez zrozumienia nadal musi pokutować?
Kiedyś nauczyciel, który nie korzystał np. z „Elementarza do muzyki” i został na tym przyłapany, szedł na dywanik do pani dyrektor, która potem tłumaczyła się pani wizytator, reprezentującej interesy grupy trzymajacej władzę nad podręcznikami. Taka nauka nut „z powietrza”, jakby czytanie bez poznania liter, jest dalej traumą dla uczniów!
Agnieszka Kochler – nie da się ukryć,że zajęcia z muzyki i nauka gry na flecie kojarzy się wielu osobom z koszmarem. Obok tego,że wydobycie ładnego dźwięku z tego instrumentu nie należy do najłatwiejszych,a na pewno nie jest takim dla dzieci,którym od razu każe się grać dobrze – metody „nauczenia” tego nie są również najlepsze… Dzieci najczęściej niestety sa zestresowane tym,czego się od nich wymaga – nie stosując odpowiednich metod nauczenia i zapoznania ich z muzyką.
Lidia Bajkowska - Nauczyciele, których nie przygotowywano do działań kreatywnych czy metoda, jedyna, jak kult jednostki, która znalazła swoje odzwierciedlenie w najnudniejszej na świecie książce, jakim był monopolistyczny i uznany, „Elementarz do muzyki” ? Metoda, o dziwo, przetrwała do dziś. Jest sprytnie przemycana między kartkami nowych, zintegrowanych podręczników, gdyż stary „Elementarz do muzyki” i kolejne podręczniki do klasy II i III „wycofano”. Elementarz oparty na fonogestyce (wprowadzonej, jako dodatkowe utrudnienie) i solmizacji, błędnie interpretowanej, zawierał wyrywkowe treści w postaci rymowanek, jako ćwiczeń rytmicznych, które były zakazami, nakazami bez związku z muzyką (np. szanuj zieleń, słuchaj rodziców, suchy marzec itp) Co to ze sztuka ma wspólnego, z nasza kulturą, na której niwie wyrósł Chopin, Moniuszko, Wieniawski, Szymanowski, Lutosławski, Pendercki, Kilar i wielu innych.
Wszystkie dzieci w Polsce uczyły się z konkretnej, polecanej książki do muzyki i uznawali tylko „metodę”, w niej zawartą. Była to „metoda”, która szkodziła polskiej kulturze muzycznej, pozostawiając zmarnowane pokolenia nazwane głuchymi. Odpowiedzialni za to otrzymywali wysokie pensje i dostawali różne przywileje (w tym stanowiska na wyższych uczelniach). Można wymienić instytucje, z których „szły” wówczas odgórne instrukcje i polecenia – KC, MOiW, WOM, kuratoria itd. Metodycy przedmiotowi skrupulatnie przestrzegali odgórnych wytycznych min. poprzez szkolenia nauczycieli, hospitacje, itd.
Agnieszka Kochler – no i własnie w związku z wysokimi pensjami ta „metoda” się liczyła i jak mniemam opłacała… Mam nadzieję,że w końcu ktoś pomyśli o wprowadzeniu czegoś nowego…
Lidia Bajkowska – Muzyka ma za zadanie: uwrażliwiać, kształcić odbiorcę poprzez właściwą percepcję, zainteresować, rozwinąć zamiłowania, wychowywać przez sztukę, podnieść poziom i kulturę społeczeństwa. Jednym z celów wychowania muzycznego w PRL było wychowanie społeczeństwa socjalistycznego. Podręczniki do muzyki, jak i innych przedmiotów (głównie historii, języka polskiego) z tamtej epoki były jednym z narzędzi służącym do degradacji dzieci i młodzieży. Starannie dobierano repertuar, w którym przeważały pieśni ideowe Po okrągłym stole rynek otworzył się na nowe publikacje, zaczęto zmieniać repertuar dotyczący pieśni i piosenek. Ale sposób przekazywania wiedzy muzycznej jest ciągle taki sam.
Metodycy starej daty, którzy stali na straży dawnego systemu dopilnowali, żeby do obecnego, początkowego nauczania zintegrowanego, wprowadzić metody żywcem przeniesione z „Elementarza do muzyki” z czasów PRL, które pomieszane z nauką polskiego, matematyki, środowiska, stały się jeszcze bardziej zawiłe. Największą tragedią jest to, że przedmiotu tego uczą nauczyciele klas 1-3, zupełnie nieprzygotowani do zawodu nauczyciela muzyki. Próby i kombinacje stworzenia w starszych klasach „muzyko-plastycznych” lekcji (pod sympatyczną nazwą „sztuka”) też nie zdały egzaminu, bo gdzie szukać dwu fakultatywnych nauczycieli, muzyko-plastyków czy odwrotnie i czy są tacy?
Agnieszka Kochler – dla mnie i dla wielu Osób niezrozumiałe jest właśnie to,dlaczego sztukę w naszym kraju traktuje się często,jako zło konieczne.Dlaczego spycha się ją w nauczaniu na najdalszy plan? Przecież nie żyjemy już w PRLu… Podobno Polska chce dorównać innym krajom,bardziej rozwiniętym…ale one rozwinięte sa również pod kątem kultury…tutaj się to niszczy.
Lidia Bajkowska – NAUCZANIE ZINTEGROWANE- jako zmora polskich szkół okazało się totalną klapą, nadal obowiązuje, choć niektórzy zaczynają od tego systemu odchodzić. Metoda okrzyczana „przedmiotowym Frankensteinem”, nie zdała egzaminu w zderzeniu z rzeczywistością. Takie nauczanie zintegrowane, gdzie występuje zbitka przedmiotów ogólnokształcących, muzyki i plastyki, jako sieczka tematyczna, jest groźne, gdyż buduje nową, holistyczną rzeczywistość u dzieci.
Agnieszka Kochler – dokładnie tak…znikome wiadomości z każdego przedmiotu i mętlik w głowach dzieciaków.
ilustracja z książki Lidii Bajkowskiej „Bajka o Piosence i Nutkach”

Lidia Bajkowska – Agnieszko, nam jest daleko jeszcze do normalności, trochę jeździłam po świecie i miałam możliwość zaobserwowania, jak uczą muzyki. Cała nauka małych dzieci opiera się o elementy zabawy, w praktyce nie tylko w teorii.
Agnieszka Kochler -Genialne! Dziecko ma z tego przyjemność, uczy się i rozwija.
Lidia Bajkowska – a tak naprawdę nauczyciele nauczania początkowego w śladowych godzinach poświęconych lekcjom muzyki (w teorii) rozwiązują z dziećmi ćwiczenia polsko-matematyczno-środowiskowe, jako zbitki przedmiotowe. Nie wiem, kto taki system wymyślił?? …i te ciężkie tornistry, jakby napchane kamieniami…
Agnieszka Kochler - niestety tak wygląda w Polsce…jak to zmienić ?
Lidia Bajkowska – dziękuję za nocne rozmowy rodaczek :) już zegar stary dawno wybił kuranty a my o muzyce bez końca… dobrej nocy, pełnej snów o prawdziwych lekcjach muzyki, takich jak za czasów Józefa Elsnera…